OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

FOTOGALERIA ŻYCIA I PASJI:

LETNIE WSPOMNIENIA – fotogaleria Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

SEANS NA KANAPIE:

BAŚNIOWA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI NA JESIENNE, ZIMNE WIECZORY Czytaj dalej »

 

PLACKOPALIPSA – felieton Iwony Banach

Iwona B„Wpadłam jak burza do kuchni i ujrzałam plackopalipsę w postaci słupa dymu i ognia nad patelnią. Złapałam ją i szybko wywaliłam placki do kosza na śmieci. Patelnię wrzuciłam do zlewu i odkręciłam wodę. W tej chwili przekonałam się, że nieszczęścia chodzą nie tylko parami, ale nawet całą watahą…”

Mam ostatnio taki okres, że nie umiem nic napisać. Siedzę przed komputerem i usiłuję coś wymyślić, ale nic mi z tego nie wychodzi. Głowię się, meczę, denerwuję a myśli i tak nie chcą układać się w sensowne zdania. Kiedy więc dwa dni temu wydusiłam z siebie dwa akapity, marne dwa akapiciątka z zachwytem pomyślałam, że może jednak wreszcie i wczoraj,  tak koło południa po wstępnym przygotowaniu obiadu, dzielnie przyspawałam siedzenie do komputerowego krzesełka w nadziei na jakieś efekty.

W tym czasie na patelni w kuchni dogorywały placki ziemniaczane. O tym, że dogorywają dowiedziałam się chwilę później, kiedy dotarł do mnie swąd. Wpadłam jak burza do kuchni i ujrzałam plackopalipsę w postaci słupa dymu i ognia nad patelnią. Złapałam ją i szybko wywaliłam placki do kosza na śmieci. Patelnię wrzuciłam do zlewu i odkręciłam wodę. W tej chwili przekonałam się, że nieszczęścia chodzą nie tylko parami, ale nawet całą watahą. Do smrodu spalonych placków dołączył niemniej, a może nawet bardziej, paskudny smród palonego plastiku – a jakże… W koszu był plastikowy worek, który skrzętnie się stopił i zaczął tlić. Polałam kosz wodą i w tej chwili usłyszałam soczyste łup.

Przez chwilę nie wiedziałam, co to za efekt dźwiękowy, ale wkrótce się przekonałam. To była pieśń zniszczenia, którą zaśpiewał mój zlew.

Jakimś cudem odpadł syfon.

Rzutem na taśmę wpakowałam głowę, pod zlew.

To był błąd za który zapłaciłam potężnym guzem. Wytaszczyłam spod zlewu wszystko to, co tam trzymam, a  można tam znaleźć wiadra, garnki, durszlaki, a przy odrobinie szczęścia nawet zeszłą środę i zaczęłam naprawiać.

źródło: pixabay.com/ foto: Gerd Altmann

źródło: pixabay.com/ foto: Gerd Altmann

Poklęłam sobie przy tym całkiem donośnie, ale szło całkiem dobrze

– Mamo… co na obiad? – usłyszałam znad moich „podzlewnych” czeluści rezonując tak głośno, że rozbiłam sobie nos o resztki syfonu, albo raczej nosem, a mam całkiem pokaźny, znów rozwaliłam syfon.

Po godzinie, naprawiwszy to cudo inżynierii wyczołgałam się i wstawszy z podłogi zaczęłam szykować obiad całkiem poważnie wymierającej z głodu rodzinie. Nastawiłam jakiś makaron, ale nauczona losem placków nie opuściłam kuchni ani na chwilę, nie chcąc narażać nikogo na śmierć głodową i właściwie już byłam na prostej, kiedy usłyszałam dźwięk domofonu. Podejrzliwie łypnęłam na makaron i pobiegłam do drzwi. To był facet z jajami. Tylko bez paskudnych skojarzeń, on po prostu sprzedawał jajka. Odmówiłam, wróciłam na posterunek, makaron był na swoim miejscu, kolejny dźwięk domofonu, jak się okazało, zapowiedział świadków Jehowy. Uporałam się z nimi szybko. Wróciłam, makaron zachowywał się jak należy, znów musiałam biec do drzwi, tym razem sprzedawali, ziemniaki, kapustę, marchewkę – tak to u nas bywa.

Wróciłam. Makaron był na miejscu w formie gigantycznego klucha. Właśnie zaczynał się do mnie złośliwie uśmiechać i robić wredne Pufff, pufff.

Wywaliłam go do ubikacji. Tak, wiem, nie powinnam była tego robić… Zorientowałam się już po godzinie walki przepychaczką.

Zrezygnowałam z gotowania. Zamówiłam jakieś danie na wynos, to znaczy w sumie bardziej na „przynos” i choć pizzy nie lubię, żałowałam, że jej nie zamówiłam, danie było okropne… Zupa taka jakaś burawa, kotlet jakby drewniany, sałatka dawno już wydała ostatnie tchnienie i w tej chwili można ją było nazwać „szmateczkową zalewajką majonezową”. Trudno, głód podobno jest najlepszą przyprawą – stwierdziłam i polazłam do komputera.

W głowie miałam pustkę z iskierkami morderczych myśli, tylko kogo zamordować? Tego kogoś komu obiecałam nieroztropnie napisać do końca tygodnia 20 000 znaków, czy siebie?

Zerknęłam na FB. Dostałam jakąś wiadomość. Była anonimowa. „Pisze pani same durnowate książki, nikt tego nie czyta, niech pani zajmie się czymś pożytecznym!” – przeczytałam i postanowiłam przychylić się do pomysłu autorki listu. Zajmę się czymś pożytecznym, zacznę mordować…

Przy moim szczęściu i zdolnościach zostanę jedyną seryjną morderczynią, którą wsadzą do więzienia, za to, że nikogo nie zamordowała.

                                                                              Iwona Banach

Iwona BanachIwona Banach jest tłumaczką, nauczycielką, mamą dorosłej niepełnosprawnej dziewczynki, pożeraczką książek, szydełkoholiczką i straszną bałaganiarą. Interesuje ją dosłownie wszystko (no, może poza ekonomią i motoryzacją). Szczególnie kreatywna bywa w kuchni, choć rodzina twierdzi, że do jej obiadów zamiast solniczki należałoby dołączać gaśnicę (występujący w powieści pikantny sataraż nauczył ją przyrządzać tata). Nie jest aż tak roztargniona jak Regi, jedna z bohaterek, ale potrafiłaby schować masło do piekarnika, a kota do lodówki (gdyby nie to, że koty to zwierzęta przytomne i głośno protestują). Ta arcysympatyczna i pogodna osoba jest autorką książek Pokonać strach, Chwast, Pocałunek Fauna, Szczęśliwy pech, Lokator do wynajęcia, Czarci krąg, Maski zła oraz tłumaczką: Lilith, Zielone piekło, Za drzwiami, Koniec jest moim początkiem, Mistycy i magowie Tybetu, Migdał, Rzeźnik, Florencka gra, Syn Człowieczy. Otrzymała wyróżnienie w konkursie Twój Styl – Dzienniki Kobiet oraz wyróżnienie w konkursie Najważniejsze jest Niewidoczne dla oczu – za powieść Pokonać strach, pierwszą nagrodę w konkursie wydawnictwa Nasza Księgarnia za powieść Szczęśliwy pech.

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>