OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

 

Baśń o Latającym Rumaku, Henryk Bardijewski – recenzja

Basn.o.latajacym.rumakuTo nietypowa baśń o satyrycznym wydźwięku, napisana pięknym literackim językiem przez wybitnego autora słuchowisk radiowych, opowiadań i powieści Henryka Bardijewskiego, a zilustrowana znakomitą kreską Bohdana Butenki. Poznajmy bliżej ten utwór.

Sięgając po Baśń o Latającym Rumaku nie sposób nie odnotować, że książkę zilustrował jeden z najlepszych, najbardziej charakterystycznych rysowników, tworzący od ponad sześćdziesięciu lat, autor słynnego Gapiszona – Bohdan Butenko. Z daleka można poznać, że to jego dzieło, bo nikt tak jak on nie rysuje okrągłego króla w koronie. Szata graficzna książki ma więc gwarancję jakości -nie może być inaczej, skoro „Butenko pinxit”.
Przyznam, że to właśnie nazwisko ilustratora mnie przyciągnęło do tej  publikacji.

Natomiast autorem tekstu jest Henryk Bardijewski, prozaik i satyryk, należący do literatów starszego pokolenia (ur. 1932 r.), autor słuchowisk radiowych, sztuk scenicznych, tekstów kabaretowych. W latach 1957-75 był redaktorem Polskiego Radia.  Został uhonorowany przez zespół Teatru Polskiego Radia  nagrodą Honorowego Wielkiego Splendoru. Opublikował kilkanaście książek, wśród nich są opowiadania, powieści, satyry. Przetłumaczono je na kilkanaście języków, a sztuki wystawiano w licznych teatrach.  Czy ten ceniony pisarz sprawdza się również w twórczości przeznaczonej dla dzieci?

Sytuacja w kraju rządzonym przez księcia Miraża robi się niewesoła. Społeczeństwo się wykrusza,  bo ludność masowo emigruje, jadąc tam, gdzie jest lepiej. Brakuje rycerzy, służby, wszystkich zawodów – ku niezadowoleni  księżnej-teściowej. Władcę nieudolnie pociesza radca Totum (świetnie wykorzystanie tzw. „nazwiska mówiącego”, ale wątpię, by dzieci znały dawne określenie „totumfacki” – oznaczające osobę zaufaną, uległą, wypełniającą bez sprzeciwu polecenia i rozkazy, często „podlizującą się”). Księciu chodzi po głowie wybudowanie muru wzdłuż granic, uniemożliwienie wyjazdów i przyjazdów. Do kraju powraca jego małżonka Wanda, matka następcy tronu Teo. Tymczasem pojawia się Latający Rumak, zwiastujący pomyślność i dobrobyt. Bieży przez pole, bo „dróg w księstwie mało i trudno na jakąś trafić”. Wszyscy są dobrej myśli. Przybywa  też pułkownik Buława, wysłannik księcia Protona, by doradzać Mirażowi w obliczu nadchodzących trudnych czasów – „nadciąga mianowicie dobrobyt”. Uważa, że trzeba dopomóc Rumakowi poprzez ogólne oświecenie ludności. Najważniejsza stała się oświata. Niestety, w księstwie mają tylko jedną bibliotekę, a w niej jednego bibliotekarza „I chyba jakieś książki… – Nie, pani, tylko bibliotekarza”.
Plany założenia prawdziwej biblioteki i wyższej uczelni, mogą spalić na panewce, bo skąd wezmą  czytelników i studentów, skoro brak w państwie dzieci i młodzieży… Księcia ogarniają wątpliwości i obawy, wszak z dobrobytem trzeba uważać. Powoli powracają poddani (w liczbie trzech) i przybywają cudzoziemcy. Są nawet nauczyciele  – więcej ich niż uczniów. Granice zanikają, a gospodarka rozwija się tak szybko, że księstwo Totuma przegoniło w tej dziedzinie inne kraje – które? Te, które zostały w tyle, wiadomo!
Dochodzi do obrazy majestatu pułkownika Buławy, ten chce się bić, ale Totum  proponuje pojedynek szachowy, tymczasem dworskim szkapom wyrastają skrzydła i odlatują one daleko… Co ciekawe, skrzydeł dostaje też  dworski ulubieniec kot Albo – ma szansę zostać „kotmopolitą”. Wiosną konie wracają, a wraz z nimi Latający Rumak i Rumaczek, by już jako zwykłe konie osiąść na stałe.  A kto przejmie po nich skrzydła?

Baśń o Latającym Rumaku, napisana pięknym literackim językiem, stanowi błyskotliwą satyrę na społeczeństwo i władzę. Piętnuje brak kompetencji, nieudolność, bezmyślność, głupotę, ignorancję. Pokazuje kraj pełen paradoksów, w którym nawet dobrobyt spadający niczym manna z nieba nie poprawia tak naprawdę sytuacji. Ba, stanowi wręcz zagrożenie. W księstwie Miraża zachodząca „dobra zmiana” w rzeczywistości jest złudna, oparta na mitach, wyobrażeniach, a nie na realnych działaniach i świadomych decyzjach.
Nie trzeba być politologiem, by wyłuskać z tekstu Bardijewskiego satyryczne odniesienia do współczesnej sytuacji na naszym rodzimym poletku.

Baśń o Latającym Rumaku nie jest typową baśnią, zdecydowanie bliżej jej do satyry przebranej w bajkowe szaty. Na okładce umieszczono informację „Wiek: 6+”, ale mocno się zastanawiam, czy to raczej nie jest utwór dla dorosłych,  bo dzieci zawartych w nim aluzji nie wychwycą, a wątłą akcją się znudzą. Humor Bardijewskiego oparty na ironii i grotesce niekoniecznie trafia do najmłodszych odbiorców, nawet tych dość dobrze zaznajomionych z różnorodną literaturą, w tym taką wymagającą bardziej abstrakcyjnego myślenia. Książkę przetestowałam na sześciolatce – niestety, lektura się nie przyjęła.
Zdecydowanie polecam starszym czytelnikom, którzy należycie docenią humor i satyryczny wydźwięk tej książeczki oraz miłośnikom charakterystycznego stylu ilustratorskiego B. Butenki.

Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawem autorskim

Basn.o.latajacym.rumaku

Wydawnictwo:Proszyński i S-ka
ISBN: 978-83-8097-098-4
Data wydania: 16.05.2017
Format: 195mm x 196mm
Liczba stron: 96

AGAAgnieszka Grabowska – absolwentka filologii polskiej UJ, nałogowa czytelniczka, blogerka w kratkę. Ambiwertyczka spod znaku Ryb. Po ośmiu godzinach spędzonych zawodowo w zupełnie innej dziedzinie – zabiera się za literki. Ma szczęście w konkursach. Nie wyobraża sobie życia bez książek, kawy, kotów i muzyki. Prywatnie – mama i żona. Nie unika kuchni, choć przydałaby się jej patelnia automatycznie odcinająca Internet w kulminacyjnych momentach pichcenia.
Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>