KOLOROWY ZAWRÓT GŁOWY W CHINCHERO. CZĘŚĆ PIERWSZA. – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

fotoreportaż z podróży życie i pasje

Odsłony: 1523

Stragan z rzeźbionymi tykwami
Stragan z rzeźbionymi tykwami

W Świętej Dolinie Inków w Peru, będącej przed wiekami epicentrum kultury Inków, nieopodal Cusco leży niewielka miejscowość Chinchero. Jest to miejsce gdzie według Indian miała się narodzić tęcza i gdzie mieszkańcy nadal podtrzymują inkaskie tradycje. Kobiety i mężczyźni noszą na co dzień tradycyjne barwne stroje, sztuka tkacka z której słynie Chinchero przetrwała tam z czasów inkaskich a wszystkie wyroby przędzalnicze wykonywane są dokładnie tak, jak przed wiekami robili to Inkowie.

Ta malownicza, otoczona tarasami pól uprawnych kolonialna wieś, z której rozciąga się wspaniały widok na szczyty Andów położona jest na wysokości około 3700 n.p.m. Życie tutaj toczy się swoim trybem, trochę sennie w ciągu tygodnia.

Uliczki w Chinchero
Uliczki w Chinchero
Tarasowe pola wokół Chinchero
Tarasowe pola wokół Chinchero
Dom z widokiem na Andy
Dom z widokiem na Andy

W niedzielę jednak Chinchero ożywia się. Na rozległym placu przed kościołem odbywa się cotygodniowy niedzielny targ na który przybywają mieszkańcy sąsiednich wiosek. Można tu kupić kolorowe tkaniny, lokalną odzież, regionalne wyroby rękodzieła z gliny i drewna oraz świeże owoce, warzywa i chleb, można się potargować i spróbować tutejszych przysmaków. Jest to wspaniałe miejsce do obserwacji jak żyją rdzenni mieszkańcy.

Kościół w Chinchero
Kościół w Chinchero

Stroma droga prowadziła do centrum wsi skąd rozchodziły się wąskie, brukowane uliczki, gdzie nierzadko stromiznę uzupełniały schody.

Stroma uliczka ze schodami
Stroma uliczka ze schodami

Ze zdumieniem patrzyłam na żyjących tu ludzi, którzy trudne warunki klimatyczne przyjmowali z uśmiechem i stoickim spokojem. Żyli i pracowali tak jak by wysokość 3700 n. p. m. nic dla nich nie znaczyła. Ja musiałam poruszać się bardzo wolno, bo każdy szybszy ruch wywoływał przyspieszone bicie serca a rozrzedzone powietrze i zmniejszona ilość tlenu dawały się we znaki. Ale fascynująca wieś, jej mieszkańcy i rozciągające się ze wsi niezwykłe widoki rekompensowały złe samopoczucie.

Codzienne życie w Chunchero
Codzienne życie w Chinchero
Mieszkanki Chincero przy pracy
Mieszkanki Chincero przy pracy

Niestety nie dane mi było zobaczyć niedzielnego targu z prostej przyczyny, że Chinchero odwiedziłam w dzień powszedni. Na rynku otoczonym murem pamiętającym czasy inkaskie, zamkniętym z jednej strony zbudowanym na pozostałościach pałacu Inków białym, kolonialnym kościołem z XVII wieku, z drugiej zaś strony ograniczonym okazałą bramą można było i w dzień powszedni kupić wyroby rękodzieła. Indianki w regionalnych strojach zachęcały do kupna kolorowych przyprawiających o zawrót głowy artykułów.

Indianka na rynku
Indianka na rynku
Dziewczyna zapraszająca na pokaz
Dziewczyna zapraszająca na pokaz

Tony znanej melodii El Condor Pasa dobiegające z drugiej strony rynku potęgowały niezwykły nastrój. Indianin i towarzyszący mu mały chłopiec stanowili dwuosobową orkiestrę. Urzekające dźwięki zampony (rodzaj fletni Pana) zachęcały nielicznych turystów do zatrzymania się. Chwilę stałam zasłuchana. Melodia dobiegała mnie jeszcze przez jakiś czas, kiedy zagłębiłam się w barwne, tętniące życiem uliczki Chinchero. Przed każdym domem wystawione na sprzedaż artykuły przyciągały i kusiły turystów.

Orkiestra na rynku
Orkiestra na rynku

Każdy stragan to jednocześnie mały warsztat rękodzielniczy. Tutaj nikt nie siedział bezczynnie, ręce mieszkańców były nieustannie zajęte. Kobiety wykorzystywały każdą chwilę i czy to w drodze do sklepu, czy na spotkaniu ze znajomą, w rękach obracały z ogromną prędkością prymitywne wrzeciona, przędąc w każdej wolnej chwili nici. Zatrzymałam się na moment przed jednym ze straganów, zaciekawiona pracą Indianki. Precyzyjnie ostrym nożem rzeźbiła tykwy w najróżniejsze roślinne i zwierzęce wzory oraz w motywy z życia wsi.

Indianka rzeźbiąca tykwy
Indianka rzeźbiąca tykwy
Stragan z rzeźbionymi tykwami
Stragan z rzeźbionymi tykwami

Moją uwagę zwróciły gliniane byczki stojące obok krzyży na dachach domów. Indianie wierzą, że dwa byczki o ogromnych oczach umocowane nad bramą, bądź na dachu domu przynoszą szczęście, odpędzają wszelkie zło i czuwają nad mieszkańcami. Takie figurki są charakterystyczne dla indiańskich domostw z regionu Cusco i widnieją na każdym dachu, nad wejściem lub przed domem.

Byczki :)
Byczki 🙂

W jednym z takich budynków mieściło się Centrum Tkactwa. Przed otwartymi szeroko drzwiami, młoda Indianka z uśmiechem zapraszała do środka. Z ochotą skorzystałam z zaproszenia z grupą turystów weszłam na podwórze.

                                                                        C.D.N.

Tekst i fotografie: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

 

2 thoughts on “KOLOROWY ZAWRÓT GŁOWY W CHINCHERO. CZĘŚĆ PIERWSZA. – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *