FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

“W LABRYNTACH MEDYNY” – fotoreportaż z podróży Danuty Baranowskiej

widok medyny“Wspaniały widok na stare miasto rozciąga się ze wzgórza północnego. Słońce swoimi promieniami otacza to niezwykłe miejsce. Blask sprawia, że medyna w lekkiej porannej mgiełce, przybiera barwę piaskową. Przez pięknie rzeźbioną i dekorowaną mozaiką bramę Bab Bou Jeloud prowadzi wejście do tego słynnego na całą Afrykę miejsca.” – przeczytajcie kolejny fotoreportaż z podróży Danuty Baranowskiej.

Fez – bajkowe miasto z tysiąca i jednej nocy, miasto będące centrum intelektualnym i kulturalnym. Jedno z najstarszych miejsc – duchowa i religijna stolica Maroka tętni życiem niemal przez całą dobę.

Fez dzieli się na trzy części. Najstarsza – zabytek UNESCO –  założona w 789 roku przez Idrysa II. Część nowa założona przez Merynidów w 1276 roku i część najnowsza zbudowana przez Francuzów.

Najciekawsza jest jednak medyna. Medyna oznacza starą dzielnicę arabskich miast. Medyna to także najsłynniejsze miasto Proroka czyli Madinat an Nabi w Arabii Saudyjskiej na Półwyspie Arabskim, do którego Mahomet uciekł z Mekki. Jest to ogromny ośrodek kultu religijnego będący celem pielgrzymek muzułmanów.

Medyna to również najstarsza, zabytkowa część miasta we wszystkich krajach muzułmańskich. Marokańska medyna w Fezie jest uważana za najbardziej efektowną w świecie arabskim. Plątanina około dziewięciu tysięcy wąskich, krętych uliczek, gdzie poruszanie się turysty bez miejscowego przewodnika jest niemożliwe – sprawia niesamowite wrażenie

uliczka medyny

Wspaniały widok na stare miasto rozciąga się ze wzgórza północnego. Słońce swoimi promieniami otacza to niezwykłe miejsce. Blask sprawia, że medyna w lekkiej porannej mgiełce, przybiera barwę piaskową. Przez pięknie rzeźbioną i dekorowaną mozaiką bramę Bab Bou Jeloud prowadzi wejście do tego słynnego na całą Afrykę miejsca.

widok medyny

Życie tutaj niewiele się zmieniło w ciągu tysiąca lat. Toczy się leniwie swoim rytmem. Ludzie pracują, wytwarzają artykuły potrzebne do życia, handlują, uczą się, uczęszczają do meczetów, do łaźni, na targ. I wszystko to wśród wąskich uliczek, wśród wysokich murów, gdzie za ciężkimi drzwiami, pięknie rzeźbionymi, lub malowanymi, znajdują się przestronne ciche domy, z centralnym dziedzińcem i zawsze z fontanną. Marokańczycy kochają wodę. Wszędzie widać niezwykłe ujęcia wodne, marmurowe fontanny, baseny do rytualnych ablucji. A wszystko to jest zdobione mozaiką, rzeźbione i podświetlone. Publiczna studnia Nejjarine w medynie należy do najpiękniejszych w Fezie.

studnia w medynie

Medyna mimo wrażenia chaosu jest doskonale zorganizowana. Dzieli się na dzielnice, z których każda posiada swój meczet, szkołę koraniczną czyli medresę, łaźnię, studnię-fontannę i piekarnię. Chleb pachnący, ciepły, inny niż  u nas w Polsce, ale niezwykle smaczny stał się moim przysmakiem. Z przyjemnością kupowałam go na straganach obok piekarni, gdzie w był wypiekany prastarych, glinianych piecach.

chleb

 

Powoli uważając pod nogi, żeby nie nadepnąć któregoś z kotów, jakich setki mieszkają w medynie, wędrowałam w kierunku targu. Dochodził stamtąd gwar, ale i zapach ziół, ostra woń mięty, drewna, skór… Co chwila rozlegał się okrzyk „Balek!” (Z drogi!). I wąską uliczką dreptał osioł lub obładowany muł.

Część owocowo- jarzynowa jest chyba największa. Stargany, kosze, worki, pełne znanych i nieznanych warzyw, kolorowych i pachnących owoców. Suszone daktyle, figi, rodzynki, orzechy, migdały. Dalej przyprawy, zioła, korzenie, wszystko to stanowi wspaniały widok. Drobne marokańskie ciasteczka w ogromnych ilościach, kolorowe, poukładane w piramidy przypomniały mi, że jestem głodna. Trochę owoców z drzewa poziomkowego i przepyszny chleb i już mogłam wędrować dalej.

słodkości

na targu

Minęłam jakieś zaułki i długą uliczkę. Nagle w nozdrza uderzył okropny zapach. Jakże dobrze zrobiłam, że wcześniej zjadłam. Smród, który tutaj się unosił był niemal nie do zniesienia. Nie wiedziałam wtedy, że są tutaj, w medynie smrody, jeszcze gorsze od rozkładających się odpadów ryb. Weszłam na targ rybny i mięsny. Świeże ryby, kalmary, ślimaki przyciągają mewy i rybitwy. Wielkie, głośne ptaszyska siedziały na dachach i czekały na dogodny moment, żeby coś dobrego porwać. Tak wielkich ptaków jeszcze nie widziałam. Prawie tak duże jak nasze  kaczki, przypominały mi słynny film Alfreda Hitchcocka.

targ rybny

Minęłam szybko targ z rybami i zaczęłam buszować wśród szali, materiałów, dywanów, wyrobów skórzanych, srebrnej biżuterii i innych ozdobnych drobiazgów. Wszystko było kolorowe, błyszczące, bogato zdobione, wyszywane. Można było tutaj znaleźć mnóstwo   pantofli skórzanych z charakterystycznie przydeptaną piętą. To tradycyjne obuwie marokańskie tzw. bobouches, które noszą jednakowo mężczyźni i kobiety.

Minęłam wejście do grobu Mulaja Idrysa II założyciela miasta. Wejść tam jako niewiernej mi nie mogłam, ale zerknęłam przez otwarte drzwi, podziwiając bogate zdobienia w sali modlitw i wspaniałe kandelabry.

grob Mulaja Idrysa II

Z boku rozległ się przenikliwy odgłos bębnów i jakiś głośnych instrumentów. Oczom moim ukazała się uliczna orkiestra. Kilku młodych ludzi tańczyło i grało, czyniąc na wąskiej uliczce ogromny hałas. Ale ten hałas nie był przykry. Miał jakąś  radosną siłę, jakąś moc, która udzielała się wszystkim wokół. Aż chciało się śpiewać i tańczyć. Atmosfera stała się rzeczywiście niezwykła. Ludzie uśmiechali się i chętnie dawali po kilka dirhamów, a chłopcy grali, tańczyli i zarażali wszystkich swoją wesołością.

uliczna orkiestra

Szłam w kierunku wyjścia z medyny, kiedy poraził mnie zaduch, okropny zapach, wręcz odór. Smrodek na rybnym targu, w porównaniu z tym czymś, był przecudnym zapachem.

Z boku wyskoczył mały chłopak i podał mi wiązkę mięty, pokazując na migi, że mam ją wąchać. I rzeczywiście, jaka ulga! Ostry zapach mięty zabija smród. I nagle zrozumiałam. To przecież garbarnie i farbiarnie skór, z których słynie Fez.

Ale o to już inna opowieść.

Tekst i fotografie – Danuta Baranowska

 

Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *