FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

TAM, GDZIE NARODZILI SIĘ BOGOWIE – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Piramida SłońcaO moich zamiłowaniach do archeologii pisałam niejednokrotnie w swoich artykułach. Bardzo lubię wędrować po zakątkach pamiętających odległe czasy. Zawsze wtedy czuję się zafascynowana tym, że podążam ścieżkami, które przemierzali przed wiekami starożytni. Czy to pod Piramidami w Egipcie, czy w pozostałościach cesarskich miast w Azji, czy w peruwiańskim Machu Picchu, w starożytnych greckich i rzymskich ruinach, czy naszych wspaniałych zamkach i pałacach odczuwam to coś… nieuchwytnego i niewypowiedzianego. Przyjaciele i znajomi pobłażliwie nazywają moje odczucia rozmową z duchami historii. A ja w takich miejscach wyobrażam sobie ówczesnych mieszkańców, ich życie i zwyczaje, władców, kapłanów i innych dostojników i każdorazowo odnoszę to niezwykłe wrażenie, że historia do mnie przemawia.

W dniu, w którym wybierałam się do ruin prekolumbijskiego miasta Teotihuacán, moje emocje sięgały zenitu. Wspiąć się na Piramidę Słońca i zobaczyć Teotihuacán co w języku Azteków znaczy „tam, gdzie narodzili się bogowie” było nadrzędnym celem mojego wyjazdu do Meksyku.

Widok na Teotihuacán ze szczytu Piramidy Słońca

Widok na Teotihuacán ze szczytu Piramidy Słońca

Teotihuacán – prekolumbijskie centrum religijne Mezoameryki zostało wybudowane prawdopodobnie w drugim wieku p.n.e. Położone na wielkim płaskowyżu na wysokości około 2300 n.p.m zostało według legend założone przez olbrzymów. Kto zbudował Teotihuacán stanowi do dzisiaj największą zagadkę. Nie wiadomo, skąd pochodzili budowniczy, jakim językiem się porozumiewali i dlaczego miasto zostało opuszczone około VII wieku n.e.

Wokół centrum istniało kwitnące miasto, posiadające uregulowaną rzekę, zbiorniki wody deszczowej, kanalizację, teatry, place targowe i boiska do gry w pelotę (piłkę). Wzdłuż miasta biegła główna arteria nosząca nazwę Alei Zmarłych, przy której góruje Piramida Słońca. Na południowym krańcu alei usytuowana jest Świątynia Quetzalcoatla, czyli Pierzastego Węża, poświęcona jednemu z najważniejszych bogów Mezoameryki, uważanego za współtwórcę świata. Na północnym zaś jej krańcu wybudowano Piramidę Księżyca. Zadziwiającym faktem jest to, że obiekty te zostały wzniesione bez użycia koła i metalowych narzędzi.

Stragan przy wejściu do Teotihuacán

Stragan przy wejściu do Teotihuacán

Piramida Księżyca

Piramida Księżyca

Aleja Zmarłych z widniejącą na jej końcu Piramidą Księżyca

Aleja Zmarłych z widniejącą na jej końcu Piramidą Księżyca

Aztekowie dotarli do opuszczonego i częściowo zniszczonego miasta kilka wieków później. Odbudowali je i uczynili rajem na ziemi, a sława Teotihuacán rozciągała się na całą Mezoamerykę. Aztekowie wierzyli, że właśnie tutaj powstał świat, Słońce i Księżyc i na tym opierali swoją religię, a kapłani opracowali kalendarz, według którego liczono czas.

Już na początku Alei Zmarłych poczułam się przytłoczona ogromem i dostojeństwem Teotihuacán. Pierwsze kroki skierowałam do najbardziej uświęconego miejsca, do Świątyni Pierzastego Węża, która jest trzecim co do wielkości obiektem w mieście. Piramida składa się z kilku poziomów, a ściany każdego tarasu zdobią kamienne głowy bogów Quetzalcoatla i boga deszczu Tlaloka. Patrzyłam w puste źrenice rzeźb i czekałam na to niezwykłe uczucie, które mnie zawsze w takich miejscach ogarnia. Ale nie odczuwałam nic. Rzeźby milczały. Przygnębiona powoli ruszyłam w kierunku Piramidy Słońca.
– Może to niemiłosierny upał, może tłumy zwiedzających, a może moje sceptyczne nastawienie sprawiły, że tym razem nie czułam ducha historii – myślałam zasmucona.

Stopnie na szczyt Piramidy Słońca

Stopnie na szczyt Piramidy Słońca

Kiedy stanęłam u stóp najwyższej budowli w Teotihuacán, a jednocześnie trzeciej co do wielkości na świecie, kiedy spojrzałam na niekończącą się kolejkę chętnych do wejścia na górę, ogarnęło mnie zupełne zniechęcenie. I tylko myśl, że być pod Piramidą i nie wejść na nią, pchnęła mnie do czynu.

Upał się wzmagał, a przede mną było około 260 stromych wysokich stopni prowadzących na szczyt. W rozrzedzonym powietrzu na dużej wysokości n.p.m. i prażącym słońcu taka wspinaczka to było nie lada wyzwanie. Wreszcie pokonałam ostatnie stopnie i z ulgą zrzuciłam plecak. Łapiąc łapczywie powietrze z radością się rozglądałam dokoła. A widok był niezwykły. U stóp rozciągało się Teotihuacán ze wszystkimi budowlami i widniejącą na końcu Alei Zmarłych Piramidą Księżyca. Po drugiej zaś stronie Piramidy czynny wulkan i otaczające go malownicze tereny czyniły krajobraz trochę nieziemskim.

Widok na czynny wulkan ze szczytu Piramidy Słońca

Widok na czynny wulkan ze szczytu Piramidy Słońca

Woda, którą miałam w plecaku, była ciepła, ale przynajmniej mokra. Piłam z rozkoszą rozglądając się dookoła i wtedy poczułam ten znany mi dreszcz, to coś nieuchwytnego. Przed oczyma stanęła mi twarz wojownika, tańczącego rytualny taniec Azteków na rynku w Mexco City. Moja wyobraźnia zaczęła działać. Wydawało mi się, że przeniosłam się do odległych czasów. Głosy zwiedzających wokół umilkły, tylko gniewny głos dostojnika w ogromnym pióropuszu docierał do moich uszu. Po chwili z boku rozległy się tony piszczałek, fletów i bębnów oraz monotonny śpiew kapłanów przerwany zduszonym jękiem nieszczęśnika złożonego w ofierze bogu Tezcatlipoca.

Zbliżenie głowy Pierzastego Węża

Zbliżenie głowy Pierzastego Węża

Kalendarz Azteków

Kalendarz Azteków

Obszary pustynne

Obszary pustynne

Moje fantasmagorie zostały nagle przerwane. Młoda dziewczyna poprosiła z uśmiechem o zrobienie jej zdjęcia na tle widniejących w dole ruin.

– I na mnie już czas, trzeba zejść z tej przywołującej krwawe wyobrażenia piramidy – pomyślałam zbliżając się do spadzistych schodów. Plamy porostów i liszaje pozostawione przez erozję na stopniach, przypominały do złudzenia krew. Wąskie stopnie nieprzystosowane do stóp dzisiejszego człowieka stanowiły duże utrudnienie. Musiałam schodzić bokiem, bardzo ostrożnie, żeby nie znaleźć się w przyspieszonym tempie u stóp piramidy i tym samym powiększyć ilość ofiar ku czci boga Tezcatlipoci.

Jakiś czas później wędrowałam kilkukilometrową Aleją Zmarłych w kierunku Piramidy Księżyca, mijając po drodze inne dobrze zachowane zabudowania świętego miasta. Ruiny Teotihuacán były zaiste imponujące.

Piramida Księżyca poświęcona Wielkiej Bogini Teotihuacan, opiekunce wody, ziemi i urodzaju nie jest już tak imponująca jak Piramida Słońca. Jest od niej niższa i udostępniona dla zwiedzających tylko w połowie. W pozostałej części trwają prace archeologiczne.

Powoli kierowałam się ku wyjściu z miasta. Mijałam stragany pełne wyrobów z obsydianu (szkliwa wulkanicznego – największego skarbu Teotihuacan) i różnorakiego rękodzieła. I jak wszędzie w takich miejscach sprzedawcy głośno zachęcali do kupna pamiątek. Zewsząd dobiegał gwar, śmiech oraz dźwięk fletów i azteckiej muzyki. Obejrzałam się za siebie spoglądając na górującą nad miastem Piramidę Słońca i pozostałości minionej wspaniałej prekolumbijskiej kultury.
– A jednak duch historii mnie nie opuścił – pomyślałam z radością.

tekst i zdjęcia: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawem autorskim

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

2 Responses to TAM, GDZIE NARODZILI SIĘ BOGOWIE – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. jagajaga pisze:

    Jak zwykle interesująco i ciekawie

  2. Marysia pisze:

    Dziękuję Ci kochana Danusiu za tą podróż.Dzięki Twojej barwnej, bardzo ciekawej opowieści byłam tam i również czułam respekt przed trudną historią tego miejsca. Pozdrawiam cieplutko. Marysia

Odpowiedz na „MarysiaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>