OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

FOTOGALERIA ŻYCIA I PASJI:

LETNIE WSPOMNIENIA – fotogaleria Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

SEANS NA KANAPIE:

BAŚNIOWA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI NA JESIENNE, ZIMNE WIECZORY Czytaj dalej »

 

NIEZWYKŁA PRZYJAŹŃ – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

taj20Przyjaźń to wspaniałe uczucie, którego definicję w prosty sposób podaje Słownik Języka Polskiego: „bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości, szczerości, zaufaniu, możliwości liczenia na kogoś w każdej sytuacji”, ale w rzeczywistości trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest przyjaźń. Każdy człowiek odczuwa i rozumie inaczej to szlachetne uczucie, o którym w życiu, w literaturze, w piosenkach powiedziano już niemal wszystko. Ja jednak dzisiaj opowiem o innej przyjaźni. O przyjaźni człowieka i słonia takiej, co to… na śmierć i życie.

W czasie mojej podróży po Tajlandii trafiłam do cudownego miejsca, znajdującego się kilkadziesiąt kilometrów na północ od Chiang Mai – do ośrodka dla słoni, gdzie schronienie znajdują słonie okaleczone, chore, stare i takie, które z jakichś powodów nie mogą żyć na wolności. Znajdują tam doskonałą opiekę, pomoc lekarską, miłość, a przede wszystkim –  radość z życia. To położony nad rzeką, wśród dżungli – Elephant Nature Park (ENP).

Stałam na brzegu, obserwując po drugiej stronie rzeki niewielkie stadko słoni. Słonie zaczęły powoli schodzić ze stromej skarpy i po chwili ich ogromne stopy zanurzyły się w wodzie. Majestatyczne zwierzęta, nic sobie nie robiąc z głębokości, przechodziły w bród rzekę, żeby zagłębić się w dżunglę. Słonie szły spokojnie jeden za drugim, nie zwracały zupełnie uwagi na odgłosy wokół. Po chwili zniknęły za zasłoną zieleni.

Kąpiące się słonie

Kąpiące się słonie

słonie w kąpieli

Nagle moją uwagę zwrócił jakiś dźwięk. Nieopodal na niewielkiej polanie ujrzałam starszego człowieka, obejmującego trąbę wielkiego słonia. Taj mówił coś do niego, a słoń schylając głowę, sprawiał wrażenie, iż rozumie słowa opiekuna. Z zaciekawieniem zbliżyłam się do niezwykłej pary. Człowiek uśmiechnął się, a słoń zabawnie zagulgotał. Wyglądało to zupełnie jak powitanie. Zapytałam, czy mogę dotknąć szarego olbrzyma. Uzyskałam zezwolenie i z wielką nieśmiałością pogłaskałam zwierzę po wysuwającej się w moim kierunku trąbie. – Mam na imię Lau, a to jest Krys – mój przyjaciel – kornak przedstawił siebie i swojego zwierzaka. Przyjaciel? – zapytałam. – Tak, wielki przyjaciel. To długa historia, chcesz posłuchać? – odpowiedział Taj.

Usłyszałam niesamowitą opowieść, która pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

– Wychowuję Krysa od małego dziecka. Jego matka zginęła na ryżowisku z rąk kłusownika. Parę lat temu szedłem z Elephant Nature Park do wsi, kiedy w zaroślach usłyszałem ni to płacz, ni to pojękiwanie, zupełnie jakby ktoś się skarżył. Powoli zbliżyłem się do zielonej ściany traw i ujrzałem straszliwy widok. W kałuży krwi leżała martwa słonica, a tuż obok kręcił się, cicho nawołując, mały słonik. Wiedziałem, że nie poradzę sobie sam.

Dzieciak ważył pewnie ze sto pięćdziesiąt kilogramów. Rozejrzałem się wokół, czy gdzieś nie kryje się inna słonica. Słonie z reguły żyją w stadzie i kiedy jedna matka ginie, inne przygarniają osierocone słoniątko. Niczego jednak nie zobaczyłem. Słonik był sam. Powoli zbliżyłem się do zwierzęcia. Maluch spojrzał na mnie załzawionymi oczami i żałośnie ryknął. Wyjąłem z torby wiązkę trzciny cukrowej, dałem odrobinę słoniowi i kusząc go, powoli ruszyłem do ośrodka. Po kilku dniach słoń zadomowił się w ENP. Ale nie przepadał za towarzystwem innych zwierząt. Chodził za mną jak piesek. Nazwałem go Krys i on zaczął reagować na swoje imię. Słonie są bardzo mądre, zapamiętują wiele, a może wszystko i na zawsze. Pamiętają, kto zrobił im krzywdę lub kto jest dla nich dobry. On mnie traktuje jak matkę i przyjaciela. Może dlatego, że spędzam z nim sporo czasu, karmię przysmakami, głaszczę i rozmawiam z nim. Póki był mały, spaliśmy razem pod specjalnie wykonaną dla nas wiatą. Potem stał się za duży i w naszym domu został sam, ale ja wybudowałem tuż obok jego legowiska pomieszczenie dla siebie.

Rzeka w dżungli

Rzeka w dżungli

Jeden z kornaków ze swoim słoniem

Jeden z kornaków ze swoim słoniem

Codziennie rano odbywa się rytuał śniadaniowy. Krys budzi mnie donośnym rykiem, zbliżając koniec trąby do okna. Dostaje porcję jedzenia, ale ja muszę jeść swój ryż siedząc tuż obok. Inaczej słoń nie będzie jadł. Kiedy idę do pracy z innymi słoniami, Krys idzie za mną. Potem spokojnie czeka gdzieś niedaleko, aż skończę, żeby wspólnie zażyć kąpieli w rzece. To dopiero jest zabawa! Słonie uwielbiają kąpiel, a Krys wręcz jest zachwycony, kiedy szoruję jego wielki grzbiet. Największą frajdę sprawia mu możliwość polania mnie wodą podczas naszych zabaw w rzece. Często domaga się pieszczot, czyli głaskania po trąbie albo jakiegoś smakołyku, wtedy delikatnie kładzie mi trąbę na ramieniu i tak śmiesznie dmucha. Z wielką ochotą zjada całe wiązki bananów, które tutaj rosną dziko w dżungli. Kilka miesięcy temu mój przyjaciel udowodnił mi jak bardzo jest do mnie przywiązany. Poszliśmy razem do dżungli. Był okres kwitnienia orchidei.

kwiaty w dżungli

Kwiat w dżungli

Storczyk

Storczyk

A ja bardzo lubię storczyki i lubię je malować. Rozstawiłem sztalugi, wymieszałem farby i zacząłem malować przepiękny różowo-biały kwiat rosnący obok na drzewie. Nie zwróciłem uwagi na to, że Krys jest niespokojny, że porykuje i kiwa głową na boki. Tak postępują słonie, które wyczuwają niebezpieczeństwo. Teraz już wiem, że chciał mnie ostrzec przed jadowitym wężem, leżącym na gałęzi. Niestety, nie zauważyłem tego gada. Wąż błyskawicznie zaatakował. Ugryzł mnie w rękę. Wystraszyłem się ogromnie, wąż zsunął się na ziemię, ale nie zdążył daleko odpełznąć. Krys zabił go jednym uderzeniem potężnej stopy. Byłbym pewnie już tam został w dżungli. Zaczęło mi się kręcić w głowie, osunąłem się bez sił na ziemię. Nie pamiętam, kiedy i jak znalazłem się w szpitalu. Potem opowiadano mi, że słoń z przeraźliwym rykiem przybiegł do ośrodka, trąbą złapał pierwszą napotkaną osobę za rękę i pociągnął za sobą. Weterynarz (bo tą napotkaną osobą był lekarz weterynarii) zrozumiał, że stało się coś złego. Kiedy dotarli do mnie, byłem już nieprzytomny. Lekarz natychmiast naciął ranę. Ale jad krążył w organizmie. Dobrze, że szczątki węża leżały obok. Wiadomo było, jaki gad mnie ukąsił.,  Na szczęście okazało się, że potrzebna surowica znajdowała się w ENP. Tak to słoń uratował mi życie. Kocham go bardzo i wiem, że i on darzy mnie miłością i przyjaźnią. Tylko przyjaciel potrafi słuchać tak, jak słucha moich słów Krys. Okazuje radość i smutek, znosi czasami moje złe humory, potrafi delikatnym dotykiem trąby dodać mi otuchy. Jesteśmy zawsze razem, na dobre i na złe. Kiedy leżałem w szpitalu, Krys całymi dniami wystawał na drodze prowadzącej do Chiang Mai. W dniu mojego powrotu był bardzo niespokojny, ryczał, wyrywał krzewy wzdłuż drogi, a kiedy zbliżyłem się do ośrodka, wybiegł naprzeciw i donośnym rykiem oznajmił swoją radość. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby Krysowi coś się stało. Jestem już stary, nie mam rodziny. Krys to moja rodzina, mój największy przyjaciel.

taj18

Krys

Lau zamilkł, potem wstał, pożegnał się i powoli odszedł ze swoim słoniem, cicho znikając za drzewami, gdzie głośno krzycząc, uwijały się kolorowe ptaki. Może protestowały przeciw słoniowi depczącemu ich włości, a może nie mogły zrozumieć zażyłości człowieka i bądź co bądź, dzikiego zwierzęcia. Oszałamiająco pachnące kwiaty, purpurowe, żółte, pomarańczowe, znane i nieznane stanowiły kolorowy akcent wśród kipiącej zieleni, za której zasłoną zniknęła niezwykła para.

 Przez dłuższą chwilę spoglądałam w tamtym kierunku i bezwiednie na usta cisnęły mi się słowa Platona „Prawdziwa przyjaźń jest nieskończona i nieśmiertelna”.

Tekst i fotografie: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawem autorskim

taj20

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

2 Responses to NIEZWYKŁA PRZYJAŹŃ – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. jagajaga pisze:

    Cudowna opowieść,wycisnęła z moich oczy łzy,chociaż takiemu staremu człowiekowi jak ja to rzadko lecą łzyPozdrawiam.

  2. Liliana pisze:

    Przyjaznie ze zwierzetami sa cudowne i niepowtarzalne, wiem, bo mialam Przyjaciela konia o imieniu Drops.Jestem od blisko 40 lat otoczona zwierzętami, ale takiej przyjazni jak z moim Czarnuszkiem juz nie spotkam… Dobrze, ze chociaz zapisalam dla pamieci historie naszej niezwyklej przyjazni i moge do niej wracac, gdy mam chwile zwatpienia :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>