OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

 

DRZWI BEZ POWROTU – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

uliczki wyspyW niewielkiej odległości od wybrzeża Dakaru znajduje się położona na Oceanie Atlantyckim wyspa Goree. Owa nieduża, bo licząca zaledwie 36 hektarów wyspa pochodzenia wulkanicznego, była niegdyś ośrodkiem handlu niewolnikami. Zwiedzając to malownicze miejsce, gdzie dzisiaj czas się zatrzymał, gdzie toczy się senne życie, gdzie uśmiechnięci Senegalczycy serdecznie witają zwiedzających, trudno uwierzyć że z Goree jest związana tragiczna historia smutnej epoki handlu ludźmi.

Usytuowany na wyspie Fort d’Estress był największym ośrodkiem niewolnictwa, gdzie przetrzymywano w nieludzkich warunkach, a następnie ładowano na statki i wysyłano przez Ocean do obu Ameryk rdzennych mieszkańców Afryki.

fort z domem niewolników

fort z domem niewolników

Dzisiaj w zabudowaniach Fortu mieści się muzeum historyczne Senegalu, a tzw. Dom Niewolników udostępniony jest zwiedzającym i stanowi symbol niewolniczego wyzysku.

wyspa Goree

wyspa Goree

uliczka wyspy

uliczka wyspy

Prom odpływający z Dakaru był przepełniony. Mieszkańcy Goree wracali do domu z targu w Dakarze. Na pokładzie dało się widzieć, ogromne worki z zakupami, kartony jaj, żywe kury i kozy. Mnóstwo, rozszczebiotanych, kolorowo odzianych kobiet, pokrzykujące dzieci, odgłosy zwierząt, szum silników, nawoływania turystów sprawiały, że prom tętnił gwarem i hałasem. Na pokład wchodziłam niemal ostatnia. Miejsc siedzących już nie było. Stanęłam w przejściu obserwując oddalający się od brzegu prom, kiedy nagle jakaś kobieta pociągnęła mnie za rękę, inna skinęła na mnie, a pozostałe rozsunęły się i zrobiły mi miejsce między sobą na ławce. – Kobiety są solidarne na całym świecie bez względu na kolor skóry i pochodzenie – pomyślałam dziękując z uśmiechem. Kobiety zaczęły jedna przez drugą coś mówić w swoim niezrozumiałym dla mnie języku, ale nie potrzebna była znajomość słów. I tak doskonale się rozumiałyśmy. Aminata, najładniejsza z nich wszystkich, poczęstowała mnie doskonałym ciastkiem, Bineta podała dojrzałe mango, z inną – Marie, wymieniłyśmy się bransoletkami. Po zejściu na brzeg kobiety długo jeszcze machały ręką na pożegnanie i wołały au revoir i bye, bye sister Dana. To było ogromnie miłe, a bransoletka zajmuje ważne miejsce wśród pamiątek z Senegalu.

wśród kobiet na promie

wśród kobiet na promie

Zdawać by się mogło, że Goree to skalisty ostrów z ponurą twierdzą, ale to nic bardziej mylnego. Wyspa jest urokliwa mimo złej sławy jaka ją otaczała. Malownicza kolorowa kolonialna zabudowa porośnięta tropikalną roślinnością, brak samochodów, zabytkowe budowle i barwnie odziani ludzie sprawiają, że wyspa przedstawia dzisiaj sielankowy obraz. Goree jest oazą artystów, głównie malarzy i rzeźbiarzy ale i wszelkiego rodzaju twórców rękodzieła. Prace artystów były wystawione wzdłuż alei baobabów. Te niezwykłe ogromne drzewa, pozbawione liści w okresie, którym odwiedziłam Senegal sprawiały wrażenie jakby były odwrócone korzeniami do góry. Tam też znajdowały się pracownie malarskie i rzeźbiarskie i tam mogłam podziwiać artystę, który swoje obrazy „malował” kolorowym piaskiem, tworząc niepowtarzalne, oryginalne dzieła.

święty baobab w centrum

święty baobab w centrum

budynki kolonialne

budynki kolonialne

artysta malujący piaskiem

artysta malujący piaskiem

rękodzieło

rękodzieło

Pierwsze kroki po opuszczeniu promu skierowałam do owianego niechlubną sławą, wzniesionego w osiemnastym wieku Domu Niewolników. W pobliżu zabudowań widniał pomnik upamiętniający zniesienie niewolnictwa.

Wąską uliczką dotarłam do wejścia. Za bramą znajdowały się schody na piętro, gdzie w przestronnych pokojach mieszkali kiedyś biali handlarze niewolników. Natomiast dolne kondygnacje przeznaczone były dla niewolników. Tam w niewielkich pozbawionych okien klitkach, afrykańscy niewolnicy, karmieni na siłę, ponieważ tylko zdrowy i silny niewolnik wart był swojej ceny, przetrzymywani w nieludzkich warunkach, czekali na załadunek na statki. Kobiety nierzadko były gwałcone, a dziewczynki zrodzone w wyniku ewentualnej ciąży po ukończeniu kilku lat życia, odsyłano do domów białych ludzi jako służące i pokojówki. W tym ponurym miejscu rozstrzygały się losy nieszczęsnych uwięzionych. Często rozdzielano rodziny, gdyż niejednokrotnie, męża, żonę i dzieci kupowali odrębni kupcy wywożąc ich do różnych miast a nawet krajów.

cela w domu niewolników

cela w domu niewolników

drzwi bez powrotu

drzwi bez powrotu

cela kobiet w domu niewolników (1)

cela kobiet w domu niewolników

Usytuowane w centrum Domu Niewolników niewielkie drzwi do dzisiaj wywołują przygnębiające odczucia. Za drzwiami kłębił się ocean. Fale z hukiem rozbijały się o nabrzeże. To były tak zwane „drzwi bez powrotu” ponieważ przez owe drzwi niewolnicy byli ładowani bezpośrednio na statek i nigdy już nie wrócili do Afryki, nigdy już nie zobaczyli rodzinnej ziemi, wiosek, swoich bliskich, znajomych i przyjaciół.

Stałam przez chwilę w tych drzwiach będących niemym świadkiem tragedii ludzkiej, spoglądałam na bezmiar wody i wydawało mi się że słyszę szczęk łańcuchów, płacz i jęk niewolników, krzyki i świst bata poganiaczy, dźwięki syreny odpływającego statku.

Długo jeszcze po opuszczeniu Domu Niewolników czułam smutek i rozgoryczenie i tak jak po wizycie w Muzeum Apartheidu w Republice Południowej Afryki, nie mogłam uwierzyć, że człowiek w stosunku do drugiego człowieka może być tak okrutny i bezwzględny.

Moje posępne myśli zostały przerwane przez małą roześmianą dziewczynkę, która tuliła się do kolan ojca. Po chwili ośmielona podeszła do mnie i z ciekawością dotknęła czarnym paluszkiem kolorowej zawieszki przy moim plecaku. Nie pozostało mi nic innego jak odpiąć breloczek i podać małej. Jej uśmiechnięta buzia rozproszyła moje smutki i z przyjemnością zagłębiłam się w wąskie kolorowe uliczki Goree. Wędrowałam dłuższy czas pośród urokliwych zabudowań, straganów i sklepików. Podziwiałam prace artystów w alei baobabów, obserwując codzienne życie mieszkańców, chwilę zatrzymałam się przy niewielkiej zatoczce, gdzie jak w całym świecie roześmiane i rozkrzyczane dzieciaki korzystały z zabawy w morskiej wodzie, kiedy głód dał mi się we znaki. I jak za pomocą czarodziejskiej różdżki z boku usłyszałam wesołe pytanie – you are hungry?

nowa właścicielka breloczka

nowa właścicielka breloczka

dzieła artystów

dzieła artystów

Nene

Nene

Kilkunastoletni chłopak serdecznie zapraszał do portowej knajpki. Tawerna „u Nene” przyciągała niezrównanym zapachem potraw i dźwiękami afrykańskiej muzyki. Sama właścicielka w barwnej sukni i w kunsztownie zamotanym zawoju na głowie serwowała wyborne owoce morza. Kiedy kończyłam jedzenie rozległ się dźwięk syreny portowej. Spojrzałam na zegarek – rzeczywiście nadszedł czas powrotu – pomyślałam wstając, ale Nene machnęła uspokajająco ręką – masz jeszcze pół godziny do odpłynięcia promu, spróbuj mojej niezwykłej kawy – powiedziała stawiając przede mną filiżankę bosko pachnącego napoju. Kawa rzeczywiście była nadzwyczajna, nie dość, że mocna, świeżo palona, to jeszcze doprawiona czekoladą i kardamonem, taka jaką lubię. Już nigdzie później w Senegalu nie piłam takiej doskonałej kawy jak u Nene na wyspie Goree.

Tekst i zdjęcia Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

One Response to DRZWI BEZ POWROTU – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Liliana pisze:

    Danusiu, aromat kawy poczulam, musiala byc przepyszna :) Niewolnictwo to koszmar, w naszych czasach rowniez sie zdarza, az trudno w to uwierzyc. Czlowiek wykorzystujacy czlowieka, tak bylo, tak jest i mysle, ze szybko sie owy proceder nie skonczy :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>