OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

 

MIASTO TYSIĄCA LAMPIONÓW – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

lampiony1Kiedy po kilkunastodniowej podróży po Wietnamie dotarłam w końcu na planowany odpoczynek do Hoi An nie miałam zbyt radosnej miny. Deszcz padał od kilku dni i nic nie zwiastowało poprawy pogody. W perspektywie było więc trzydniowe siedzenie w hotelu, co nie nastrajało mnie optymistycznie, zwłaszcza, że słyszałam na temat tego miasta wiele pochlebnych słów i bardzo chciałam Hoi An zobaczyć na własne oczy.

Hoi An leży nad malowniczą rzeką Thu Bon (Rzeka Cynamonowa) i jest jednym z najpiękniejszych wietnamskich miasteczek. I byłoby Hoi An do dzisiaj małą nieznaną mieściną, gdyby nie… nasz rodak Kazimierz Kwiatkowski.

Rzeka Thu Bon

Rzeka Thu Bon

W końcu dwudziestego wieku władze miasta nosiły się z zamiarem wyburzenia starych, zniszczonych, zaatakowanych przez grzyb kamienic. W ich miejsce planowano wybudować betonowe bloki. Sytuacja wydawała się beznadziejna, urokliwe miasto miało przestać istnieć. Jednak sprzeciw polskiego konserwatora zabytków, który pracował wtedy nad renowacją pobliskiej świątyni w My Son, zmienił bieg wypadków. Dzięki interwencji Kwiatkowskiego centrum starego miasta odrestaurowano, kamieniczki wyremontowano i Hoi An stało się ogromną atrakcją turystyczną. Miasto ze względu na swój urok i niepowtarzalny klimat wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a Kazimierza Kwiatkowskiego uznano za bohatera. Kwiatkowski nazywany jest w Wietnamie zdrobniale – Kazik. Od jego imienia plac w centrum miasta nazwany został Placem Kazika, a mieszkańcy w podzięce za uratowanie miasta wystawili mu pomnik.

Zabytkowa starówka

Zabytkowa starówka

Starówka

Starówka

Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego

Pomnik Kazimierza Kwiatkowskiego

Smutek mnie ogarnął, kiedy meldowałam się w hotelu. Wprawdzie hotel był położony w przepięknym ogrodzie nad brzegiem malowniczej Rzeki Cynamonowej, ale to nie rekompensowało utraty zobaczenia w słońcu spektakularnego Hoi An. Być w Hoi An i nie móc zwiedzić dokładnie ze względu na ulewny deszcz tej słynnej perełki, to się dopiero nazywa złośliwość losu, a właściwie złośliwość monsunu. Zamierzałam jednak, mimo niesprzyjających warunków, wybrać się do starego miasta, ale co to za zwiedzanie, kiedy człowiek jest mokry, otulony peleryną, kiedy nie można wyjąć aparatu fotograficznego, usiąść w jednej z ulicznych kawiarenek i po prostu cieszyć się bajkowym widokiem.

Życie codzienne

Życie codzienne

Następnego dnia rano z niepokojem spojrzałam przez okno. Nic się nie zmieniło. Deszcz lał jak z cebra. Niebo zasłaniały ciemne chmury i raczej nie było widoków na słońce. Siedziałam popijając kawę na osłoniętym od deszczu tarasie mojego pokoju i w duchu wymyślałam pogodzie. Późnym popołudniem miałam już dość siedzenia i patrzenia na rzekę.

Hotelowy ogród

Hotelowy ogród

Domy w zieleni

Domy w zieleni

– Wybiorę się jednak do starego miasta, mimo deszczu i tak trzeba coś zjeść – pomyślałam, kierując się na przystanek busów odjeżdżających w kierunku zabytkowej części Hoi An.

Ulice Hoi AN

Ulice Hoi AN

Stare miasto jest zamknięte dla ruchu samochodowego i do centrum trzeba dojść wąskimi uliczkami. W deszczu nie było to zbyt przyjemne, ale warte poświęcenia. Starówka to architektoniczna osobliwość, łącząca elementy stylu chińskiego, wietnamskiego i francuskiego. Budynki pomalowane na jasny, żółty kolor tonęły w kwiatach i wszelkiej roślinności. Urokliwe uliczki, restauracyjki, galerie sztuki, zabytkowe, kilkusetletnie domy bogatych kupców, przepiękne świątynie, rzeka Thu Bon i niezwykły tajemniczy most Japoński sprawiają że Hoi An przyciąga rzesze turystów z całego świata.

Most japoński

Most japoński

Kierowałam się w stronę słynnego, szesnastowiecznego, krytego mostu Chua Cau, kiedy moją uwagę zwróciła wspaniale rzeźbiona brama niewielkiej świątyni. Lubię klimat buddyjskich świątyń, nie omieszkałam więc wstąpić do środka. Już na dziedzińcu ogarnął mnie spokój, zniknęła złość na deszczową pogodę i czułam jak udziela mi się pozytywna energia, która zdały się emanować ściany świątyni. Zapaliłam pachnące kadzidełka i spędziłam w tym urzekającym miejscu kilkanaście minut. Po wyjściu na zewnątrz nie wierzyłam własnym oczom… deszcz przestał padać. Za chmur nieśmiało wyjrzało słońce.

Świątynia wewnątrz mostu

Świątynia wewnątrz mostu

– Czyżby dobre bóstwa przegnały opady? – pomyślałam składając znienawidzoną pelerynę.

Ruszyłam dalej.

Zadaszony drewniany Japoński Most Chua Cau był oblegany przez dziesiątki zwiedzających. Każdy chciał mieć zdjęcie w tym niezwykłym miejscu. Wewnątrz mostu znajduje się mała świątynia. Legenda wietnamska mówi, że most wybudowano na ciele wielkiego potwora, którego głowa znajdowała się w Indiach, ogon w Japonii a cała reszta ciała w Wietnamie. Bestia miała sprowadzać katastrofy i trzęsienia ziemi. Zginęła, kiedy wybudowano most. Mieszkańcy Hoi An zlitowali się jednak nad potworem i postawili w środku świątynię, żeby móc się modlić za jego duszę.

Wędrowałam malowniczą uliczką nad rzeką, obserwując codzienne życie mieszkańców. Powoli zbliżał się wieczór. Stopniowo zapalały się uliczne latarnie. I nagle… miasto rozbłysło setkami kolorowych lampionów, rozpiętymi na ścianach domów, nad ulicami, nad szyldami sklepów, na drzewach. Widok był tak oszałamiający i nierzeczywisty, że można było pomyśleć, że jest to jakiś zaczarowany zakątek.

Lampiony

Lampiony

lampiony

Teraz już wiedziałam, dlaczego Hoi An nazywają miastem tysiąca lampionów.

Tekst i zdjęcia: Danuta Baranowska

materiał chroniony prawem autorskim

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

2 Responses to MIASTO TYSIĄCA LAMPIONÓW – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Liliana pisze:

    Polacy na calym swiecie dolozyli cos od siebie. Spotykasz Danusiu niezwyklych Polakow praktycznie wszedzie i to jest niezwykle :) Sliczne, klimatyczne miejsce, zapewne wspaniale bylo tam byc i zobaczyc ten zupelnie inny swiat :)

  2. jagajaga pisze:

    Piękne urokliwe miasteczko.Z boku zobaczyłam nieśmiało wyłaniający się chyba nowy dom.Miłe to gdy w dalekich krajach znajdzie się ślad naszego ziomka i pewnie nie było kłopotów z postawianiem tego pomnika.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>