WYWIAD:

WYWIAD:

ROWEREM PRZEZ ŚWIAT - rozmowa z podróżnikiem Piotrem Strzeżyszem Czytaj dalej »

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

KIM JESTEŚ, CZYTELNIKU?

O sowach, e-bookach i nie tylko – rozmowa z Marią Skibińską Czytaj dalej »

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

JEDZENIE W DOBREJ CENIE...

… czyli jak oszczędzać na zakupach Czytaj dalej »

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

BOMBONIERKOWA APLIKACJA ...

… czyli jak pracodawca demaskuje fałsz w twoim CV Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

LISTA NIEOBECNOŚCI, Michał Paweł Urbaniak - jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Druga strona mocy, Joanna Jax Czytaj dalej »

 

Pradziadek Teodor – recenzja książki „Wypadek na ulicy Starowiślnej” Lucyny Olejniczak

Hits: 193

„W tym samym niemal momencie powietrze wypełnił przenikliwy sygnał dzwonka alarmowego. Pożar! W jednej chwili zrobił się ruch na podwórku i w wozowniach. […] na dziedzińcu straży szybkimi, wyćwiczonymi ruchami zaprzęgano konie do wozu. Uprzęży nie przypinano, zatrzaskiwało się ją tylko, dla zyskania cennych minut. Po chwili wóz był już gotowy. Strażacy, ci, co akurat byli w koszarach, i ci, którzy mieli w tym dniu ostry dyżur, wskakiwali na wóz w ostrym pośpiechu, niektórzy dopinając mundury w biegu i przytrzymując zsuwające się kaski. Na wozie już wszystko było zapięte na ostatni guzik i konie ruszyły z kopyta przez stale otwartą bramę na miasto”. (s. 204-205)

Akcja powieści Lucyny Olejniczak Wypadek na ulicy Starowiślnej rozgrywa się w tym samym mieście, jednak w dwóch przestrzeniach czasowych. Tym miastem jest Kraków – ten  współczesny i ten z 1900 roku, kiedy pod Wawelem można było znaleźć poziomki, a straż pożarna pędziła do pożaru ze sztandarem w ręku, przy tętencie kopyt końskich i przeciągłym sygnale trąbki.

Wszystko zaczyna się zupełnym przypadkiem. Lucyna przeglądając internetowe wydanie „Dziennika”, znalazła notatkę z 1900 roku o wypadku na ulicy Starowiślnej, który wydarzył się trzynastego w piątek! Nie byłoby być może w tym nic dziwnego, ot, zwykły pech, gdyby osobą najbardziej poszkodowaną nie był pradziadek Lucyny – sierżant krakowskiej straży pożarnej Teodor Henzelmann. Od tej pory kobieta za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o swoim przodku i napisać o nim książkę. Żałuje, że nie słuchała opowiadań ojca. Teraz z zapałem przystępuje do poszukiwań. Składa wizytę ciotce, przeszukuje internet, odwiedza straż pożarną i bibliotekę. Niewiele się dowiaduje, ale poznaje innego Teodora, a właściwie Tadeusza Teodora Majewskiego. Znajomość z krakowskim dziennikarzem z czasem nabiera rumieńców.

Czytelnik poznaje trzy obszerne fragmenty powieści Lucyny o pradziadku Teodorze. Z łatwością przenosi się do 1900 roku. Poznaje Kraków sprzed ponad wieku, przechadza się ulicami, zagląda tu i ówdzie, dowiaduje się na bieżąco różnych rzeczy, czyta ówczesne gazety, poznaje remizę strażacką i strażaków, bywa w mieszkaniach bohaterów i żyje wraz z nimi. Owe fragmenty za każdym razem skupiają się na innym bohaterze – ukochanej córce Teodora Helenie, najmłodszym synu urwisie Józefie i na głównym zainteresowanym. Lucyna zdaje się na własną wyobraźnię, jakby mogły potoczyć się losy pradziadka. Dbałość o detale, wierność realiom, wygląd Krakowa w 1900 roku, mentalność ludzi to sprawia, że te fragmenty czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Mnie one porwały ze sobą. Dodam tylko, że chciałabym więcej!

Pasja genealogiczna Lucyny z Henzelmannów prowadzi ją w różne miejsca i do różnych osób. Czytelnik zainteresowany poszukiwaniem własnych przodków powinien skorzystać z cennej rady udzielonej przez Tadeusza, a mianowicie sięgnąć do zasobów Biblioteki Mormonów w Salt Lake City. Może wydawać się to dziwne, ale to wynika z czysto religijnych pobudek Mormonów. Z kolei znajomy bohaterki, różdżkarz Władysław, informuje ją, że „[…] w naszym DNA, w pamięci naszych komórek przechowywana jest pamięć trzech, a może nawet czterech pokoleń naszych przodków” (s. 41), czyli Lucyna Olejniczak poruszyła w swej książce wątek psychogenealogii znacznie wcześniej niż Magdalena Witkiewicz w swej powieści Jeszcze się kiedyś spotkamy (pierwsze wydanie Wypadku na ulicy Starowiślnej miało miejsce w 2007 roku). Uważny czytelnik dostrzeże w powieści wątki autobiograficzne autorki.

Niektórzy być może znają powieść Lucyny Olejniczak Wypadek na ulicy Starowiślnej, gdyż to jej trzecie wydanie, za to z najbardziej klimatyczną okładką ze wszystkich. Ta niepozornej wielkości książka jest lekka w odbiorze, dobra na letni, wakacyjny czas. Skłania do refleksji nad własną rodziną i relacjami z ludźmi, zachęca do zainteresowania się genealogią i poznania przodków oraz odwiedzenia Krakowa z 1900 roku i… biblioteki.

Polecam, Marta Korycka

materiał chroniony prawem autorskim

Wydawnictwo: Replika

Autor: Lucyna Olejniczak

Tytuł: Wypadek na ulicy Starowiślnej

Data wydania: 11.06.2019

Ilość stron: 240

ISBN: 978-83-66217-26-3

Marta Korycka – absolwentka filologii polskiej i bibliotekoznawstwa z informacją naukowo-techniczną na UWM. Zodiakalna łuczniczka uwielbiająca niebieskości. Bardzo zawyża średnią czytelnictwa w Polsce i jest z tego dumna. Humanistka kochająca literki we wszelkiej postaci, kształcie, formie, kolorze etc. Ma wiele pasji, ale literki to ta główna, stąd literkowy blog o literkach cudzych i swoich. Czasami coś piśnie, gdy ją psiapsiółka Wena raczy nawiedzić. Ceni inteligencję i poczucie z humorem, uwielbia żonglerkę słowną i ogień. Cechy charakterystyczne: cm, pieprzyki, szkiełka.

(Visited 153 times, 1 visits today)
Ciekawie się czytało? Polub post!
fb-share-icon13
6
Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial