WYWIAD:

WYWIAD:

ROWEREM PRZEZ ŚWIAT - rozmowa z podróżnikiem Piotrem Strzeżyszem Czytaj dalej »

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

O sowach, e-bookach i nie tylko – rozmowa z Marią Skibińską Czytaj dalej »

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

… czyli jak oszczędzać na zakupach Czytaj dalej »

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

… czyli jak pracodawca demaskuje fałsz w twoim CV Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

LISTA NIEOBECNOŚCI, Michał Paweł Urbaniak - jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Druga strona mocy, Joanna Jax Czytaj dalej »

 

POZNAJ SWÓJ KRAJ: DUSZA W DREWNIE ZAKLĘTA – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Hits: 135

Ostatnia letnia sobota, jak na lato przystało, była pogodna, kolorowa i ciepła. Słońce od samego rana sprawiało, że chciało się żyć. Jak zwykle w takie dni ruszyłam na spotkanie z naturą. Ale tym razem nie do lasu i nie do parku. Zupełnie gdzie indziej. To była taka podróż w przeszłość. 

W samym sercu Śląska, na pograniczu Katowic i Chorzowa znajduje się niezwykły skansen. Ktoś może powiedziećcóż to jest skansen? Takich obiektów jest wiele i co w tym dziwnego.  

Może i tak, ale ten skansen jest inny. To taka prawdziwa wieś, można tutaj znaleźć i zwierzęta i sady, ogrody i nawet niewielki staw. A dym z kominów i czerwone pelargonie w oknach świadczą o tym, że miejsce jest zamieszkałe. Słychać rżenie koni, pianie koguta i beczenie owiec. 

zagroda z końmi

 

szopa dla owiec z Brennej

 

karczma

 

chałupa z Chromołowa

 

Kiedy tylko minęłam wrota do wsi, znalazłam się zupełnie w innym świecie. Za bramą czas się zatrzymał. I zdawało się, że nie możliwe jest, iż to urokliwe, ciche miejsce znajduje się w środku śląskiej aglomeracji.  

Szłam powolutku drogą w kierunku niskiej drewnianej chałupy z ganeczkiem i kilkoma drzewami wokół. Obok na łące, pasło się kilka kóz, pobrzękując dzwoneczkami.  

Widać było już rozpoczynającą swoje rządy jesień. Drzewa stały w kolorowych sukniach cicho szumiąc, ale pszczoły uwijały się jeszcze żwawo wśród jesiennych kwiatów. Za jedną z chałup znajdowała się niewielka pasieka z oryginalnymi, starymi ulami 

 

kościół z Nieboczów (1791)

 

chałupa z Panewnik

 

chałupy przy drodze

 

wejście na teren kościelny

 

Budynki zgromadzone w skansenie nie odtwarzały układu dawnej wsi, ale dawały całościowy obraz tradycyjnego budownictwa. Zagrody zgrupowano w formie przysiółków z różnych regionów kraju. Można tutaj obejrzeć domostwa z Beskidu Śląskiego, zespół pasterski z górskich łąk, chałupy z ziemi pszczyńsko-rybnickiej, z okręgu przemysłowego Mikołowa, Tarnowskich Gór i Gliwic oraz rejonu Zagłębia Dąbrowskiego. Ponadto w skansenie znajduje się wiele obiektów wolnostojących, jak spichlerze, garbarnia, wiatrak, karczma, szkoła i kościół. 

Wszystkie te obiekty tworzą wieś z przed lat. Centralnym miejscem jest przepiękny kościół z 1791 roku pod wezwaniem św. Józefa Robotnika pochodzący z Nieboczowa koło Lubomi, w którym od maja do października, w każdą niedzielę odbywają się nadal msze.  

Nieopodal tak jak w prawdziwej dawnej wsi znajduje się karczma, gdzie można popróbować regionalnych potraw i napić się czegoś zimnego, a przede wszystkim odpocząć. Skansen jest duży ma dwadzieścia pięć hektarów a spacerując od chaty do chaty bez wątpienia odczuje się zmęczenie. Warto później zajrzeć do sąsiedniego domu bogatego chłopa i do bielonej chłopskiej chałupy z Kromołowa.  

Na pobliskiej łące wśród kilku brzóz, przycupnęła pochodząca z osiemnastego wieku malownicza kapliczka z rzeźbą św. Stanisława. Takich kapliczek drewnianych, kamiennych, murowanych jest tutaj mnóstwo.  

 

wiatrak z Grzawy (XIX w.)

 

owce w szopie

 

koza na łące

 

kapliczka kłodowa (XVIII w)

Przysiadłam na moment na ławeczce w sadzie pod jabłonką. Jabłoń kusiła swoimi wielkimi dojrzałymi jabłkami. Sięgnęłam po jedno. Było cudownie orzeźwiające, chrupiące, soczyste. Takie jak jabłka zapamiętane z dzieciństwa, takie… prawdziwe. 

Zajrzałam do otoczonej chruścianym płotem chałupy podzielonej na przestrzał przez przestronną sień. Po jednej stronie sieni znajdowała się kuchnia i warsztat tkacki, po drugiej, izba z wysoko zasłanym łóżkiem, stołem i wiszącymi na ścianach świętymi obrazkami. Ot zwykły dom, ale ileż te ściany mogły powiedzieć. Ile widziały uśmiechu i łez, śmierci i narodzin. Gdybyż mogły mówić! Jeszcze dzisiaj unosi się wśród nich zapach, zapach ludzi którzy tutaj żyli. 

 

wnętrze chałupy

  

warsztat tkacki w chałupie

 

studnia “żuraw”

Te domy mają dusze.  

Wśród drzew można dostrzec autentyczny drewniany  wiatrak. Tego dnia był nieczynny, ale w niektóre dni w czasie letnich wakacji pracuje. Miele mąkę na chleb, który tutaj w skansenie wypiekany jest w ogromnym piecu chlebowym, a później serwowany w karczmie z pysznym białym serem lub smalcem. 

Przed domostwami znajdowały się studnie. Były najprawdziwsze studnie z żurawiem, były cembrowane z korbą i cynowym wiadrem, oraz przydrożne rzeźbione pompy wodne. 

Nagle z boku dobiegło mnie beczenie owiec.  

– Coś takiego! Nawet owieczki tutaj w skansenie mieszkają – pomyślałam, rozglądając się wokół.  

I rzeczywiście nieopodal rozciągała się łąka wyglądem przypominająca górską halę. Znajdował się  tutaj szałas pasterski i zagroda  dla owiec, zwana w górach koszarem. Była garbarnia, chałupy górali z Beskidu i szopa dla zwierząt. Wszystkie obiekty zebrane z okolic Istebnej i Brennej. 

Zajrzałam do szopy z której dochodziło ciche beczenie. To było takie owcze przedszkole. W szopie znajdowały się matki z małymi owieczkami.  

Z daleka dał się słyszeć odgłos dzwonków i delikatny stukot kopytek po drodze. Owce wracały do domu na południowy udój.  

Wprawdzie to był tylko skansen, ale życie w nim istniało. Małe poletka są uprawiane na paszę dla zwierząt. W ogrodach kwitną kwiaty, a w sadach dojrzewają owoce. Za płotem bogatej zagrody pasły się konie. 

Ale szkoła w której odbywają się warsztaty ludowe i różnego rodzaju wykłady była zamknięta. Trwał jeszcze remont dachu. Ogromne płaty sprasowanej słomy wędrowały na dach i były mocowane, tak jak przed laty, powrósłem 

 PRZECZYTAJ INNE FOTOREPORTAŻE CYKLU: “POZNAJ SWÓJ KRAJ”

Czas w tym niezwykłym miejscu upływał wolno, trochę sennie i leniwie a ja nawet nie zwróciłam uwagi kiedy minęło kilka godzin 

Kiedy opuściłam ten urokliwy, cichy zakątek i wróciłam do teraźniejszości, gdzie  króluje cywilizacja, gwar i hałas poczułam się trochę oszołomiona. Dobrze jest czasami uciec od zgiełku codzienności aby odpocząć w ciszy i spokoju.  

 

tekst i fotografie: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

 

Danuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

 

 

 

(Visited 91 times, 1 visits today)
Ciekawie się czytało? Polub post!
fb-share-icon13
6
Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial