MARGARITA – PERŁA KARAIBÓW – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

fotoreportaż z podróży życie i pasje

Odsłony: 2684

Malownicza Isla Margarita – wenezuelska wyspa na Morzu Karaibskim –  nie bez powodu nazywana jest perłą Karaibów. Turyści są urzeczeni przepięknymi krajobrazami, białymi plażami, turkusową wodą i różnorodnością fauny i flory…

Trzydniowy wypoczynek na Margaricie po wspaniałej, acz trochę wyczerpującej wycieczcie po Wenezueli zapowiadał się interesująco.

Ale trzy dni leżenia na plaży, uwzględniając moją ruchliwość, były dla mnie ogromnym „wysiłkiem”, toteż na drugi dzień wybrałam się na całodniową wycieczkę po wyspie. Rankiem z hotelu odjeżdżał jeep, żeby parę kilometrów dalej połączyć się w kolumnę kilku samochodów terenowych. Tak było bezpieczniej. Wyspa, jak i cała Wenezuela, znana jest z przestępczości, a każdy „gringo” jest potencjalną ofiarą i chodzącym skarbcem. Kolumna była zabezpieczona samochodem z uzbrojonymi policjantami.

kolumna jeepów

Wszystko to jednak nie miało znaczenia, kiedy oglądało się tak cudowne widoki. Po około godzinnej jeździe zostawiliśmy za sobą miejscowości i okolica stawała się coraz bardziej wyludniona. To był już półwysep Macanao, charakteryzujący się górzystym, półpustynnym terenem. Widok sprawiał wrażenie meksykańskich krajobrazów, zwłaszcza że jedynymi roślinami jakie można było zobaczyć, to  suchorośla i wysokie kaktusy. Sucha, spękana i czerwona ziemia, przywodziła na myśl pustynię Atacama w Chile. Trudno porównać do czego to miejsce jest podobne. Ale na pewno o nim można powiedzieć, że jest niezwykłe.

krajobraz wyspy

kaktusyna półwyspie Macanao

Samochody zatrzymały się na moment na cyplu, skąd rozciągał się niezwykły widok na Morze Karaibskie. W dole na brzegu widać było niewielką osadę rybacką. Tuż obok iguana szybko zmykała na widok ludzi, ale fotkę zdążyłam jeszcze zrobić. Zerwał się silny wiatr, który niósł ze sobą drobiny piasku, boleśnie siekące w twarz.

iguana

Ruszyliśmy w dalszą drogę, do Parku Narodowego La Restinga – laguny wśród zarośli namorzynowych. Namorzyny (mangrowia), to wiecznie zielone lasy w strefie międzyzwrotnikowej, znajdujące się w zasięgu pływów morskich. Szczególnie bujna roślinność porasta zabagnione ujścia rzek. Są to z reguły słonoroślowe drzewa i krzewy, które mają umiejętność przystosowania się do ruchomego podłoża i zalewania podczas przypływu słoną wodą morską.

Tutaj była zgoła inna pogoda niż na Macanao. Zupełny brak –  wiatru, tutaj mocno odczuwało się tropikalne słońce.

Na nabrzeżu wsiedliśmy do małych łodzi, które jedna za drugą płynęły pośród drzew lasu mangrowego. Las był piękny, kanały bardzo wąskie, korony drzew nad naszymi głowami tworzyły tunele a rosnące w wodzie  tworzyły wyspy, zakola i naturalne schronienia dla ptaków i zwierząt.

Kanał wśród lasu mangrowego

Łódka powoli krążyła między nimi, a ja chłonęłam wszystkimi zmysłami tę fascynującą przyrodę. Wśród korzeni można było zauważyć przepiękne czerwone rozgwiazdy. Wzięłam jedną z nich do ręki. Była cudna. Potem złowiłam maleńkiego kraba. Śmiesznie drapał nóżkami dłoń. Większego nie miałabym odwagi złapać. Mógłby boleśnie uszczypnąć.

krab

mangrowia z rozgwiazdą

W koronach drzew gnieździły się licznie  ptaki a korzenie oblepione były  małżami. Z daleka, na gałęzi zobaczyłam orła. Zdjęcie nie jest najlepsze, bo to było bardzo duże zbliżenie, a łódź trochę kiwała.

Las namorzynowy służy jako schronienie dla wielu gatunków egzotycznych ptaków takich jak pelikany, wielkie białe czaple, kormorany, białe i szkarłatne ibisy.

Mnóstwo pelikanów obsiada wszystkie możliwe miejsca. To ich ulubione siedlisko. Zresztą pelikanów nad Morzem Karaibskim jest tak dużo, jak u nas nad Bałtykiem mew.

orzeł

 

pelikan

Dwie godziny wśród nieskażonej przyrody to była wspaniała uczta dla oczu.

Przewodnik skierował łodzie do brzegu. Na niewielkiej plaży przygotowano dla nas obiad. Ryba pieczona na grillu rozpływała się w ustach. Nie przepadam za rybami, ale ta była  naprawdę wyśmienita. Na „deser” dla chętnych, a więc coś dla mnie, można było dostać kraby, ostrygi i grillowane ośmiornice. Na zakończenie doskonały w smaku, świeżo robiony z kokosowych wiórów i białego rumu napój podawany tylko na Margaricie jako regionalny drink.

Do zachodu słońca zostało jeszcze dwie godziny. Dzień w tropikach trwa dwanaście godzin, od szóstej rano do szóstej wieczorem. Przewodnik dał znak do powrotu. Chcieliśmy zobaczyć jeszcze jedno ciekawe miejsce – starą stolicę wyspy El Valle, gdzie znajduje się centrum religijne z sanktuarium patronki wyspy, którą mieszkańcy nazywają Nasza Pani z Doliny. Jej figurka, zdobiona perłami jest najpopularniejszym prezentem z wyspy. Na Margaricie wciąż hoduje się perły, które można tutaj kupić od handlarzy spacerujących po plażach.

Sanktuarium jest imponujące. Wenezuela to kraj chrześcijański, a kościół wygląda bardzo podobnie do naszych.

El-Valle - sankuarium

 

Zrobiło się już prawie ciemno. Wróciliśmy na nocleg. To był naprawdę ciekawy i niezapomniany dzień, zresztą tak jak wszystkie dni w niezwykłej Wenezueli.

materiał i fotografie: Danuta Baranowska

artykuł chroniony prawami autorskimi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *