FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

ANIELSKA ZIMA, ALEKSANDRA TYL – recenzja

anielska_zima_front_300W tym roku zapanował istny wysyp książek o tematyce świątecznej i zimowej, które kuszą okładkami i nęcą obietnicą wprowadzenia w cudowny nastrój. Wszystkich, wiadomo, przeczytać się nie da, chyba, że komuś hojny Mikołaj zafunduje jakiś magiczny „czasoprzedłużacz”. Zawsze jednak trochę wolnych chwil na lekturę można wysupłać, nawet między lepieniem pierogów i wykrawaniem pierniczków. Tylko co by tu wybrać? Proponuję Anielską zimę, powieść lekką, przyjemną, przy której i pośmiać się można i łezkę uronić. W sam raz na przedświąteczny, ale nie tylko, czas.

To było moje pierwsze spotkanie z prozą Aleksandry Tyl i muszę przyznać, że jestem miło zaskoczona. Urzekła mnie już okładka, bo choć motyw kobiecej głowy jest okropnie oklepany, to tym razem okładka ma w sobie to „coś”, co przyciąga niczym magnes. Może to ta idealnie równiutka fryzura i kontrast bieli anielskich skrzydeł z czerwonymi kuleczkami, jarzębiny? Mniejsza o to. Odrobinę się obawiałam, że pojawią się tu wątki fantastyczne, w których nie każdy przecież gustuje. Wydawnictwo Prozami jednak specjalizuje się w literaturze obyczajowej i tak też jest w tym przypadku.

Nie miałam wobec tej powieści specjalnych oczekiwań, można wręcz powiedzieć, że sięgnęłam po nią w ciemno. Okazało się, że książka, mimo iż dość obszerna, bo licząca ponad 400 stron, „przeczytała się sama”, bowiem tak była wciągająca, choć taka niby zwyczajna.
Anielska zima nie udaje czegoś, czym nie jest. Nie ma wokół niej szumu, nie okrzyknięto bestsellerem zanim się pojawiła, nie szafuje się w odniesieniu do niej określeniami, że „otula jak koc”, ogrzewa, czy wprowadza w świąteczny nastrój. Nie potrzeba jej stroić się w piękne słówka.

To zgrabnie napisana, bardzo przyjemna w odbiorze powieść obyczajowa, przy której i pośmiać się można i łezkę uronić. Powieść bez cukru i lukru, raczej słodko-gorzka, z nutą kardamonu, całkiem smaczna. Autorka w dobrych proporcjach połączyła poważne problemy i zabawne sceny, zbudowała postaci obdarzone temperamentem i różnorodne pod względem charakterów. Emocji na pewno nie zabraknie podczas lektury. Moje skojarzenia biegły ku serialom „Ranczo” i „Siedlisko”, oczywiście nie w przełożeniu 1: 1, ale przekonacie się, że coś w tym jest.

Akcja dzieje się we wsi Polanka, w okolicach Wrocławia. Za trzy tygodnie Boże Narodzenie. Syn Polniaków wraca nieoczekiwanie z Niemiec, ślub z Mariolką odwołany. Rodzice skonfundowani, a tu jeszcze w jego domu letniczka pomieszkuje, za wynajem nie płaci, a co gorsza wynieść się nie zamierza. Kaja, bo o niej mowa, niefortunnie zainwestowała bajońską sumę, została oszukana, teraz sama nie wie, co robić. Ucieka przed przeszłością i teraźniejszymi problemami, przed samą sobą, ale zaczyna „dreptać w kółko”. Choć ma charakter raczej diabelski, to niespodziewanie – zwłaszcza dla siebie- stanie się aniołem dla pewnego małego chłopca i odegra ważną rolę w jego życiu. Dla niej los też naszykował wiele niespodzianek, na początku pomocną dłoń podadzą jej mieszkańcy Polanki. Czytelnik jednak musi mieć sporo cierpliwości do tej bohaterki.

Oprócz głównego wątku występują poboczne, nie mniej ciekawe. Komendant Grzelak, poczciwy pantoflarz (wielce komiczna jak się okaże postać) marzy o karierze pisarskiej, swoją powieść kryminalną wysyła do wielu wydawnictw i czeka na odzew. Tymczasem w przeręblu znaleziono topielca. Małgośka ze sklepu kombinuje jak tu zdobyć dobrą partię i nieźle miesza w i tak już skomplikowanych relacjach Pawła i Kai. Kai, która, trzeba dodać, chwyta się wszystkiego, żeby sprzedać ów nieszczęsny las inwestorom ośrodka turystycznego.
Alicja otwiera wymarzoną galerię sztuki i układa sobie życie z Konradem, Marianna wynajmuje luksusowy apartament w stolicy, u jej boku pojawia się Christian i plany ulegają zmianie…

Anielska zima stanowi kontynuację poprzednich powieści Aleksandry Tyl (Karmelowa jesień, Magiczne lato), ale można je spokojnie czytać osobno. Po prostu postaci, które w tamtych tomach grały pierwsze skrzypce (Alicja, Marianna), tu są na bocznym planie, szczegółowa znajomość ich wcześniejszych losów nie jest niezbędna do odnalezienia się w fabule Anielskiej zimy, ale oczywiście miło będzie sobie doczytać.

Amatorów wątków świątecznych mogę uradować – są obecne choinka, mikołaj, kiermasz charytatywny, stroje dla kolędników, wigilijna kolacja, prezenty. I pada śnieg! Za stworzenie uroczego, naturalnego świąteczno-zimowego klimatu należy się autorce wysoka nota. Zresztą – za całokształt.  Tylko teraz pojawia się pytanie, kiedy ukaże się tom z wiosną w tytule? Czekam z niecierpliwością, bo choć zakończenie „zimy” było w sumie szczęśliwe, to drzwi nie zostały  całkiem zamknięte, bowiem między bohaterami pojawiło się na horyzoncie kolejne nieporozumienie.

Anielska zima, i tu napiszę z przymrużeniem oka, nie otuli Was kocykiem, ale przygarnie białym skrzydłem anioła, podsunie kryminał, ciasteczko i ziółka pani Józefiny, a żebyście całkiem nie ugrzęźli na kanapie, poda smycz, by wyprowadzić psa wśród śnieżnych zasp.
Życzę samych anielskich lektur na świąteczny odpoczynek!

Polecam, Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawem autorskim
anielska_zima_front_300Wydawnictwo Prozami
Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje
Autor:Aleksandra Tyl
Tytuł: Anielska zima
Data wydania listopad 2017
Ilość stron: 446
ISBN9788365897121

AGAAgnieszka Grabowska – absolwentka filologii polskiej UJ, nałogowa czytelniczka, blogerka w kratkę. Ambiwertyczka spod znaku Ryb. W wolnym czasie zabiera się za literki. Ma szczęście w konkursach. Nie wyobraża sobie życia bez książek, kawy, kotów i muzyki. Prywatnie – mama i żona. Nie unika kuchni, choć przydałaby się jej patelnia automatycznie odcinająca Internet w kulminacyjnych momentach pichcenia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>