SZPIEG W KSIĘGARNI: “Anne z Zielonych Szczytów” Lucy Maud Montgomery

literatura dla dzieci i młodzieży literatura piękna recenzje

Odsłony: 55

O tej książce było głośno jeszcze przed premierą. Nowe tłumaczenie Anny Bańkowskiej mające na celu wierność wobec oryginału i realiów życia w kanadyjskiej wiosce na Wyspie Księcia Edwarda nie tylko wzbudziło ciekawość czytelników, ale u niektórych wywołało oburzenie. Może przeszłoby bez echa, gdyby nie zmieniony tytuł i narastające wokół niego kontrowersje. Jakże to tak?! Gdzież nasze ukochane Zielone Wzgórze?! Skąd te szczyty?!

Ta kwestia została wyjaśniona w licznych wywiadach z tłumaczką i przedmowie książki. Oczywiście można zrozumieć, że komuś ten tytuł się nie podoba, nie brzmi mu dobrze, ale obecne w social mediach krytykowanie  całego przekładu bez jego znajomości i “wieszanie psów” na tłumaczce to już jest nie do przyjęcia. Przecież tu nikt nikomu wspomnień z dzieciństwa nie odbiera, poprzednich wydań “Ani…” nie likwiduje, a do czytania nowego przekładu nie zmusza. Mamy wybór.

Przyzwyczajenie  jest jednak drugą naturą człowieka. Dla mnie osobiście pani Linde zawsze pozostanie Małgorzatą, niezależnie od tego jak naprawdę miała w metryce, podobnie jak trudno “przemianować” sobie Mateusza na oryginalnego Matthiew, czy przywyknąć do Charlesa Sloane (toż to Karolek!). Ciężko też wybić sobie z głowy Białe Piaski na rzecz White Sands. Mimo to bez oporów sięgnęłam po “Anne z Zielonych Szczytów” i powiem szczerze, że jestem zachwycona, bo nie tylko przypomniałam sobie lekturę sprzed dobrych trzydziestu lat, ale znalazłam w niej o wiele więcej niż perypetie tytułowej bohaterki – przyjrzałam się dorosłym bohaterom.

Powieść czyta się lekko, jest spójna i bardziej wyrazista niż w dawnym przekładzie R. Bernsteinowej, zdecydowanie przystępniejsza dla młodego czytelnika. Język pozbawiono archaizmów, przywrócono oryginalne imiona i nazwy, zachowano realia epoki i zadbano o szczegóły, a także o poczucie humoru.
Kanadyjska przyroda została ukazana w pełnej krasie, z uwzględnieniem rosnących lokalnie gatunków roślin, bez ich “spolszczenia”, stąd zamiast swojskich paproci i konwalii mamy tamtejsze niecierpki i majowniki. Nie ma dworków, ani kropli walerianowych, nie było ich bowiem u Lucy Maud Montgomery. Tłumaczka trzymała się oryginału, a nie tego, co zakorzeniło się w starych wydaniach. Wydaje mi się, że jest to tłumaczenie dokładniejsze i o wiele zgrabniejsze.
Dla porównania:
“(…) Ale czy ja nie mówię zbyt wiele, Marylo? Może to źle wpływa na ból głowy?
– Lepiej mi jest teraz. Po południu strasznie mi głowa dokuczała. Te migreny stają się coraz cięższe. Będę musiała poradzić się lekarza. Co się tyczy twojej paplaniny, to już mi ona nie przeszkadza. Przywykłam do niej, Aniu.
Znaczyło to, że Maryla lubi jej się przysłuchiwać” (Wyd. Nasza Księgarnia 1976, tłum. R. Bernsteinowa, s. 295)
“(…) Ale ja chyba za dużo gadam, Marillo? Czy nie boli cię od tego bardziej?
– Nie, już mi lepiej. Ale po południu czułam się fatalnie. Te migreny stają się coraz dokuczliwsze, muszę w końcu wybrać się do lekarza. A co do twojej gadaniny, to sama nie wiem, ale chyba już do niej przywykłam.
Co w języku Marilli znaczyło, że słucha jej z przyjemnością.” ( Wyd. Marginesy 2022, tłum. A. Bańkowska, s. 271)

I moje ulubione – na pytanie pani Barry o to, jak się czuje, Anne w starym wydaniu odpowiada: “Czuję się bardzo dobrze fizycznie, lecz duchowo jestem znużona. Dziękuję pani bardzo”, natomiast w nowym  tłumaczeniu brzmi to tak: “Dziękuję pani, na ciele jestem zdrowa, lecz w duszy czuję zamęt” ( założę się, że wiele osób chętnie skorzystałoby z tego zdania 😉 ).
Do tego trzeba odnotować, że powieść L. M. Montgomery zawiera wiele odniesień do literatury, które to odniesienia, cytaty, tytuły dzięki Bańkowskiej są rozpoznane, a u Bernsteinowej – pomijane.

Perypetie panny Shirley oczywiście pozostały te same (tylko precyzyjniej opisane), a i ona jest taką, jaką ją pamiętamy. To niepoprawna romantyczka, wrażliwa i emocjonalna marzycielka z bujną wyobraźnią, entuzjastycznie podchodząca do życia wielka gaduła, a przy tym zdolna, ambitna, uparta.  Ciągle wpada w jakieś tarapaty, ale nie popełnia dwa razy tego samego błędu, wyciąga wnioski, stara się pracować nad sobą. Dorasta i rozkwita. Nadal może być bliska współczesnym czytelniczkom.

Natomiast nie wiem, czy to kwestia przykładu czy innego, już “dorosłego” odbioru tej powieści, ale inaczej niż kiedyś postrzegam rodzeństwo Cuthbertów i wyraźnie widzę ich “model wychowawczy”, a także to, że nie mieli w sumie łatwego zadania decydując się bez żadnego doświadczenia na opiekę nad dziewczynką z sierocińca.
Marilla nie wydaje się już taka oschła i surowa, owszem – jest zasadnicza, konkretna, konsekwentna, rozsądna. To ona wyznacza granice i ustala zasady. Na pewno nie można jej posądzić o wylewność i pobłażliwość, ale jest sprawiedliwa i dobra; początkowo była sceptyczna, ale pokochała  Anne, zresztą z wzajemnością. Matthiew zaś  usuwa się w cień, jeśli chodzi o wychowywanie podopiecznej, ale okazuje jej serce,  pełni rolę  wyrozumiałego słuchacza, zawsze bierze stronę Anne, nie ukrywa, że jest z niej dumny i na swój sposób rozpieszcza (cukierki, modne sukienki). Oboje uzupełniają się,  razem stwarzają Anne ciepły, bezpieczny dom, dbają o jej edukację, wspierają ją.
Zdecydowanie bardziej widoczny jest sarkazm Marilli. Uświadomiłam sobie, że  jest mi bardzo bliską bohaterką literacką zaraz po Mary Poppins.

Nie przedłużając, powiem tak: bardzo mi się tłumaczenie Anny Bańkowskiej podobało. Powieść została “odświeżona”, nie przeinaczona, po prostu nabrała wyrazistości.  Współcześni młodzi czytelnicy, częściej czytelniczki, nie będą się zżymać nad staroświeckim językiem, zyskają szansę, by polubić Anne i jej perypetie. Starsi, o ile nie trwają w oburzeniu i zechcą powtórzyć sobie  lekturę, będą mogli przekonać się, co stracili w dawnym, uboższym przekładzie. Nowy jest moim zdaniem znakomity. Już nie mogę się doczekać kolejnych tomów i mam nadzieję, że zdrowie pani Annie dopisze, by mogła kontynuować swoją wspaniałą, rzetelną pracę.

Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawami autorskimi

 

Wydawnictwo Marginesy
Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Anne z Zielonych Szczytów
Tytuł oryginału: Anne from Green Gables
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Projekt okładki: Anna Pol

Data wydania: 2022
Liczba stron:384
ISBN 978-83-67022-63-7

Agnieszka Grabowska – absolwentka filologii polskiej UJ, nałogowa czytelniczka, blogerka w kratkę. Ambiwertyczka spod znaku Ryb. W wolnym czasie zabiera się za literki. Ma szczęście w konkursach. Nie wyobraża sobie życia bez książek, kawy, kotów i muzyki. Prywatnie – mama i żona. Nie unika kuchni, choć przydałaby się jej patelnia automatycznie odcinająca Internet w kulminacyjnych momentach pichcenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *