FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

MARIACHI, VOLADORES I MEZCAL Z… ROBAKIEM, cz.I – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

występ mariachiByć w Meksyku, nie zobaczyć voladores, nie posłuchać mariachi i nie spróbować mezcalu to tak jakby się w Meksyku wcale nie było.

I już sama nie wiem, co mnie bardziej zauroczyło, czy fascynujący pokaz voladores, czy porywająca muzyka i śpiew mariachi. Jedno i drugie stanowi bezsprzecznie tradycję Meksyku i znajduje się liście dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Voladores czyli tzw. „latacze” to prekolumbijski meksykański obrzęd religijny mający charakter indiańskiego tańca. Polega on na tym, że pięciu mężczyzn w barwnych strojach, nawiązujących do egzotycznych ptaków wspina się na trzydziestometrowy słup. Na szczycie słupa znajduje się obręcz, do której na linie zapiętej w pasie przymocowani są tancerze. Jeden z mężczyzn pozostaje cały czas na górze grając na bębenku i flecie rytualną indiańską melodię. Pozostali wykonawcy powoli, w rytm muzyki, wisząc głowami w dół, obniżają się wirując wokół słupa, żeby po trzynastu obrotach stanąć na ziemi. Taniec symbolizuje opady deszczu, które są symbolem płodności. Czterech tancerzy reprezentuje cztery strony świata, a trzynaście obrotów symbolizuje trzynaście nieb indiańskiego boga słońca.

Kiedy patrzyłam na szybujących bez żadnego dodatkowego zabezpieczenia mężczyzn, czułam zwykły ludzki strach, ale i ogromny podziw dla ich umiejętności. Rytuał jest ogromnie niebezpieczny, lecz dla tancerzy to często jedyne źródło utrzymania.

tancerze Voladores na górze słupa

tancerze Voladores na górze słupa

Ale w Meksyku można nie tylko oglądać takie mrożące krew w żyłach rytuały. Można również posłuchać i potańczyć w rytm muzyki mariachi, ponieważ muzyka jest wpisana w tradycję Meksyku. Bez muzyki nie może się obyć żadne święto, żadna uroczystość, żadne spotkanie rodzinne. Muzyka i taniec są w tym niezwykłym kraju wszechobecne. Melodyjne tony rozbrzmiewają wieczorami w każdej miejscowości, a rynek jest często kręgiem tanecznym.

Mariachi to grupa muzyczna popularna w Meksyku. Zespoły mają w swoim składzie skrzypce, gitary, mandoliny i trąbki i liczą od trzech do kilkunastu muzyków. Muzyka, jaką wykonują, to zarówno aranżacje współczesne, jak i meksykańska muzyka ludowa. Mariachi najczęściej śpiewają o miłości, radości, umiłowaniu ojczyzny a także o zdradzie i śmierci, czyli jednym słowem o zwykłym życiu człowieka. Członkowie zespołu noszą specjalnie zdobione stroje charro (kowboj). To przede wszystkim dopasowane spodnie z posrebrzanymi lub pozłacanymi guzikami wzdłuż każdej nogawki, krótka, bo tylko do pasa marynarka, również udekorowana srebrnymi dodatkami, specjalnie wykonywane buty do kostek, muszka i sombrero. Dominują czarne lub białe kolory ubrań. Muzyka mariachi jest skoczna, rytmiczna i porywająca do tańca.

tancerze Voladores po zakończeniu tańca na ziemi

tancerze Voladores po zakończeniu tańca na ziemi

występ mariachi

występ mariachi

ozdoby na spodniach mariachi

ozdoby na spodniach mariachi

korowód Indian przed rozpoczęciem pokazów Voladores

korowód Indian przed rozpoczęciem pokazów Voladores

Moje niezapomniane spotkanie z mariachi miało miejsce podczas malowniczego rejsu po kanałach wodnych Xochimilco. Xochimilco w języku Indian oznacza obszar kwiecistego pola. Jest to część stolicy kraju, gdzie zachowały się wybudowane przez Azteków kanały wodne, na których w czasach prekolumbijskich istniały chinampas, czyli pływające ogrody kwiatowe i warzywne. Były to sztuczne wysepki posadowione na tratwach, skonstruowane z trzciny i gałęzi przysypanych ziemią.
Dzisiaj na sztucznych wyspach uprawia się kwiaty i rośliny ozdobne, a rejs płaskodennymi łodziami, wśród pływających kwiatowych ogrodów jest niezwykłą atrakcją dla turystów i mieszkańców stolicy.

Dzień, w którym wybrałam się na rejs meksykańską gondolą, był jednym z dni przedłużonego weekendu w Meksyku. Niewyobrażalny tłum kłębił się na przystani. Meksykanie spędzali swój świąteczny czas na łodziach, bawiąc się, tańcząc i śpiewając. Kolorowe, barwnie dekorowane trajineras (łodzie) z półkolistym dachem miały własne imiona m.in. Julieta, Maria, Manuela.

rejsy po Kwietnych Kanałach

rejsy po Kwietnych Kanałach

pływający sklep

pływający sklep

Przez dłuższy czas szukałam wśród mnóstwa ludzi swojej łodzi o dźwięcznej nazwie Lupita. Kiedy zajęłam w końcu jedno z ostatnich miejsc, przewoźnik odepchnął łódkę od dna i bardzo powoli wśród innych gondoli ruszyliśmy w nastrojowy rejs. Na środku każdej łodzi znajdował się długi stół z ławami, gdzie serwowana była doskonała meksykańska przekąska i nieodłączna w Meksyku tequila. Zewsząd dobiegał wesoły gwar, śmiech, śpiew i muzyka.

pływający ogród

pływający ogród

Łodzie na Kwiatowym Kanale

Łodzie na Kwiatowym Kanale

Łódź płynęła bardzo wolno. Na kanale utworzył się autentyczny korek. Spoglądałam z zaciekawieniem na rozbawiony tłum na pobliskich gondolach i nie zauważyłam kiedy z sąsiedniej trajinery na pokład Lupity przeskoczyli muzycy. Teraz dopiero rozpoczęła się żywiołowa zabawa. Najprawdziwsi mariachi rozpoczęli swój wspaniały występ. Melodie były tak porywające, że nie sposób było usiedzieć na miejscu. Nawet ja nie mogłam się oprzeć rytmom, mimo że pląsy w adidasach były wielkim wezwaniem. Bawiłam się jednak doskonale, a piosenki La Cucaracha, El Son de La Negra czy słynne Cielito Lindo oraz Guadalajara już na zawsze będą mi się kojarzyć z niezapomnianym występem mariachi podczas rejsu wśród kwietnych kanałów Xochimilco.

tekst i zdjęcia: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
Share

One Response to MARIACHI, VOLADORES I MEZCAL Z… ROBAKIEM, cz.I – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Liliana napisał(a):

    Danusiu, wygladasz bajecznie, a jaka masz wspaniala figurę <3 Niezwykle te kanaly z plywajacymi sklepami, chcialabym móc to zobaczyc… Piekna opowiesc, jak zwykle. Dziekuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *