WYWIAD:

WYWIAD:

ROWEREM PRZEZ ŚWIAT - rozmowa z podróżnikiem Piotrem Strzeżyszem Czytaj dalej »

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

O sowach, e-bookach i nie tylko – rozmowa z Marią Skibińską Czytaj dalej »

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

… czyli jak oszczędzać na zakupach Czytaj dalej »

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

… czyli jak pracodawca demaskuje fałsz w twoim CV Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

LISTA NIEOBECNOŚCI, Michał Paweł Urbaniak - jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Druga strona mocy, Joanna Jax Czytaj dalej »

 

POZNAJ SWÓJ KRAJ: SMAK CHLEBA – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Hits: 301

Podczas któregoś mojego pobytu w  Ustroniu trafiłam na coś, co pozwoliło mi przenieść się w czasy, kiedy miasteczko było tylko malowniczą wioską letniskową w Beskidzie Śląskim, gdzie na halach i łąkach górale wypasali owce, uprawiali poletka ziemniaków i jęczmienia, a życie toczyło się wolno i sennie…

Chata góralska od strony ulicy

W jednej z małych uliczek ujrzałam zapomnianą chatę góralską z początku dziewiętnastego wieku. Firanki w oknach, czerwone pelargonie na parapetach świadczyły o tym, że chałupa jest zamieszkała. Po chwili na ścianie dostrzegłam niewielką tabliczkę z napisem: Muzeum.

Nie wahałam się dłużej i pchnęłam skrzypiące drzwi.

Chata z boku

W chacie czas jakby się zatrzymał, a ja odniosłam wrażenie, że dzisiejsze czasy betonowych domów, wieżowców i szybkich samochodów gdzieś zniknęły jakby zaklęte. Zapach drewna, mąki, chleba, trzaskający ogień w kuchennym piecu zajmującym większą część kuchni, jakieś suszone zioła nad okapem i wygrzewający się za piecem kot.

Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy z komory przyległej do kuchni, wyszła kobiecina ubrana w strój beskidzki i serdecznie zaprosiła mnie do stołu.

– Gdzie ja się znalazłam? Tyle czasu spędzam w Ustroniu, tyle razy przechodziłam obok, ale tej chałupy nie zauważyłam, a przecież stoi tutaj od dawna. Widać tak to już jest, że nie zawsze wszystko widzimy od razu, że musiał przyjść na to odpowiedni czas – pomyślałam.

– Proszę siadać do stołu i skosztować mego chleba – powiedziała gospodyni i położyła przede mną na okrągłej desce pachnące kromki, posmarowane wspaniałym wiejskim smalcem oraz kubek aromatycznej malinowej herbaty.

kuchenny piec

Chleb przygotowany do pieczenia

Po posiłku kobieta oprowadziła mnie po swoim gospodarstwie opowiadając, iż chałupa należała jeszcze jej rodziców i dziadków, że całe pokolenia się tutaj wychowały, a teraz  to jest prywatne muzeum, gdzie ona pełni rolę kustosza.

– Z całych Beskidów zbierano eksponaty, stroje kobiece przywiezione  są z Istebnej, a lampa z Koniakowa, ale wiele rzeczy tutaj to własność mojej rodziny. Wózkiem wiklinowym z celuloidową lalką w środku, sama się bawiłam będąc dzieckiem – ciągnęła gospodyni.

wózek wiklinowy

Lampa z Koniakowa

strój śląski z Istebnej

W przyległej do kuchni komorze, było mnóstwo statków kuchennych charakterystycznych dla tego rejonu Beskidów. Wiele takich koryt, maselnic, donic drewnianych, konwi, można jeszcze dzisiaj spotkać w górskich wsiach.

naczynia gospodarskie

Wyszłyśmy na otoczone drzewami podwórko. Przy ścianie stała wygodna drewniana ława, obok znajdowały się różne narzędzia gospodarskie. Pies leżący pod drzewem poruszył leniwie ogonem, zerkając na stadko kur i czarno-białą kozę skubiącą trawę.

Podwórko

Ława na podwórku przed chatą

Kobieta wskazała ręką na żarna.

– Na nich moja babka mieliła ziarno na mąkę. A chleb z niej był nie taki jak teraz w sklepach. Świeży był cały tydzień, a pachniał!

Żarna do mielenia zboża oparte w kącie o ścianę

– Niech Pani idzie dalej, tam mój ojciec prowadzi sklepik. Nalewki jakich w całym Ustroniu, ba! w całej okolicy się nie znajdzie. Ziołowe, pachnące lasem, owocami, słońcem, a miody z naszych górskich kwiatów! Zioła, grzyby i powidła. Nigdzie takich nie ma! – zachęcała z uśmiechem.

Sklepik z artykułami spożywczymi

Kiedy opuszczałam gościnne progi chaty, w koszyku niosłam nalewkę poziomkową, leśny miód, no i pachnący bochenek wiejskiego chleba upieczonego w najprawdziwszym piecu chlebowym.

Już wiedziałam, gdzie będę kupować chleb na śniadanie. Smak takiego prawdziwego chleba pozostaje na zawsze w pamięci.

 

Tekst i fotografie: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

Danuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

(Visited 339 times, 1 visits today)
Ciekawie się czytało? Polub post!
fb-share-icon13
6
Podziel się
Share

One Response to POZNAJ SWÓJ KRAJ: SMAK CHLEBA – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Jaga pisze:

    Często bywasz w Beskidach. Teraz to są tam kłopoty z dojazdem. Piekny reportaz. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial