WYWIAD:

WYWIAD:

ROWEREM PRZEZ ŚWIAT - rozmowa z podróżnikiem Piotrem Strzeżyszem Czytaj dalej »

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

O sowach, e-bookach i nie tylko – rozmowa z Marią Skibińską Czytaj dalej »

NAJLEPSZE KSIĄŻKI DLA DZIECI I MŁODZIEŻY

NAJLEPSZE KSIĄŻKI DLA DZIECI I MŁODZIEŻY

Kilkadziesiąt tytułów książek polecanych przez naszych ekspertów Czytaj dalej »

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

… czyli jak oszczędzać na zakupach Czytaj dalej »

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

… czyli jak pracodawca demaskuje fałsz w twoim CV Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

LISTA NIEOBECNOŚCI, Michał Paweł Urbaniak - jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Druga strona mocy, Joanna Jax Czytaj dalej »

 

Dwie kawie przy kawie. O sowach, e-bookach i nie tylko – rozmowa z Marią Skibińską

Hits: 261

Maj nie tylko pachnie bzem i rozbrzmiewa śpiewem ptaków, to także bardzo książkowy miesiąc. Usiądźmy na balkonie, z kubkiem kawy, książką bądź czytnikiem w ręku, poobserwujmy przyrodę, porozmawiajmy…. O czym? O pasjach. Tych małych i dużych. Miło nam gościć Marię Skibińską, autorkę bloga “Chiara76 o książkach”, fankę sów, admiratorkę e-booków i opiekunkę nietypowych zwierzaków.

Agnieszka Grabowska: Odkąd pamiętam, kojarzysz mi się z sowami. Nie tylko często udostępniasz ciekawe zdjęcia tych pięknych ptaków w mediach społecznościowych, ale wydaje mi się, że masz całkiem sporo rzeczy z motywem sów. Jak się zaczął ten “sowizm”? Skąd ta fascynacja?

Maria Skibińska: Wyobraź sobie, że zadałaś mi tym pytaniem, nad którym zastanawiam się już od paru dni, niezłego ćwieka. Wyszło bowiem szydło z worka i okazuje się, że chociaż faktycznie sowy są tymi ptakami, z motywem których mam w domu najwięcej przedmiotów, nie pamiętam początku tej sowiej fascynacji. Wydaje mi się, że początki sowiej kolekcji mogły  pojawić się z inicjatywy mojej mamy, ale nie mam pewności. Dość, że okazuje się, iż mam w domu temperówkę właśnie w kształcie sowy jeszcze z czasów szkoły podstawowej. A moja sowia kolekcja liczy sobie faktycznie wiele przedmiotów, począwszy od kubków z motywem sów, poprzez ubrania, torby, biżuterię rozmaitą jak i poduszki z sowim motywem. Mam sentyment do tych ptaków, uważam je za jedne z najciekawszych, no i , tu śmieję się cicho, jestem jednak typem sowy, aczkolwiek odkąd zostałam mamą, nie jestem w stanie tego trybu życia już prowadzić.

Sowie okazy. Fot. M. Skibińska

A. G.:Chciałaś kiedyś zostać ornitologiem? Pytam, nie bez powodu, bo wiem, że interesują Cię nie tylko sowy i to poniekąd znajduje odzwierciedlenie w czytanych książkach o ptasiej tematyce….

M. S.: Wyobraź sobie, że nie. Ptasim tematem zainteresowałam się tak naprawdę dopiero po ślubie, gdy wraz z mężem uprawialiśmy lekką odmianę “birdwatchingu”. Nie bardzo podoba mi się, że nie mamy w języku polskim  odpowiedniego słowa nazywającego tę czynność, chyba, że opisowo, czyli – obserwowaliśmy ptaki. Chciałabym tę miłość do ptaków, bardzo zwykłą, bez wielkich naukowych aspiracji, ot, hobbystyczną, zaszczepić naszemu niemal ośmioletniemu synowi. Na razie usiłujemy podczas spacerów do lasu pokazać mu, czy raczej skierować jego słuch na konkretne śpiewy. Niedawno ogromnie ucieszył mnie głos wilgi, który “przywitał” nas pod lasem, gdy rodzinnie spacerowaliśmy.

A. G.: Pozostając w ptasich klimatach, jesteś trochę taką “biżuteryjną sroką”? Wolisz szlachetne kamienie czy fantazyjne kształty? Kolczyki czy pierścionki?

M. S.: Wcale nie jestem trochę biżuteryjną sroką. Jestem chyba największą sroką biżuteryjną w Polsce (śmiech). A mówiąc bardziej serio, tak, lubię biżuterię i to najrozmaitszą. Uwielbiam ją oglądać, patrząc na kogoś zawsze przyglądam się temu, co nosi. Chociaż mam fatalną pamięć do twarzy, zdarzyło mi się rozpoznać kogoś tylko i wyłącznie po tym, jaką miał biżuterię. Dawno, dawno temu nawet miałam pomysł na coś zawodowo związanego właśnie z biżuterią. I chociaż plan ostatecznie się nie powiódł, z przyjemnością przeglądam trendy i biżuteryjne strony. Większości tych cudeniek wcale nie muszę mieć, ale zwyczajnie lubię je sobie obejrzeć.
Odpowiadam na inne Twoje pytanie. Lubię kamienie chociaż nie tylko te szlachetne, ale również te znane jako półszlachetne. Wiele naprawdę ładnej biżuterii z kamieniami półszlachetnymi można nabyć w korzystnych cenach na targach tego typu biżuterii. Swego czasu nabyłam sobie też jej trochę na Dolnym Śląsku, gdzie łatwo o tego typu zakup.
I jeśli chodzi o wybór pomiędzy kolczykami a pierścionkami, to zdecydowanie moją ulubioną częścią biżuterii są od zawsze kolczyki. W swoich biżuteryjnych zbiorach mam kolczyki w najrozmaitszych kształtach, oczywiście sów, ale też nietoperzy, ptaków kardynałów, jeży, psów, smoków, królików, choinek, gwiazdek śniegowych, renifera Rudolfa i jeszcze wielu innych.

Małe kolczyki – wielka radość. Ozdoby z kolekcji Marii Skibińskiej

A.G.: Moim zdaniem, choć biżuteria cieszy oko, to nic tak nie zdobi jak żywe kwiaty. Uwielbiam je podziwiać, niekoniecznie zrywać. Co roku coś sadzę na balkonie, zawsze mam pełne doniczek parapety. A jak wygląda Twoja “ogrodnicza” pasja.

M. S.: Tak, też kocham kwiaty. Sądzę, a nawet właściwie mam pewność, że kocham kwiaty ogrodowe ze względu na ogródek mojej nieżyjącej od dawna babci ze strony ojca. Jej ogród, i sad zresztą, był fantastyczny. Nie posiadała żadnej specjalistycznej wiedzy na temat uprawy roślin i kwiatów, a mogę określić to kolokwialnie – rosły w ogródku jak szalone. Tak więc moje dzisiaj ukochane kwiaty to wszystkie te z babcinego ogródka: niezapominajki, tulipany, żonkile, konwalie, lilie zwane u nas w domu smolinosami, malwy, ale moje najukochańsze kwiatki to bratki. Podobnie jak Ty, lubimy mieć tę zieleń w domu. Szczęśliwie i mąż i syn dzielą te pasje i w tym roku balkon ozdabialiśmy już wspólnie sadząc, siejąc i przesadzając rośliny. Także w mieszkaniu mamy niezłą roślinną dżunglę. Raduje mnie, gdy roślina, która wydawało mi się, że już nie zakwitnie, zaskakuje mnie i obsypuje się kwieciem. Tak stało się w tym roku z hoją, co do której straciliśmy już nadzieję na kwitnienie z racji jej wieku. Ma ona bowiem dobrze ponad dwadzieścia lat, towarzyszy nam od początku naszego małżeństwa.

Ulubione bratki z balkonu Marii Skibińskiej

A. G.: Wróćmy do książek. U Ciebie przeważają e-booki. Co cię przekonało do właśnie tej formy? Osobiście bliżej mi do audiobooków.

M. S.: Do e-booków przekonałam się w specyficznym czasie mojego życia. Dobrze pamiętam, kiedy w domu pojawił się pierwszy czytnik, a była to jesień 2011 roku. Czas zły dla mnie i mojego męża. Sądzę, że chciał w jakiś sposób poprawić mi chociaż trochę nastrój, tym bardziej, że był to rok, w którym naprawdę mało czytałam. To był rok, w którym przekonałam się, że niestety, chociażbym chciała, dla mnie książki nie stanowią remedium na wszystkie zmartwienia. Czytnik kupił Mąż dla nas na naszą rocznicę ślubu wówczas i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Obecnie czytnikiem posługuje się też moja mama, dla której niebanalną kwestią jest możliwość regulacji czcionki. Ja również nie jestem w stanie przeczytać niektórych książek, właśnie ze względu na wielkość liter, nie dziwię się więc, że dla osoby starszej, możliwość powiększenia czcionki to wielka ulga i pomoc. Ja sama zaś, być może Cię zaskoczę, a być może nie, nie odczuwam wobec książek tego “nabożnego miłowania”, jak się czasem pozytywnie śmieję. Nie odczuwam potrzeby dotykania książki, czucia faktury papieru pod opuszkami palców. Wreszcie, nie dla mnie wąchanie książek. Ba, gdy byłam w ciąży, nie byłam w stanie czytać niektórych książek właśnie ze względu na to, jak zapach druku drażnił moje powonienie.
Wreszcie, na końcu, chociaż być może powinnam ten argument umieścić na początku, czytnik e-booków dał nam poczucie swobody, jeśli chodzi o miejsce książek na półkach. Jestem typowym “Mieciem”, muszę “mieć” książki. Żal było mi robić co jakiś czas porządek na półkach z książkami, w końcu, po iluś tam porządkach, na półkach zostawały już naprawdę te ulubione i ukochane. Czytnik dał możliwość posiadania ogromnie nieporównywalnej ilości woluminów w jednym miejscu. Odpada też zastanawianie się, “co wziąć do czytania na wakacje” , bo można wziąć ze sobą całą bibliotekę. Wreszcie, co –  jak sądzę – nie jest trywialne dla nikogo, dochodzi kwestia ceny. Poluję na okazje cenowe e-booków, a bywają tak piękne promocje, że aż muszę tu o nich wspomnieć. Pamiętam bowiem, że w jednej z nich udało mi się kupić jedną z najwspanialszych i najśmieszniejszych książek, jakie tylko znam, w cenie poniżej 5 złotych. Pewnie ciekawa jesteś o jakim e-booku teraz mówię, a była to książka “Trzech panów w łódce (nie licząc psa)” Jerome K. Jerome. Udało mi się też upolować w świetnej cenie “Błękitny zamek” L.M. Montgomery.

Co do audiobooków, to kiedyś niemal ich nie słuchałam, wyjątkiem była “Lalka”, jedna z moich ulubionych książek, świetnie przeczytana przez Jerzego Kamasa. Ale dawniej nie bardzo mnie one interesowały. Wszystko się zmieniło, gdy na świecie pojawił się nasz syn. Okazało się, że ta forma książek bardzo mu pasuje, a co za tym idzie, i nam. W ten sposób poznaliśmy wraz z mężem sporą część literatury dla dzieci, a także wróciliśmy do dawniej czytanej przez nas. Mówię tu konkretnie o przygodach Harry’ego Pottera.

“Jeszcze tylko jeden rozdział” – obiecuje Maria Skibińska, autorka bloga https://chiara76.home.blog/

A. G.:Nie rezygnujesz jednak z książek tradycyjnie drukowanych na papierze. Co można znaleźć na Twoich półkach? Po jakie gatunki sięgasz najchętniej?

M. S. – Po trochu odpowiedziałam już powyżej, ale tu chętnie powiem Ci coś więcej o mojej, czy raczej teraz już naszej, rodzinnej , biblioteczce., Moim ulubionym gatunkiem od niemal zawsze jest kryminał. Ongiś czytałam kryminały nieżyjącej już Joanny Chmielewskiej, te dla dzieci i młodzieży. Bardzo wcześnie poznałam kryminały Agathy Christie i raz poznawszy, pokochałam jej kryminały na zawsze. W domu mam więc sporą kolekcję kryminałów jej autorstwa. Ale mam też książki jednego z najulubieńszych autorów -Henninga Mankella, Aleksandry Marininej, Donny Leon, wspominanej już przeze mnie Joanny Chmielewskiej, Olgi Rudnickiej. Razem z mężem i moją mamą bardzo lubimy sensację autorstwa Lee Childa o przygodach Jacka Reachera.

Lubię też współczesną literaturę obyczajową, moje ulubione polskie autorki to Joanna Szarańska, Karolina Wilczyńska, Małgorzata Warda, Anna Fryczkowska, Ałbena Grabowska, Alina Białowąs, Renata Kosin, Maria Paszyńska, Katarzyna Droga, Manula Kalicka, Anna Karpińska, Agata Kołakowska. I pewnie wiele innych, o których teraz zapomniałam a które przypomną mi się oczywiście, gdy ta rozmowa już się ukaże. (Śmiech).

Bardzo też lubię książki opowiadające o czyichś podróżach. Najchętniej takie spokojne, zwykłe. Niekoniecznie opowiadające o kimś, kto uciekał przed handlarzami narkotyków w jakiejś dalekiej dżungli. Lubię czytać czyjeś relacje albowiem od zawsze lubiłam podróżować, ale w różnych momentach życia, z rozmaitych powodów, nie jeździłam tyle, ile bym może sobie życzyła. Lubię też, gdy opisując podróże, ludzie zwracają uwagę nie tylko wyłącznie na zabytki, chociaż te też są ciekawe, sama bardzo lubię je zwiedzać, co raczej na “drugiego człowieka”. Podróże według mnie ubogacają nas najbardziej właśnie przez zobaczenie tego drugiego człowieka, zauważenie tego, w jak inny sposób można żyć, a także, jakie kwestie nas łączą. Zapewne dlatego też kocham czytać książki, one w jakiś sposób stanowią właśnie takie moje prywatne podróże w głąb innych światów, krain literackich, zamieszkiwanych przez tak innych ode mnie ludzi.

Kolekcja książek H. Murakamiego w biblioteczce Marii Skibińskiej

Jeszcze osobne zbiory to albumy dotyczące dzieł sztuki, monografie artystów bądź albumy konkretnych galerii sztuki. Tu do głosu dochodzą zainteresowania zarówno hobbystyczne jak i niedoszłe zawodowe.

Niemal całą jedną półkę zajmują książki jednego z moich najbardziej ulubionych autorów, mówię tu o Harukim Murakamim. “Odkryłam” go dla siebie, zanim stał się modny w Polsce i na świecie. Trochę żartuję mówiąc to, a trochę nie, bo tak właśnie było. Ponieważ z dawien dawna fascynowała mnie Japonia, łapałam w ręce wszystko cokolwiek pochodziło z tego kraju. Tak poznałam książki Murakamiego. Mam pokaźny ich zbiór, a szykując się do tego wywiadu, znalazłam na Facebooku grupę dla miłośników jego twórczości, która uświadomiła mi, że na czytniku, czeka na mnie jedna jego książka, w dwóch częściach. NIEPRZECZYTANA. Pominę już fakt, że nie mam zielonego pojęcia jak do tego doszło, że nie przeczytałam książki ulubionego autora, ale masz pojęcie, jaka wielka to dla mnie radość, gdy zupełnie znienacka trafiła mi się taka niespodzianka, wspaniałość? Ogromnie się wtedy dokonując nocą tego “odkrycia”, ucieszyłam.

A. G.:Podzielam tę radość, też lubię Murakamiego i choć nie mam parcia, by przeczytać całą jego twórczość, to również u mnie coś nieprzeczytanego od lat, czeka na półce.
Zbierasz zakładki do książek? Masz jakieś wyjątkowe “okazy”? A może tak jak niektórzy, w tym ja, zakładasz stronę, byle czym, tym, co pod ręką: karteczką, spinką, gałązką koperku?

M.S.: Oczywiście, że korzystam z zakładek do książek (niespodzianka?). Tak, faktycznie mam ich pokaźny zbiór, w tym dość nietypowe jak z drewna, metalu, z piasku (to znaczy piasek został wykorzystany przy ich ręcznym tworzeniu). Moje najulubieńsze, to te tworzone ręcznie, przez przyjaciółkę, która prowadzi księgarnię (to też piękny powód, do kochania książek, mam dzięki nim przyjaciółkę) i przez syna. Dużo mam w zbiorach naprawdę ładnych okazów, sporo z nich otrzymałam w ramach prezentów od znajomych czy przyjaciół. Z niektórymi kontaktu już dawno nie ma, a zakładka wciąż cieszy.

Zbiór zakładek Chiary76.

A.G.: Wspomniałam we wstępie o nietypowych zwierzakach. Zdradź nam, co to za pupile mieszkają w Waszym domu i co wnoszą do życia z Twojej perspektywy.

M. S.: Od ponad dwóch miesięcy mamy w domu dwie świnki morskie. Obecnie zdaje się, należy posługiwać się nazwą kawia domowa. U nas jednak panuje dawna nomenklatura, a najczęściej nazywane są po prostu bułkami, chlebkami, prosiakami, to wszystko ze względu na ich dość opływowe kształty. Prosiaki noszą piękne imiona Pedro i Pablo, już im wcześniej nadane, gdyż są one świnkami adopcyjnymi.

Muszę przyznać, że jeśli ktokolwiek sądzi, że tak małe zwierzątko jest, cóż, powiedzmy to tak: głupiutkie, srodze się myli. Jestem zaskoczona ich inteligencją, a przede wszystkim, ku naszemu zdziwieniu, okazuje się, że te dwa ponadroczne zwierzaki, zdają się bardzo dużo rozumieć nie tylko z tego, co się dzieje w domu, ale również z tego, o czym między sobą mówimy. Szybko zorientowały się, że co prawda to ja rozdzielam im granulat i siano, ale to mój mąż jest “rozdawaczem” zieleniny. Z racji przymusowego siedzenia w domu i o wiele rzadszego wychodzenia po zakupy, z wiadomego powodu, który dotyka nas wszystkich w mniejszym bądź większym stopniu, część warzyw trzymana jest przez nas na balkonie, w wiklinowym koszu. Mój mąż nie może wyjść zwyczajnie na balkon, ot, aby napić się na nim kawy czy nacieszyć roślinami, bo zaraz z “mieszkanka prosiaków”, jak je nazywamy, dobywają się przeraźliwe piski przypominające mu o tym, jakoby ktoś tu nie miał nic do jedzenia! Gdyby nie to, że wyglądają świetnie, a ważą, obawiam się, nieco zbyt dużo jak na swoje gabaryty, dalibyśmy się nabrać.

Pedro i Pablo pozdrawiają czytelników!

Poza tym są naprawdę fajniutkie i po raz kolejny podkreślę, okazało się, że zaskoczyły mnie bardzo swoją inteligencją i bystrością. Podoba mi się też, że mają zupełnie inne charaktery, pomimo, że są bliźniakami. Pablo to ten, który jest bardziej skryty, trzyma dystans, ale też chyba nabrał mnie swoim spokojem, patrząc na to jak potrafi skarcić Pedra. Pedro zaś to ten sybaryta. Dajcie mu zielonego, dużo siana i granulatu, niech ma gdzie pospać, a odczuwa pełnię szczęścia. Myślę jednak, że mimo tego, że potrafią czasem się pokłócić, a bywa naprawdę ostro i siano wraz z wyściółką domku leci na pół pokoju, w którym stoi ich domek, są dla siebie wsparciem i radością.
Świnki w zasadzie powinny być co najmniej dwie, to służy ich rozwojowi i nastrojowi; sądzę, że tak jest w przypadku naszych bliźniaków. Ja zaś śmieję się, że teraz to już pierwiastek żeński w tym domu ratują wyłącznie nasze, od ponad dwóch lat hodowane, patyczaki, które są tylko i wyłącznie, samiczkami.

A. G. Dziękuję za miłą rozmowę.

M.S. Ja również dziękuję i serdecznie pozdrawiam Ciebie i osoby, które będą czytały naszą rozmowę.

 

Rozmawiała: Agnieszka Grabowska
Fotografie: Maria Skibińska – archiwum prywatne.

(Visited 171 times, 1 visits today)
Ciekawie się czytało? Polub post!
fb-share-icon13
6
Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial