FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

WIEDŹMY NA GIGANCIE, Małgorzata J. Kursa – recenzja

674843-352x500Powiem krótko: „Wiedźmy” wymiatają! To świetna rozrywka i podana z przymrużeniem oka celna diagnoza autorskiego światka, oparta na doświadczeniach i obserwacjach. Niepowtarzalne, barwne, celowo przerysowane postaci, bogato inkrustowane humorem dialogi, duże dawki ironii, wątek kulinarny i kryminalny, a także uroczy psi motyw – stanowią chyba wystarczającą zachętę, aby przekonać się, co takiego „wysmażyła” Małgorzata J. Kursa, autorka m.in. Nieboszczyka wędrownego, Babskiej misji, Niespodziewanego trupa i Ekologicznej zemsty.

Przeczytałam, ba, pochłonęłam tę powieść niemalże od razu, gdy tylko do mnie dotarła, wprost nie mogłam się powstrzymać. Ciekawość mnie zżerała. Z każdą kartką coraz szerzej otwierałam oczy ze zdumienia, coraz bardziej robiłam się głodna (pierogi Gośki, mniam!) i coraz głośniej się śmiałam. Podzielam opinię, że takiej książki jeszcze nie było!

[fot. A. Grabowska]

[fot. A. Grabowska]

Podziwiam charakterystyczny styl autorki, jej poczucie humoru, nieposkromioną wyobraźnię oraz odwagę, doceniam trafność obserwacji i spostrzeżeń, umiejętność przekształcania pewnych zdarzeń w brawurową fikcję literacką. Podobno tematy leżą na ulicy, tylko brać i opisywać. W sumie to prawda, ale nawet nie trzeba się schylać, wystarczy zajrzeć w „social media”, na blogi, portale… Trzeba mieć uszy i oczy otwarte. O tym, jak ludzie (niezależnie od branży) się zachowują, jak traktują innych, jakie mają charaktery, do czego są zdolni – o tym można by napisać całą wielotomową encyklopedię. Inspiracji nie zabraknie do końca świata, a nawet i dłużej.

Zaryzykuję stwierdzenie, że autorka nie tylko włożyła kij w mrowisko, ale solidnie nim nawywijała. A może to nie był zwykły kij tylko taki od miotły? Przecież tu o wiedźmach mowa, a każda szanująca się wiedźma musi mieć swój sprzęt do latania, tudzież do wymiatania śmieci spod dywanu.

Zajrzymy za kulisy środowiska autorskiego, wydawniczego i znanego portalu promującego dobrą literaturę, a także powołanej na potrzeby powieści fikcyjnej agencji literackiej. Przyjrzymy się pewnym niepokojącym zjawiskom, które coraz częściej mają miejsce, oczywiście będą one w powieści wyolbrzymione i przerysowane, ale zapewniam, że nie są wyssane z palca.

Zobaczymy istne targowisko próżności, „kłębowisko ambicji i emocji„, świat hipokryzji, intryg, manipulacji, o których szary zjadacz książek nie ma bladego pojęcia. Przekonamy się, że niestety, komercja i promocja zaczynają rządzić rynkiem, a może nawet już rządzą, a dobra, wybitna literatura ginie w natłoku błyszczących sztucznym „pazłotkiem” przeciętnych lub miernych „dzieł”. Niektórym zaś woda sodowa uderza do głowy, mają „parcie na szkło” i widocznie nie jedzą batoników, bo gwiazdorzą.

Poznamy galerię rewelacyjnie wykreowanych postaci (zarówno tych negatywnych jak i pozytywnych). Tytułowe wiedźmy: Majka Potoczek, Anka Klejnik, Gośka Knypek oraz stażystka Ida Złotowłosa –  wymiatają. Mają różne (trzeba przyznać dość wybuchowe)charaktery, są szczere, uczciwe, bezpośrednie. Każda swoje za uszami, ale łączy je miłość do książek i zwierząt oraz alergia na głupotę. Miewają one szalone pomysły. Próbuje je utrzymać w ryzach sekretarek, były policjant, postać po prostu cu-do-wna, człowiek do tańca i różańca. Szczególnie malowniczo wypadła Manuela, mistrzyni słodkich wypieków, a także ciotka Kwiryna – przy scenach z jej udziałem można popłakać się ze śmiechu.

Główną osią fabuły jest konflikt, jaki zaistniał między pracownicami Agencji Literackiej „Tercet” ( swoją drogą, jeśli nie egzotyczny, to co najmniej oryginalny), a pewnym aspirującym literatem, Adasiem Grandzikiem. Ów przekomiczny bohater chce za wszelką cenę zdobyć popularność, zrobić karierę wręcz „po trupach” ( poniekąd dosłownie – wszak mamy tu wątek kryminalny). Wiedźmy wykryły pewien jego przekręt i postanowiły rozprawić się z nieuczciwym postępowaniem „dziubutka”. Szczera, krytyczna recenzja jego nowej książki wywołała lawinę zdarzeń….
Podczas literackiego wydarzenia, Imienin Jana Kochanowskiego, doszło do zagadkowej śmierci kilku pisarek. Kto się do tego przyczynił? I jak tego dowieść? Wiedźmy ruszają do akcji. Oj, będzie się działo….
Można powiedzieć, trawestując pewien cytat, że „adrenalina będzie stawała dębem” 😉

Starałam się czytać tę książkę jako czytelnik „w cywilu”, bawiłam się znakomicie, wątek kryminalny przyniósł mi wiele zaskoczeń.
Jednak tego, co się zobaczyło, „odzobaczyć” się nie da, tego, co się przeczytało – nie da się łatwo wymazać z pamięci. Byłam obserwatorem niejednej „afery”, czy też doszły mnie słuchy o rozmaitych sytuacjach, nie mogę zatem udawać, że nie wiem, o co chodzi i „who is who”. Płaszczyk zgrabnie uszyty, przyznać muszę. Warto podkreślić, że cała powieść jest jakby ujęta w cudzysłów – okazuje się, że całą historię uwieczniła w książce jedna z wiedźm, zgadnijcie która.

Choć zabawa przednia, to wnioski niewesołe, bo chciałoby się wierzyć, że wszyscy się przyjaźnią, wspierają, szanują wzajemnie, pomagają sobie bezinteresownie i dbają o poziom wydawanych książek, niestety, takie rzeczy tylko w Erze, mówiąc językiem reklamy. Rzeczywistość skrzeczy –  panuje zawiść, hipokryzja, lizusostwo, trwa wyścig szczurów, które się wzajemnie podgryzają. A tak byłoby przyjemnie, gdyby każdy postępował uczciwie, pracował rzetelnie, znał swoje miejsce ( i „proporcją, mocium panie”), pokornie przyjmował krytykę, uczył się na błędach, słuchał mądrych rad i szczerze cieszył się sukcesami kolegów po piórze. Ech, pomarzyć…

Wiedźmy na gigancie to przekomiczna, przewrotna komedia kryminalna, a jednocześnie ostra satyra na środowisko autorskie, piętnująca nieuczciwe postępowanie, manipulacje, intrygi, demaskująca mechanizmy rynku wydawniczego i promocji. To książka dla osób z poczuciem humoru, dystansem do siebie i świata. Nikt nie powinien jej brać osobiście do siebie. Każdy jednak powinien wyciągnąć jakąś naukę, bowiem nie tylko w środowisku autorskim dzieją się podobne zjawiska.

Autorka napisała tę powieść – jak twierdzi we wstępie – jako „czytadło ku uciesze czytających”. Uciecha była nieopisana. Życzyłabym sobie i innym, aby wszystkie „czytadła” były na tak wysokim poziomie, napisane poprawną polszczyzną, błyskotliwe, z wartką akcją, galerią barwnych postaci, tak smakowite, że  ma się ochotę przeczytać sobie jeszcze raz. Pochwalić też należy nader staranne wydanie –  nie uświadczyłam ani jednej literówki, co wręcz zakrawa niemalże na ewenement. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i nie obraziłabym się, gdyby powstał kolejny tom w „wiedźmińskim” stylu.

Polecam chichocząc cichutko, Agnieszka Grabowska

674843-352x500

Wydawnictwo: Lucky
Autor: Małgorzata J. Kursa
Tytuł: Wiedźmy na gigancie
Ilość stron: 320
Data wydania: 2018
ISBN:978-83-65351-71-5

AGAAgnieszka Grabowska – absolwentka filologii polskiej UJ, nałogowa czytelniczka, blogerka w kratkę. Ambiwertyczka spod znaku Ryb. W wolnym czasie zabiera się za literki. Ma szczęście w konkursach. Nie wyobraża sobie życia bez książek, kawy, kotów i muzyki. Prywatnie – mama i żona. Nie unika kuchni, choć przydałaby się jej patelnia automatycznie odcinająca Internet w kulminacyjnych momentach pichcenia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>