POZNAJ SWÓJ KRAJ ...

POZNAJ SWÓJ KRAJ ...

DRZEWA UMIERAJĄ STOJĄC Czytaj dalej »

PODRÓŻE:

PODRÓŻE:

BIAŁORUŚ DLA POCZĄTKUJĄCYCH, Igor Sokołowski Czytaj dalej »

PORADY:

PORADY:

JAK UCZYĆ SIĘ JĘZYKÓW OBCYCH? Czytaj dalej »

DZIECKO W SZKOLE :

DZIECKO W SZKOLE :

KIEDY NAUKA STAJE SIĘ PROBLEMEM... Czytaj dalej »

ZDROWIE:

ZDROWIE:

JAK SIĘ KLUJE GŁÓD? Czytaj dalej »

ALCHEMIA PRANIA:

ALCHEMIA PRANIA:

GADŻETY POMOCNE W PRANIU Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO (DO MATURY):

POCZYTAJ MI NA UCHO (DO MATURY):

ŚCIĄGA Z JĘZYKA POLSKIEGO. POWTARZAJ WIADOMOŚCI Z AUDIOBOOKIEM Czytaj dalej »

CIEKAWOSTKI NAUKOWE:

CIEKAWOSTKI NAUKOWE:

JAK DZIAŁA PAMIĘĆ? Czytaj dalej »

KSIĄŻKA NA WAKACJE:

KSIĄŻKA NA WAKACJE:

PODUSZKA W RÓŻOWE SŁONIE Czytaj dalej »

AUDIOBOOK NA WAKACJE:

AUDIOBOOK NA WAKACJE:

SERCE Z SZUFLADY, Agnieszka Jeż Czytaj dalej »

 

SZPIEG W KSIĘGARNI: „NA OSTRZU SKALPELA. 50 LAT Z ŻYCIA CHIRURGA”, Robert T. Morris

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Okazały dom jakiegoś bogatego Amerykanina. Ktoś jemu bliski jest poważnie chory i czeka na operację. W domu zjawia się lekarz domowy ubrany w surdut. Przeprowadza operację bez fartucha czy zakasywania rękawów, a w jej trakcie słucha uwag członków rodziny na temat zabiegu. Nagle ktoś wchodzi do pokoju z fajką w ustach. Grozi to wybuchem i śmiercią wielu osób, gdyż nad pacjentem unoszą się opary łatwopalnego eteru. Niewiarygodne? Tak było naprawdę. Zapraszam na recenzję książki Roberta T. Morrisona Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga.

Robert T. Morris w swej autobiografii opowiada o karierze lekarskiej i opisuje rozwój medycyny od początku tejże. Dawniej lekarzem zostawało się w krótkim czasie. Ważne były kursy doszkalające, praca pod kierunkiem lekarza perceptora oraz otrzymanie stopnia lekarskiego w kolegium medycznym. Na decyzję o wyborze takiej ścieżki zawodowej zdecydował przypadek. Dziesięciolatek został pogryziony przez prawdopodobnie wściekłego psa. Chłopiec nie jadł i nie pił, warczał, miał drgawki, a w kącikach ust pojawiała się piana. Został wyleczony przez Morrisa… hipnozą. Zastanawiające, nieprawdaż? Ale prawdziwe.

Pod koniec lat 90. XIX wieku lekarz postanowił zostać chirurgiem jako pierwszy Amerykanin (o innym przypadku nie słyszał). Wówczas praktyka chirurgiczna wykonywana była przez dwa rodzaje lekarzy. Lekarz domowy przeprowadzał proste zabiegi, działał też w nagłych wypadkach. W rękach mistrzów spoczywała… patologia chirurgiczna, czyli przepukliny, kamienie żółciowe, guzy, wycinanie stawów i operacje plastyczne. I nim został, choć nie przestał być lekarzem ogólnym, gdyż ta wiedza była bardzo potrzebna chirurgowi w postawieniu prawidłowej diagnozy. Autor zwraca uwagę na istotę swej specjalizacji: „niezbędność doświadczenia w pracy operacyjnej uznana jest przez każdego chirurga, który na własnej skórze dochodzi do wniosku, że przy każdej prawie i każdego rodzaju operacji oprzeć się musi na nabytym doświadczeniu”. (s. 143)

Od ciekawych przypadków aż się roi w tej książce. Kiedy pacjent rozpoznaje u siebie „zaburzenia żołądka”, to na naradę powinni przybyć lekarze chorób nerwów, zębów, nosa, oczu, ortopeda i nie wiadomo kto jeszcze! Pewien duchowny z powodu zapalenia naczyniówki oka prawie nic nie widział. Okazało się, że to wtórny objaw niestrawności spowodowany zapaleniem wyrostka. Po operacji pacjent znowu widział. To tylko udowadnia, jaką skomplikowaną maszyną jest ludzki organizm, w którym wszystkie trybiki zależą od siebie, choć są czasem bardzo oddalone i tylko pozornie nie mają na siebie wpływu. Są też przypadki nieoczekiwane – skręt jelita wyleczony w czasie drogi do szpitala poprzez podskakiwanie ambulansu, odzyskanie słuchu w wyniku porażenia piorunem oraz amputacja nogi w sztywnym kolanie. Może rano i wieczorem powinniśmy powtarzać zdanie za uzdrawiaczem Coué: „Pod każdym względem i z każdym dniem czuję się coraz lepiej”. (s. 316)

Wiele miejsca poświęcił autor zapaleniu woreczka robaczkowego, gdyż jako jeden z pierwszych lekarzy poświęcił się zbadaniu tej dziedziny medycyny. To maleństwo zbierało obfite żniwo. W wielu przypadkach lekarze domowi nie umieli rozpoznać choroby, a gdy dochodziło do operacji z długim i głębokim cięciem, śmiertelność miała wysoki odsetek. Doktor Morris tak się wyspecjalizował w chirurgii woreczka robaczkowego, że na jego stole operacyjnym śmiertelność wynosiła 2%, gdy u innych lekarzy średnio 15%. Świadczy to o lekarzu, technice operacyjnej i specyfiki choroby. Nie bez znaczenia jest fakt, że doktor Morris lubił wyzwania, przeprowadzał doświadczenia, podejmował się wielu pionierskich operacji, w tym przeszczepiania gruczołów. „Trudna, odpowiedzialna praca daje chirurgowi zadowolenie nade wszystko z możności wykorzystania nabytej wiedzy i sprawności technicznej”. (s. 411)

Autor i lekarz w jednym nie epatuje krwią i innymi płynami ustrojowymi człowieka, budząc niesmak czy wstręt u czytelnika. Jednak jego styl charakteryzujący się konkretnością i realnością opisów może mocno pobudzić wyobraźnię. Doktor Morris niczego nie omija w swych opisach, po prostu przedstawia fakty. Krytykuje lub chwali lekarzy, ale sam nie stawia siebie na świeczniku. Cechuje go samokrytycyzm, przyznaje się do porażek. Niektórzy czytelnicy zauważą użycie dawnej składni czy nieznanego im wyrazu, np.: „charłactwo”. Nie wpływa to na czytanie książki, raczej jest ciekawostką językową.

Książka podzielona jest tematycznie na rozdziały oprócz kilku skupiających się głównie na życiu i kształceniu się autora. Poszczególne rozdziały poświęcone są różnym zagadnieniom medycyny, m.in. antyseptyce, mechanoterapii, psychoanalizie, kontroli życia płciowego i urodzeń, szpitalom czy czwartej erze chirurgii. Czytelnika być może bardziej zainteresują znachorzy i cudotwórcy, zawiści zawodowe lekarzy i ich honoraria oraz kwestia dzielenia się nimi z innymi. Ponad 120 lat temu operacja kosztowała nawet 2500 dolarów! Jej cena zależała od różnych czynników, m.in. majątku, nietypowego przypadku czy od stopnia desperacji pacjenta i wieloletniej uciążliwości… narośli na twarzy.

Komu polecam tę jakże niezwykłą książkę? Trudno mi to uczynić, gdyż z jednej strony to autobiografia znanego przed laty chirurga i pioniera tej dziedziny medycyny, z drugiej strony historia medycyny II połowy XIX wieku, a z trzeciej literatura faktu. Nikogo nie namawiam do jej przeczytania. To musi być decyzja każdego czytelnika z osobna, gdyż jest to lektura specyficzna ze względu na tematykę i czas wydarzeń. Trzeba podejść do niej racjonalnie i mieć na względzie, że dotyczy ciała człowieka i związanych z nią chorób. Jedno wiem na pewno po jej przeczytaniu – doktor Robert Tuttle Morris był „urodzonym lekarzem”, który „zniewalał chirurgów do myślenia”.

Polecam, Marta Korycka

materiał chroniony prawem autorskim

Wydawnictwo: Replika

Autor: Robert T. Morris

Tytuł: Na ostrzu skalpela. 50 lat z życia chirurga

Tytuł oryginału: Fifty Years a Surgeon

Przełożyła: Róża Cetnerszwerowa

Data wydania: 2019

Ilość stron: 448

ISBN: 978-83-66217-61-4

(Visited 50 times, 1 visits today)
Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close