FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

RÓŻOWE LILIE Z SUKHOTAY – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Różowe lilie

Różowe lilie

Za oknem śnieżna i mroźna aura, a my zapraszamy na egzotyczną podróż do Tajlandii, krainy uśmiechu, różowych lilii i bugenwilli. Kim okazał się ubrany na czarno motocyklista i jakie zabytki można podziwiać w dawnej stolicy królestwa Syjamu? O tym opowiada niestrudzona podróżniczka, Danuta Baranowska.

 W czasie mojej kolejnej podróży do Tajlandii postanowiłam zwiedzić starą stolicę królestwa Syjamu – Sukhotay. Rzecz w tym, że autobus, którym podróżowałam z Bangkoku na północ Tajlandii, jechał tylko do Phitsanulok. Od Sukhotay dzieliło mnie około sześćdziesięciu kilometrów. Kiedy stałam na przystanku, zastanawiając się jak tam dojechać, uwagę moją zwrócił motocyklista na pięknym karminowym Kawasaki, ubrany od stóp do głów w czarny kostium i hełm zasłaniający całą twarz. Zupełnie jak z filmu gangsterskiego. Kiedy jednak motocyklista zdjął kask, na ramiona rozsypały się długie czarne włosy. To była dziewczyna. Stałam tak gapiąc się na nią ze zdziwieniem, a ona widząc moje spojrzenie, uśmiechnęła się radośnie i krzyknęła – Hello!
Ten zwyczaj w Tajlandii jest niezmiernie miły. Nie bez powodu Tajlandia jest nazywana krainą uśmiechu. Coś mnie pchnęło w kierunku tej młodej Tajki. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że zaczyna się jedna z ciekawszych przygód, a spotkanie będzie początkiem wspaniałej znajomości.

– Jak mogę dostać się do Sukhotay? – zapytałam. Dziewczyna spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała:

– Jeżeli chcesz, zaczekaj na mnie dziesięć minut. Zaraz wracam do domu . Możesz jechać ze mną. Mieszkam właśnie w Sukhotay. Mam na imię Sirikit.

– Zaczekam – kiwnęłam głową i pomyślałam – Tego jeszcze nie było. Podróż motocyklem. No cóż, i tego należało spróbować.

Kwitnące i pachnące drzewo

Kwitnące i pachnące drzewo

Po niezbyt długiej chwili przytulona do pleców Sirikit mknęłam drogą w kierunku wspaniałych historycznych ruin. Wzdłuż ciągnęły się ryżowiska i palmy kokosowe. Zresztą niewiele było widać, bo motocykl pędził tak, że wszystko wokół tylko migało, a wiatr świstał w uszach, przyjemnie chłodząc rozpalone ciało.

Dziewczyna stanęła na parkingu, obok riksz, dorożek, rowerów. Mnóstwo ludzi kręciło się wokół. Turyści, sprzedawcy pamiątek, jedzenia, wody mineralnej. Widok jak wszędzie w świecie, gdzie znajduje się skupisko ciekawostek historycznych.

– Tam kupisz przewodnik, bo to duży obszar i ciężko się zorientować, co jest najciekawsze. – Powiedz mi jeszcze, skąd jesteś? – zapytała Sirikit.

– Z Polski –  odpowiedziałam, pewna że zaraz padną słowa: “Papa Paul II” i “Walensa”.

Jakież było moje zdziwienie, gdy dziewczyna spojrzała na mnie uważnie, roześmiała się głośno i odezwała się… poprawną polszczyzną.

– Tego się nie spodziewałaś, że tutaj tak daleko od twojego kraju, ktoś mówi po polsku? Widzisz, jaki świat jest mały. Studiowałam medycynę w Polsce. Pół roku temu wróciłam do domu. Pracuję tutaj, ale wybieram się jeszcze na staż do Polski. Może się tam spotkamy. I nie kupuj żadnego przewodnika. Ja pokażę Ci wszystko, całe Sukhotay, a potem zapraszam do siebie.

Od Sirikit dowiedziałam się, że Sukhotay to znaczy „Świt Szczęścia”. Że królestwo to powstało w 1238 roku i era Sukhotay była uważana za złoty wiek w dziejach Syjamu. Był to okres szczęścia, dostatku i rozkwitu. Czas, w którym kształtowała się odrębność Tajów, czas w którym nastąpiło odsunięcie się od wpływów państwa Khmerów, kiedy wprowadzono alfabet tajski i obowiązującą religią stał się buddyzm.

Ruiny tego wspaniałego niegdyś państwa świadczą, że było to okres potęgi, rozwoju sztuki i ekspansji wiary buddyjskiej.

Wejście do Botu w Sukhotay

Wejście do Botu w Sukhotay

Szłyśmy wolno przez ten uroczy Park Historyczny, którego sercem było królewskie miasto z kompleksem świątynnym zwanym Wat, a Sirikit z dużą znajomością historii opowiadała:

 – W skład kompleksu wchodził jeden bot, który jest najważniejszą częścią Watu i oznacza salę wyświęceń. Budynek stoi w centrum kompleksu, a prawo wstępu do niego mają tylko mnisi. Znajduje się tutaj dziesięć wiharnów i około dwustu czedi w wielu wypadkach zachowanych w doskonałym stanie. Wiharn to sala zgromadzeń przeznaczona dla wiernych świeckich i zazwyczaj mieści się w nim wizerunek Buddy. Trzecią ważną częścią Watu są właśnie czedi, czyli stupy w formie wieży pierwotnie przeznaczone na relikwie Buddy, a później na prochy członków rodziny królewskiej. Są to odpowiedniki grobowców. Konstrukcja czedi jest nazwana pąkiem lotosu, a ozdabiano je wysmukłą wąską wieżyczką – skończyła opowiadać Sirikit.

Wejście do Wiharnu

Wejście do Wiharnu

 

Chwilę stałyśmy podziwiając olbrzymi posąg siedzącego Buddy wykonany z cegły i stiuku, który siedzi w specjalnym zagłębieniu murów spoglądając tak samo jak przed laty przed siebie. I dzisiaj jeszcze ludność oddaje mu cześć. Paznokcie u rąk pokryte były złotem, obok leżały kwiaty lotosu, płatki róż i paliły się kadzidełka.

posąg Buddy

posąg Buddy

Potem Tajka pociągnęła mnie za rękę i mówiła dalej:

– Teraz zobaczysz najważniejszą część ideologii Khmerów. Te trzy wieże w kształcie kolb kukurydzy są sanktuariami lingi, czyli fallicznego symbolu boga Siwy. A kwadratowa część wewnątrz środkowej wieży podtrzymuje właśnie fallusa Boga. Ten pierwotny symbol energii i boskiej mocy symbolizuje płodność, zwłaszcza kiedy u podstawy otacza go pierścień w kształcie kobiecej pochwy (joni), który jest jednocześnie naczyniem na świętą wodę.

stupa

stupa

Stupy - falliczne symbole Siwy

Stupy – falliczne symbole Siwy

stupy Sukhotay

Zmęczenie zaczynało dawać się we znaki. Upał był tak wielki, że wydawało się, iż skóry dotyka nie promień słońca, tylko rozżarzone żelazo. Z daleka ujrzałam błysk wody i niewielkie skupisko drzew. Drzewa właśnie kwitły, a kwiaty pachniały oszałamiająco. Powoli skierowałyśmy się w stronę wody. To był słynny święty staw, który porastają wspaniałe lilie różowe, będące jednym z symboli khmerskich świątyń. Widok jest niepowtarzalny, mnóstwo lilii sprawia, że woda wydaje się różowa.

Różowe lilie

Różowe lilie

Potem długo siedziałyśmy na małym patio z tyłu domu, którego dach porośnięty był różową bugenwillą. Ten dom jak bajki, urocza matka Sirikit i przyjęcie jakie mi zgotowano, pozostaną na zawsze w mojej pamięci.

Bugenwilla porastająca dach domu

Bugenwilla porastająca dach domu

 

Tekst i zdjęcia: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawem autorskim

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

Podziel się
Share

One Response to RÓŻOWE LILIE Z SUKHOTAY – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Liliana napisał(a):

    Danusiu, masz cudowne życie, a Życie i Pasję wspaniałą reporterkę 🙂 Ściskam mocno i pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *