OPOWIEŚĆ SFINKSA – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

fotoreportaż z podróży życie i pasje

Odsłony: 2195

Egipt ma to do siebie, że albo się go kocha, ale nienawidzi. Ilekroć tam jestem, jednakowo mnie fascynuje i chyba nigdy nie przestanie zadziwiać. Mówią, że to magia… być może, ale ja po prostu pokochałam ten kraj, ludzi, spaloną słońcem ziemię, pustynię i oddech starożytności.

Zawsze kiedy odwiedzałam Kair, starałam się wygospodarować chociaż jeden dzień żeby udać się na płaskowyż Giza. I za każdym razem patrzyłam z jednakowym zachwytem na Wielkie Piramidy. Przetrwały tyle wieków, wojen i zawieruch cywilizacji. Pamiętają Faraonów: Totmesa, Tutanchamona, Ramzesa II, Nefretete, Kleopatrę. Patrzą na świat, niewzruszone, dumne i niezniszczalne.

Piramida Cheopsa jest największa i najokazalsza, za nią są mniejsze, lecz równie okazałe piramidy Chefrena i Mykerinosa. Przed piramidą Chefrena znajduje się wykuty w skale monolityczny posąg lwa z twarzą człowieka – tajemniczy Sfinks, o którym Egipcjanie mówią, że stoi na straży Piramid.

Tym razem niebosiężne Piramidy sprawiły mi niespodziankę. Kiedy wczesnym rankiem stanęłam u ich stóp, wszystko spowijała złota mgła. Szczytów piramid nie było widać. Zresztą widoczność była tak marna jak czasami u nas jesienią. Tylko, że to nie była szaro-mleczna, a złocista poświata, prześwietlona promieniami słońca. Nie było żadnej wilgotnej, buro-białej waty, tylko błyszczący – jakby diamentowy welon. wzmacniający ten niesamowity widok tylko potęgował  magiczny klimat płaskowyżu Giza.

Piramida we mgle/ foto: Danuta Baranowska
Piramida we mgle/ foto: Danuta Baranowska

Planowałam spacer korytarzem Wielkiej Galerii w piramidzie Cheopsa, ale tego dnia piramida ta była niedostępna dla zwiedzających. Ale do piramidy Chefrena bez trudu dostałam wejściowy bilet. To druga, co do wielkości piramida, chociaż wydaje się być najwyższa. Stoi najbliżej, na niewielkim wzniesieniu i stąd to wrażenie. Tylko ta ma pozostałości wapiennej okładziny, którą były wyłożone wszystkie trzy piramidy. Odsłonięte głazy ukazują jak ogromna była praca budowniczych piramid. Nawet kartki papieru nie można wsunąć między głazy. I pomyśleć, że te budowle stoją niezmiennie od około czterech i pół tysiąca lat!

Piramida Chefrena i Sfinks/ foto: Danuta Baranowska
Piramida Chefrena i Sfinks/ foto: Danuta Baranowska

Powoli zbliżyłam się do wejścia piramidy. Turystów oczekujących na wejście do środka było niewielu. W południe kolejka urastała do gigantycznych rozmiarów. Minęłam wrota wykute w skale. To korytarz rabusiów grobowców. Prawdziwe wejście znajdowało się trochę wyżej. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Ciemność rozświetlana niewielkimi żarówkami sprawiała, że bez większego wysiłku przeniosłam się w myślach w odległe czasy. Bardzo wąski i niski korytarz schodził stromo w dół. Cały czas posuwałam się na mocno ugiętych nogach. Zrobiło się duszno i bardziej gorąco. Po chwili korytarz skierował się stromo w górę. Tutaj było jeszcze trudniej poruszać, trzeba było się przemieszczać prawie na czworakach. Potem wąskim szybem w dół, dotarłam do niewielkiej komory. Z uczuciem ulgi wyprostowałam kości. Ponownie w dół i w dół, aż uciążliwa droga skończyła się w sercu piramidy. Komora grobowa była dość duża, na jej końcu stał potężny granitowy sarkofag. Ale na ścianach nie było nic. Jakże tu inaczej niż w grobowcach faraonów w Dolinie Królów. Tam wspaniałe malowidła, reliefy, inskrypcje…tutaj gołe ściany, tylko uczucie w głębi piramidy inne.

Droga powrotna wydawała się jeszcze gorsza. I znowu na ugiętych nogach, góra, dół, góra dół. Było coraz bardziej duszno i trudno oddychać. I nagle powiew świeżego i chłodnego powietrza. Wyszłam na zewnątrz. Uderzenie, nie gorąca, chociaż na dworze jest około trzydziestu pięciu stopni, ale chłodnego, jakby klimatyzowanego powietrza. To takie dziwne odczucie po wyjściu z Piramidy, kiedy wychodzi się z korytarza, gdzie upał sięga około pięćdziesięciu stopni Celsjusza.

Piramidy/ foto: Danuta Baranowska
Piramidy/ foto: Danuta Baranowska

Byłam w Piramidach już kilka razy, ale zawsze mam to samo, trudne do opowiedzenia niezwykłe uczucie -, jakby radości, euforii, nowej energii…

Spojrzałam na zegarek, miałam jeszcze mnóstwo czasu do wieczora – Zdążę na autobus do najstarszej dzielnicy Kairu, a po południu wrócę pod piramidy na widowisko „Światło i Dźwięk” – pomyślałam ruszając szybkim krokiem na przystanek.

Długo wędrowałam wąskimi uliczkami starego Kairu, jakże innego od nowoczesnej części miasta. Tutaj naprawdę czułam powiew egzotyki. Krótko odpoczęłam w niewielkiej herbaciarni przy szklaneczce cudownie orzeźwiającego egipskiego napoju, zwanego carcade, czyli naparu z kwiatów malwy sudańskiej. Wróciłam pod Piramidy, ale tym razem taksówką. Kierowca jechał inną drogą niż autobus, trochę dłuższą, nie miałam mu jednak tego za złe. Mogłam zobaczyć dużo więcej, niż z okien autobusu.

Kanał nawadniający i chaty z masy mułowej/ foto: Danuta Baranowska
Kanał nawadniający i chaty z masy mułowej/ foto: Danuta Baranowska

Droga prowadziła nad nawadniającym kanałem. Po drugiej stronie kanału ukazały się chaty wybudowane z cegły mułowej i gliny, widać było czarno spowite kobiety, dźwigające na głowach kosze z jedzeniem oraz dzbany z wodą. Rozkrzyczane dzieci, brudne i bose, bawiły się na brzegu. Na obrzeżach metropolii czas się zatrzymał i życie toczyło się jak przed wiekami.

Uliczka starego Kairu/ foto: Danuta Baranowska
Uliczka starego Kairu/ foto: Danuta Baranowska

Powoli zbliżał się wieczór, ale jakże inny niż w Polsce. Tutaj słońce chowało się szybko za horyzontem i niemal natychmiast robiło się ciemno – europejski zmierzch nie istniał.

Zachodzące słońce wspaniałymi barwami otulało piramidy nadając im niesamowity i tajemniczy wygląd.

Zmęczona z ulgą siadłam u stóp Sfinksa. Było już całkiem ciemno, od pustyni wiał chłodny wiatr. W oddali przy dźwiękach arabskich instrumentów dało się słyszeć monotonny śpiew. Monumentalny posąg Sfinksa rozjaśnił się od dołu lekkim, niesamowitym, zielonkawym światłem.

Piramida Chefrena i Sfinks widowisk Światło i Dźwięk

Rozpoczął się nastrojowy spektakl „światło i dźwięk”, przenoszący w czasy faraonów, przedstawienie dla ludzi o romantycznych duszach. Rolę narratora w tym spektaklu na świeżym powietrzu grał Sfinks, który opowiadał historię piramid. Podczas opowiadania o ich budowie, każda po kolei rozświetlała się niebieskim światłem, powoli przechodzącym w fioletowe, pomarańczowe, następnie żółtawe, aby w końcu zgasnąć i tylko pogrążony w zielonej poświacie pozostawał opowiadający Sfinks.

Nagle, niebieskie promienie zalały piramidę Chefrena. Sfinks opowiadał o śmierci faraona i jego pogrzebie. W dolnej świątyni Chefrena odbywała się ceremonia pogrzebowa, rozległ się śpiew ludzi towarzyszących zmarłemu faraonowi. Następnie na zielono została oświetlona droga konduktu pogrzebowego i tzw. rampą, sarkofag na balach drewnianych przy pomocy setek ludzkich ramion przesuwał się powolutku do głównej świątyni grobowej. Trzeszczało drewno, dało się słyszeć rytmiczne odliczanie zmęczonych ogromnym wysiłkiem ludzi, daleko niosły się krzyki i zawodzenie płaczek. Nastrój stał się tak podniosły, że dreszcze przechodziły po plecach, wydało mi się, że naprawdę jestem świadkiem pogrzebu z przed czterech i pół tysiąca lat. Kondukt pogrzebowy zniknął we wnętrzu piramidy. Odgłosy powoli milkły, światła zgasły.

podświetlony sfinks widowisko Swiatło i Dźwięk

Sfinks skończył swoją opowieść.

Kiedy po skończonym spektaklu zapaliły się reflektory, ludzie jeszcze dłuższą chwilę siedzieli zadumani. Nie mogłam uwierzyć, że wszystko co usłyszałam i oglądałam było wytworem laserowej techniki.

Tylko posąg o ludzkiej twarzy milcząco spoglądał w dal, stojąc na straży piramid od tysiącleci, obojętny na otaczający go świat i upływ czasu.

 Tekst i fotografie: Danuta Baranowska

materiał chroniony prawami autorskimi

1 thought on “OPOWIEŚĆ SFINKSA – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. “światło i dźwięk ‘ tego trzeba mi było przed snem . Dzięki Danuś za kolejną podróż z Tobą .
    Serdecznie
    Sława

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *