OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

STRZELA Z ŁUKU NIE ROBIĄC HUKU - wywiad z Magdaleną Jankowską Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY

NAKA SUBA SI – fotoreportaż z Dakaru Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

A DZISIAJ NAPISZĘ WAM ...:

SPRAWDZONE SPOSOBY NA (NIE)PEWNY SUKCES PISARSKI – felieton Iwony Banach Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO :

Powiem wam jak zginął JOE ALEX – polecamy audiobooka Czytaj dalej »

Z GÓRNEJ PÓŁKI:

MASZ NA IMIĘ KAMILA ... Czytaj dalej »

LEKTURACJE:

PEREŁKA WYDAWNICZA: Moja pierwsza mitologia, Katarzyna Marciniak-audiobook Czytaj dalej »

FOTOGALERIA ŻYCIA I PASJI:

LETNIE WSPOMNIENIA – fotogaleria Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

BIOGRAFIE:

GEORGE MICHEL Czytaj dalej »

SEANS NA KANAPIE:

BAŚNIOWA OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI NA JESIENNE, ZIMNE WIECZORY Czytaj dalej »

 

Przecież to nie mógł być ZUS! – felieton Iwony Banach

scrap-2049626_1920Wiecie, jak to jest…Przecież każdy wie! Jasne, że każdy o tym słyszał…
Tak na ogół przyjmujemy wszystkie opowieści dotyczące wizyt w tym, czy innym inspektoracie ZUS-u. Opowieści się mnożą, kawały rozprzestrzeniają się i wprawiają w niezbyt radosny rechot wszystkich dookoła. Problem w tym, że ZUS to coś, co dotyczy wszystkich, tak czy tak, prędzej czy później każdy będzie musiał się tam zjawić i coś załatwić, a tam….

Widmo wizyty w tym przybytku horroru spadło na mnie jak grom z jasnego nieba i powaliło mnie na łopatki. Chciałam to jakoś odwlec, ale z tym upiorem nie zawsze chcieć to móc.

Przez trzy noce nie spałam dręczona wizjami koszmarnych, wielogodzinnych kolejek wijących się jak kopulujące węże ogrodowe, pełnych rozwrzeszczanych kolejkowiczów z rękoma gotowymi do rękoczynów. Zastanawiałam się, czy na sali jest jakaś ochrona i czy nie zabrać ze sobą jakiejś broni żeby sobie w tłumie wyrąbać w razie czego choć odwrót.

Nie spałam też z powodu sprawy, której z pewnością nie załatwię. Wyobrażałam sobie wredne miny panienek z okienek, które dla przyjemności odmówiłyby wody spragnionemu, a lekarzom kazałyby wyrzucić wszystkich jak leci, nawet maleńkie dzieci, z adnotacją „zdolny do służby wojskowej” – nogi odrosną.

Drżałam na całym ciele niepewna, czy zaświadczenie o szczepieniu przeciw wściekliźnie mam przedstawić w okienku numer trzy, czy może jednak u weterynarza i czy wystarczy zaświadczenie o szczepieniu psa, bo może to chodzi o mnie…

Z przerażeniem czytałam kolejne rubryki do wypełnienia. Instrukcje były zapętlone jak najbardziej sadystyczne zadania matematyczne. Jeżeli A to A, a B to B, to zejść do piwnicy na czworakach wyszczekując rytmicznie adres zamieszkania teściowej, w przeciwnym razie wypełnić tabelkę D i załącznik X3998.

Bałam się, że ręce mi odpadną pod stosem makulatury, którą pracowicie wydłubałam, ze wszelkich zakamarków szuflad omijając jedynie oświadczenie majątkowe poprzedniego właściciela mojego psa, ale w ostateczności jednak po nie wróciłam.

Wsiadłam do taksówki.

– Makulaturę chce pani oddać – zapytał kierowca miłym głosem.

– A gdzież tam, do ZUS-u jadę! – kierowca zbladł splunął przez lewe ramię, przeżegnał się i ruszył nie odzywając się do mnie więcej. Lękliwie oglądając się za siebie wysadził mnie pod inspektoratem ZUS i odjechał jakby go gonili.

Weszłam do poczekalni. Była pusta!

– Dopiero ósma, a oni zdążyli już wszystkich wymordować? – zapytałam samą siebie szukając plam krwi na ścianach, ale nie znalazłam, muszą mieć dobrze wyszkolone sprzątaczki. Podeszłam do dziwnej maszyny stojącej w rogu i zastanawiałam się co nacisnąć, w końcu tłukłam po szybie na chybił trafił licząc na łut szczęścia. Udało się maszyna wypluła karteczkę z numerem. Po chwili mechaniczno robotyczny głos jak z terminatora, tyle, że w żeńskim wydaniu poinformował mnie.

– Numer! Osiem tysięcy dwadzieścia trzy! Proszę podejść! Do! Stanowiska numer! Dwanaście – powiedział to takim tonem jakby ogłaszał alarm bombowy.

Roztrącając puste krzesła rzuciłam się biegiem do drzwi sali zabiegowej. A nuż się rozmyślą? Zresztą byłam pewna, że tam w środku aż roi się od wściekłych kolejkowiczów gotowych walczyć o prawo do okienka za pomocą siekier, pieści i gazu pieprzowego.

W sali nie było nikogo.

A pewnie jeszcze jest noc, wreszcie po tylu nieprzespanych gadzinach zasnęłam i śni mi się horror… Zaraz pojawi się tu jakiś zombie i zechce pożreć moje papiery. Będę walczyć!

Podeszłam na drżących nogach do okienka. Ostrożnie pomacałam krzesło, czy aby nie jest czymś w rodzaju pułapki. Kobieta w okienku wyjęła ze stosu kilka papierów. Coś napisała, coś powiedziała – przyznam, że nie słyszałam co mówi, bo z przerażenia zatkało mi uszy. Potem uśmiechnęła się.

Uśmiechnęła się! Wiecie jak się przestraszyłam?!

Uśmiechnęła się i powiedziała:

– Załatwione!

Wróciłam do domu i do teraz nie jestem pewna, gdzie byłam. Czy to na pewno był ZUS? A może po prostu trafiłam do „strefy cienia”? Porwali mnie kosmici? Przecież to nie mógł być ZUS, prawda?

 Iwona Banach
materiał chroniony prawem autorskim

 

scrap-2049626_1920

[Żródło: pixabay.com/autor: arcaion]

Iwona BanachIwona Banach jest tłumaczką, nauczycielką, mamą dorosłej niepełnosprawnej dziewczynki, pożeraczką książek, szydełkoholiczką i straszną bałaganiarą. Interesuje ją dosłownie wszystko (no, może poza ekonomią i motoryzacją). Szczególnie kreatywna bywa w kuchni, choć rodzina twierdzi, że do jej obiadów zamiast solniczki należałoby dołączać gaśnicę (występujący w powieści pikantny sataraż nauczył ją przyrządzać tata). Nie jest aż tak roztargniona jak Regi, jedna z bohaterek, ale potrafiłaby schować masło do piekarnika, a kota do lodówki (gdyby nie to, że koty to zwierzęta przytomne i głośno protestują). Ta arcysympatyczna i pogodna osoba jest autorką książek Pokonać strach, Chwast, Pocałunek Fauna, Szczęśliwy pech, Lokator do wynajęcia, Czarci krąg, Maski zła oraz tłumaczką: Lilith, Zielone piekło, Za drzwiami, Koniec jest moim początkiem, Mistycy i magowie Tybetu, Migdał, Rzeźnik, Florencka gra, Syn Człowieczy. Otrzymała wyróżnienie w konkursie Twój Styl – Dzienniki Kobiet oraz wyróżnienie w konkursie Najważniejsze jest Niewidoczne dla oczu – za powieść Pokonać strach, pierwszą nagrodę w konkursie wydawnictwa Nasza Księgarnia za powieść Szczęśliwy pech.
Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

One Response to Przecież to nie mógł być ZUS! – felieton Iwony Banach

  1. Pani_Wu pisze:

    To absolutnie nie mógł być ZUS! W żadnym wypadku!

    Podobnie jak u mnie :)
    Telefon. Dzwoni pani z ZUS z pytaniem, czy skompletowałam brakujące dokumenty, bo czekają na mnie, chociaż termin dostarczenia tychże dokumentów dawno już minął (Składałam wniosek o nauczycielskie świadczenie kompensacyjne, bo nie miałam etatu. Brakowało czegoś z innego miasta, więc wiadomo, że sprawa potrwa dłużej niż tydzień. Termin 31 maja zbliżał się, czyli koniec ruchu służbowego w oświacie).
    Czekają na mnie po terminie? W urzędzie?
    Ponieważ etat jednak się znalazł zrezygnowałam z zasiłku zwanego kompensówką i postanowiłam dalej odkładać na emeryturę. Pani poprosiła grzecznie, żebym przyniosła pismo, że rezygnuję i ona zamknie sprawę. Podała mi numer pokoju w którym urzęduje i powiedziała, że mogę wejść poza kolejnością, bo na pewno jestem bardzo zajęta.
    Jak przyszłam bardzo mi podziękowała.

    I weź się tu człowieku gniewaj na ZUS!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>