PO TRUDACH DO SZCZĘŚCIA – kartki z kalendarza cz.I

życie i pasje

Odsłony: 1653

 

shoes-505471_1280Okazuje się, że nasz magazyn to nie tylko medium dla porad, wywiadów, czy recenzji. Do redakcji przychodzą listy od czytelników, które świadczą o tym, że jesteśmy dla nich ważni. Są bardzo osobiste, a niektóre wręcz ściskają za serce. Dlatego postanowiliśmy, że stworzymy nowy dział, w którym będziemy publikować niektóre Wasze historie. Dzisiaj przedstawiamy Kartki z kalendarza. Ich autorka zdecydowała się na naszych łamach opowiedzieć o bardzo trudnym okresie dla niej i dla jej rodziny. Zapraszamy na pierwszą część – Po trudach do szczęścia.

Dla dziecka - zobacz na Ceneo.pl

Połowa marca

Zrobiłam sobie dzisiaj kawę, na którą miałam wyjątkową ochotę i co? I nic! Gdy tylko podnosiłam filiżankę do ust, czułam, że za chwilę zwymiotuję! Och, czyżbym była w ciąży?! – pomyślałam w duchu. Jest to możliwe, ponieważ nasza starsza córka właśnie skończyła 6 lat i wraz z mężem zdecydowaliśmy się w końcu na drugie dziecko.

Muszę kupić test ciążowy! Na razie jednak postanawiam milczeć. Mąż patrzy na mnie jakoś dziwnie, ale też nic nie mówi.

Po kilku dniach zamykam się w ubikacji i trochę trzęsącymi się rękami robię test. Nerwowo wpatruję się w dwa magiczne okienka, w których dosłownie po paru sekundach zaczynają pojawiać się kreski. Tak, tak – mam już pewność! Hurrrra! Jestem w ciąży!!! Natychmiast biegnę do męża.

“Kochanie, chcę Ci coś powiedzieć – będziemy mieli dziecko”. Mąż przytula mnie i równie wzruszony szepcze: “To wspaniale, bardzo się cieszę”.

Początek kwietnia

Chyba się trochę przeziębiłam. Mam zatkany nos i pokasłuję. Normalnie nic bym sobie z tego nie robiła, ale w obecnym stanie postanowiłam niezwłocznie udać się do lekarza. Dostaję jakieś syropki i oczywiście zwolnienie.

17 kwietnia

W nocy z 16 na 17 kwietnia boli mnie głowa. Ból jest tak potworny, że chwilami myślę, iż zaraz zwariuję. Do tego jest mi niedobrze. Boję się wziąć jakąkolwiek tabletkę, by nie zaszkodzić maleństwu. Rano decyduję się na wizytę u lekarza. Tym razem wybieram się do ginekologa.

Jest co prawda Wielki Czwartek, ale trudno – dłużej nie mogę czekać – tym bardziej, że zbliżają się święta.

“Tak, rzeczywiście jest pani w ciąży. To 6. tydzień. Muszę jednak panią natychmiast skierować do szpitala. Pani krwawi” – jak przez mgłę docierają do mnie słowa lekarza.

“Czy to naprawdę konieczne?” – zapytałam.

“Absolutnie tak, jeżeli chce pani utrzymać tę ciążę”.

Dobry Boże – oczywiście, że chcę, ale jak powiedzieć córce, że mama idzie do szpitala?! “Tak, dobrze, zgadzam się” – nie poznaję własnego głosu.

I w taki oto sposób ląduję w szpitalu na patologii ciąży. Jestem zrozpaczona. Pierwsza ciąża była bardzo trudna, więc miałam cichą nadzieję, że chociaż ta będzie łatwiejsza, a tymczasem…

Trudno, jakoś to przeżyję; w końcu to tylko 9 miesięcy, a właściwie już niecałe 8!

Koniec kwietnia, rano

Pobyt w szpitalu przedłuża się. Po tygodniu czuję, że już dłużej nie wytrzymam. Czuje się bardzo źle. Nadal krwawię. Okazuje się, że mam jakiegoś polipa, którego trzeba koniecznie usunąć. Idę na mały zabieg, po którym wszystko ma być dobrze. Oby tylko nic się nie stało dziecku!

Kilka godzin później

Już po wszystkim. Boli mnie dół brzucha. Jestem kompletnie rozbita. Codziennie jest jednak przy mnie mąż i ukochana córeczka, która nie tylko dzielnie znosi rozstanie, ale jeszcze i mnie pociesza.

“Mamusiu, kiedy wrócisz do domu?”. Żebym to ja wiedziała!

Niespodziewanie następnego dnia słyszę: “Myślę, że możemy panią wypuścić do domu”.

Wreszcie! Tak się cieszę. Dzwonię do męża: “Wychodzę. Przyjedź po mnie”.

                                                                           Mała Czarna

materiał chroniony prawami autorskimi

źródło: pixabay.com/ foto:sebagee
źródło: pixabay.com/ foto:sebagee

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *