FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

WIGILIA INNA NIŻ WSZYSTKIE – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

"Cicha noc" na pustyni

„Cicha noc” na pustyni

Jakie to dziwne! Tylko kilka godzin lotu i zima została daleko. W Polsce śnieg i mróz a tutaj upał, słońce, zieleń palm i kwitnące bugenwille. Te bugenwille pamiętam tak wyraźnie jakby to było wczoraj. Niesamowita ilość białych, czerwonych, pomarańczowych a nawet żółtych kwiatów sprawiała, że trudno było uwierzyć, że to grudzień.

Święta Bożego Narodzenia to najbardziej rodzinne i ciepłe święta. Te cudowne dni każdy stara się spędzić z najbliższymi. Wigilia z opłatkiem, życzeniami, śniegiem, choinką, serdeczną atmosferą sprawia, że święta są pełne magii i niezapomnianych wrażeń.

Zawsze staram się ten czas spędzić w domu z najbliższymi, ale dzisiaj opowiem o zupełnie innej Wigilii. O Wigilii spędzonej pod gorącym afrykańskim niebem. Kiedy parę lat temu nie chciałam opłatka, choinki, całego tego świątecznego klimatu, ale przede wszystkim nie chciałam wspomnień – uciekłam w połowie grudnia do Egiptu. A to kraj muzułmański, którego mieszkańcy wyznają zupełnie inną religię i miałam nadzieję, że nic nie będzie mi przypominać naszej bożonarodzeniowej atmosfery. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że życie przygotowało mi niezwykłą niespodziankę.

Jakie to dziwne! Tylko kilka godzin lotu i zima została daleko. W Polsce śnieg i mróz a tutaj upał, słońce, zieleń palm i kwitnące bugenwille. Te bugenwille pamiętam tak wyraźnie jakby to było wczoraj. Niesamowita ilość białych, czerwonych, pomarańczowych a nawet żółtych kwiatów sprawiała, że trudno było uwierzyć, że to grudzień.

Bugenvilla

Bugenvilla

Chciałam czymś zapełnić czas, aby nie wracać myślami wstecz. Na plaży nie lubię leżeć, postanowiłam więc ten pobyt w Egipcie zamienić na coś zupełnie innego. Codziennie rano wypływałam statkiem szkoleniowym dla płetwonurków w morze. Nie, nie powiem, że zupełnie bez strachu. Bałam się, bałam się jak każdy człowiek, który styka się z czymś nowym, nieznajomym. Pierwsze zejście pod wodę w pełnym rynsztunku było ogromnie stresujące. Kiedy szłam po pokładzie ubrana w piankowy kombinezon, z butlami tlenowymi na plecach i pasem z obciążnikami ołowiowymi, wydawało mi się, że nie sposób się poruszać tam w wodzie, z takim obciążeniem. Ale kiedy zanurzyłam się w krystalicznej wodzie i powoli schodziłam na dno, nie czułam ciężaru, tylko ogromną radość i uniesienie. Byłam tam na dole po prostu szczęśliwa.

Rafa koralowa

Rafa koralowa

To cudowny świat, świat jaki dotychczas oglądałam na filmach, czy w akwariach. Nie sposób opisać kolory roślin i ryb. Rafa koralowa to najpiękniejszy ogród, pełen życia, barw i niezwykłych stworzeń. Dzień Wigilii był dniem odpoczynku w nurkowaniu. Wybrałam się więc na spacer do Sakalii (dzielnica w Hurgadzie), pełnej gwaru, arabskiej muzyki, zapachów palących się nargili, kwiatów i korzeni. Sklepy jubilerskie, z wyrobami skórzanymi, pamiątkami przyciągały oczy dość licznych turystów. I jak zwykle zewsząd słychać było You are from that country?

Sakalla

Sakalla

– z Polski odpowiadałam wesoło i nagle usłyszałam –Bolanda! Merry Christmas! Dziwne były te słowa wypowiedziane przez Egipcjanina w kraju gdzie jest wyznawana inna religia, ale nie powiem, żeby nie było to miłe.

Mój wzrok przyciągnął napis w angielskim i rosyjskim języku.

– Wycieczki jeepami na pustynię – z egipskim przewodnikiem do beduińskiej wioski –

Nie zastanawiałam się nawet przez moment. – To będzie wspaniała rzecz, spędzić wieczór wigilijny wśród Beduinów. Nic nie będzie mi przypominać Świąt Bożego Narodzenia – myślałam w swojej naiwności.

Ali

Ali

W samochodzie, sama mieszanka międzynarodowa. Była tam para Rosjan, dwaj Japończycy, Angielka, Czech, ja oraz małżeństwo Egipcjan – Samach i Ali. Siedziałam naprzeciw nich i ukradkiem spoglądałam w twarz ślicznej dziewczyny, ubranej w tradycyjną chustkę, ale nowoczesne spodnie i kolorową bluzę z długim rękawem. Jej mąż miał na sobie białą galabiję i fantazyjnie zamotaną arafatkę na głowie. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to spotkanie przerodzi się z przyjaźń, która trwa do dzisiaj.

Jeepem rzucało na wszystkie strony. Kierowca wesoły, potężny mężczyzna cieszył się jak dziecko, kiedy pasażerowie pokrzykiwali ze strachu.

Pustynia jest piękna, niezwykła i magiczna. Byłam wielokrotnie w tej cudownej krainie i zawsze mnie ona zachwyca jednakowo. To uczucie wolności, ten wiatr w uszach i słońce rozpalone, aż białe, powietrze drgające od gorąca i wszędzie czerwonawo-brązowy piasko-żwir. Po horyzont, hen daleko. W oddali majaczą góry, które są poprzecinane głębokimi dolinami, gdzie istnieje wegetacja i żyją nieliczne plemiona beduińskie. Straszliwie palące słońce i wszechobecny piasek zasypujący wszystko, niszczą wszelkie życie. A jednak żyją tutaj i ludzie i zwierzęta. W pobliżu oaz lub na północy zatrzymują się wędrowne ptaki, poza tym można spotkać węże, jaszczurki i słynną egipską kobrę faraonów, a z ssaków pojawiają się hieny, szakale i czasami przemknie stado gazeli lub pustynny lisek – fenek wystawi ciekawą główkę za kamienia.

To niewiarygodne, ale tam nie ma żadnego drogowskazu, żadnej wskazówki, której można by się trzymać. Nie ma różnicy, czy jedzie się drogą, którą przed chwilą przejechało kilkanaście jeepów lub przeszła karawana wielbłądów, czy po terenie, po którym nikt nie jechał od tygodni. Tylko Beduini i wielbłądy wiedzą jak poruszać się w zwodniczym terenie.

Beduinka z wielbłądem

Beduinka z wielbłądem

Z daleka ukazały się namioty i chaty. Gdzieś zarżał koń, zaryczał wielbłąd. Gromadka umorusanych dzieci z paluszkami w buzi przyglądała się nam ciekawie. Samah chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku kobiet przygotowujących wieczorny posiłek. Ali poszedł wynająć wielbłądy.

Kiedy już jechaliśmy w stronę gór, ku coraz bardziej chylącemu się ku zachodowi słońcu, kiedy spoglądałam na rozciągającą się bezkresną dal, zrozumiałam Beduinów, ich wieczną wędrówkę, ich niechęć do osiadłego trybu życia. To były cudowne chwile. Spojrzałam na zachodzące słońce, kładące długie cienie na dno doliny i niesamowitym blaskiem płonące na dole ogniska osady, usłyszałam zawodzący śpiew, to poczułam, że mogłabym tak żyć i nie wracać do cywilizacji.

Zachód słońca na pustyni

Zachód słońca na pustyni

Zachód słońca nad pustynią

Zachód słońca nad pustynią

Gdy słońce schowało się za horyzontem, czar prysnął. Zaczęliśmy schodzić ze wzgórza i prowadzeni przez doświadczonych poganiaczy w blasku zapalonych pochodni, wróciliśmy do wsi, gdzie czekały na nas kobiety ze wspaniale pachnącym poczęstunkiem. Beduinki spowite w czarne suknie z zasłoniętymi twarzami, podały arabski chleb pieczony na rozżarzonych w ognisku kamieniach, wspaniale smakujące jagnięce mięso z rożna, jakąś bardzo aromatyczną, ostro przyprawioną, doskonałą zupę, ryż na sypko i na koniec dwa gatunki daktyli i herbatę. Siedzieliśmy jeszcze długo przy ognisku i słuchaliśmy muzyki arabskiej oraz wiatru, który tutaj na pustyni jest nieodłącznym towarzyszem.

Beduinka piekąca chleb

Beduinka piekąca chleb

Wtem dzikie rytmy umilkły. A ja przymknęłam oczy i na chwilę przeniosłam się do Polski. Tam teraz ludzie zasiadają do wigilijnej kolacji, dzielą się opłatkiem, na niebie zalśniła pierwsza gwiazdka, gdzieś zabrzmiała kolęda. Ale ta kolęda była coraz głośniejsza, coraz bardziej realna. Otworzyłam oczy, to była przecież afrykańska noc na pustyni, a jednak tony znanej kolędy słyszałam nadal. To Beduini razem z Alim, śpiewali dla mnie, dla chrześcijan najbardziej znaną na świecie kolędę

…Silent night, Holy night
All is calm, all is bright
Round yon virgin Mother and Child
Holy infant so tender and mild
Sleep in heavenly peace
Sleep in heavenly peace…

"Cicha noc" na pustyni

„Cicha noc” na pustyni

Samah przytuliła mnie mocno i razem ze mną cichutko nuciła tę melodię, którą znają wszyscy ludzie na świecie, bez względu na kolor skóry, wyznanie i narodowość.

Odpoczynek na pustyni

Odpoczynek na pustyni

A nad pustynią świecił niesamowity ogromny księżyc, który tutaj wydaje się być zawieszony jak olbrzymia lampa na granatowym niebie tak nisko, że można prawie sięgnąć ręką do niego.

tekst i zdjęcia: Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

danusiaDanuta Baranowska – stuprocentowy zodiakalny baran, niespokojny duch, aktywnie i entuzjastycznie nastawiona do życia. Jak przystało na znak żywiołu ognia, uwielbia kolor czerwony. Kocha książki w każdej ilości, przyrodę, góry, kawę z kardamonem i koty. Jest właścicielką, a właściwie niewolnicą kota ragdolla o imieniu Misiek. Jej pasją są podróże, zwiedzanie niezwykłych miejsc, poznawanie ciekawych ludzi oraz fotografia.

 

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

2 Responses to WIGILIA INNA NIŻ WSZYSTKIE – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Ewa pisze:

    Jak to jest, że nawet jeżeli uciekamy przed wspomnieniami samolotem, wiele godzin i do innego świata w tym magicznym czasie zawsze wrócą….Ściskam mocno. Piękna opowieść wigilijna!!

  2. jagajaga pisze:

    Niesamowita opowieść jak dobrze takie coś przeżyć.Wiem że na Bawari ludzie nie bardzo przywiązują uwagę wieczerzy wigilijnej jest to dla nich normalna kolacja.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>