FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

„JESTEM SKRAJNIE TWÓRCZA” – rozmowa z Iwoną Banach

ibJeśli chcecie się dowiedzieć, co zainspirowało autorkę popularnych powieści komediowych do napisania thrillera, jakiego gatunku raczej by się nie podjęła, dlaczego kocha tłumaczyć książki, a także od jakiej pasji „jest na odwyku” – zapraszam do przeczytania wywiadu z Iwoną Banach. Nasz magazyn ma przyjemność patronować medialnie jej najnowszej powieści: Maski zła.

Agnieszka Grabowska: Dzień dobry, Pani Iwono! Rok temu opowiadała Pani na łamach naszego magazynu o swoich doświadczeniach z nauczaniem w szkole języka obcego, dziś spotykamy się, by porozmawiać głównie o książkach. Szczególnie o tej najnowszej, która przebojem zdobywa serca czytelników. Jak się czuje autorka, wobec takiego – nie bójmy się użyć tego słowa – sukcesu?

Iwona Banach: Sukces jako pojęcie jest sprawą względną, po prostu cieszy mnie to, że książka jest, że znalazła wydawcę, że ktoś ją czyta. To jest dla mnie najważniejsze. Dodatkowo cieszę się, że wyszłam z „szufladki” śmieszka, choć wcale nie twierdzę, że nie będę do niej jeszcze zaglądać. Sukcesem w tym wypadku jest dla mnie już samo to, że podołałam zadaniu, które sobie postawiłam, a o sukcesie czytelniczym za wcześnie jeszcze nie tylko mówić, ale nawet myśleć. Choć nie powiem, oczywiście o nim marzę, jak każdy piszący. Nie ma książki bez czytelnika, ale przed Maskami jeszcze długa droga.

Wydawnictwo Szara Godzina, 2016

Wydawnictwo Szara Godzina, 2016

A.G.: Maski zła to, jeśli dobrze liczę, ósma powieść, jaką Pani opublikowała. Dużą popularnością cieszyły się przezabawne komedie Klątwa utopców, Szczęśliwy pech i Lokator do wynajęcia. Tym razem mamy do czynienia z psychologicznym thrillerem. Skąd ten zwrot o 180 stopni w zakresie tematyki i gatunku?

I.B.: Lubię próbować nowych rzeczy, lubię się sprawdzać. Szybko się nudzę konwencją i gatunkiem, a na dodatek bardzo interesuję się psychologią. Zawsze fascynowała mnie ta mroczniejsza strona życia, nie tępe zło „po pijaku” zabijające na oślep, ale właśnie takie mroczne, ukryte zło, które samo siebie usprawiedliwia czymś wyższym, jakimś „dobrem” czy „zasadami”, zresztą nawet te śmieszne komedie też nie są aż takie pogodne, bawi raczej ich forma, a nie treść, bo taka Kusiakowa z Klątwy utopców w prawdziwym życiu byłaby koszmarem, a nie powodem do śmiechu, cała sytuacja jaka opisana jest w Czarcim kręgu też mogłaby być tematem na bardzo mocny thriller. Wystarczyłoby to napisać inaczej. Na dodatek jestem skrajnie twórcza i to określenie „skrajnie” wcale nie jest przesadą, ani też zaletą.

Wydawnictwo Szara Godzina, 2016

Wydawnictw Szara Godzina, 2016

A.G.: Co stanowiło inspirację do napisania Masek…?

I.B.: Odbiór świata. Każdy odbiera świat inaczej, tym bardziej dzieci. Zdarzyło mi się spotkać bardzo skrzywdzone dzieci, które jakimś cudem wciąż tęskniły za osobami, miejscami, domem, który je krzywdził. Zastanawiałam się jakie mają sposoby na „porządkowanie” swojego świata, jak mocno go sobie układają po swojemu, co mają w głowach i dlaczego często nie widzą i nie wiedzą, że dzieje im się krzywda? Jak to wszystko sobie tłumaczą? Nikomu nic nie mówią, nie przyznają się. Usprawiedliwiają oprawców. Dlaczego często potwornie maltretowane, biorą winę na siebie… Dlaczego uważają to za normę? Wtedy właśnie pojawiła się postać Katarzyny Kunetz, a cała reszta poszła już za nią.

A.G.: Przyznaję się, że podczas lektury miałam ciarki. Pojawił się taki – nie wiem jak to nazwać – niepokój, że choć to wszystko fikcja, to podobny instytut może gdzieś kiedyś istniał…

I.B.: Problem polega na tym, że w latach dziewięćdziesiątych słyszało się o takich rzeczach, o tych dziwacznych, nie do końca legalnych adopcjach, a nawet o takich przechowalniach. Sama o tym słyszałam, pytanie teraz czy to była tylko jakaś legenda miejska powtarzana z ust do ust jak bajki o „czarnej wołdze” czy zawierała jakieś ziarnko prawdy? Wtedy internet, przynajmniej w Polsce, nie był powszechnie dostępny, więc nie było jak weryfikować takich wiadomości, a zapadały w pamięć.

A.G.: Niestety, toksyczni, źli ludzie pokroju postaci takich jak babka Kunetzowa, czy pani doktorowa istnieją naprawdę, choć niekoniecznie w skali 1:1. Dla nich nie istnieją granice, oczywiście z ich obsesyjnego punktu widzenia. Kryją się pod maskami zwyczajności. Czy istnieje jakiś sposób, by ich zdemaskować, by uratować ich ewentualne ofiary oraz ich samych?

I.B.: To trudne, bo tylko osoby patrzące z zewnątrz są w stanie ocenić co jest dobre, złe, prawdziwe. Osoby tkwiące wewnątrz układu są całkowicie bezbronne. Tak jak maltretowane żony, które twierdzą, że mąż je kocha, a te siniaki, to ich wina, bo „coś tam” zawaliły. I to jest błędne koło.
Żyjemy w kulturze siły, stąd słabszemu nikt nie pomoże, paradoksalnie właśnie dlatego, że jest słabszy. Co usłyszymy, kiedy potrzebujemy pomocy? „Musisz dać sobie radę”, „Bądź silny”, „Poradzisz sobie” zamiast na przykład: „Jak ci pomóc?”. Dlatego bardzo trudno zdemaskować kogoś, kto znęca się (psychicznie, fizycznie, ekonomicznie) nad drugim człowiekiem bo ofiara nic nie powie, kat się nie przyzna, a otoczenie milcząco przyzwala.

A.G.: Fragmenty dotyczące głosów w głowie Katarzyny, tych dziwnych bytów, są niesamowite. Skąd pomysł na taką formę? Jakim udało się tak sugestywnie przedstawić to, co dzieje się w głowie osoby chorej psychicznie, szalonej?

I.B.: Tu zadziałały dwa czynniki. Po pierwsze moja skrajna kreatywność. Pomyślałam kiedyś, że pisze się książki w pierwszej osobie, w trzeciej – jakby od narratora, czasami w drugiej na przykład w formie epistolograficznej i nagle powstało w mojej głowie pytanie, a co by było jakbym napisała w pierwszej osobie liczby mnogiej?
Reszta pojawiła się sama.
Druga sprawa, to jest to szaleństwo… Hmmm, nie uważam się za osobę całkowicie normalną. Jestem w stanie w ciągu sekundy wyobrazić sobie każdą możliwą i niemożliwą katastrofę. Kiedy widzę cierpiące zwierzę, czy człowieka, ja po prostu to czuję. Odczuwam fizyczny dyskomfort. To bywa okropne. I wcale nie jest dobre, pozwala mi to natomiast łatwiej wyobrazić sobie co ten ktoś czuje. Osoby w Katarzynie czują różnie, każde inaczej odbiera ich wspólną rzeczywistość. Każda z tych osób jest skutkiem jakiejś traumy, jest środkiem do radzenia sobie z kolejnym ciosem losu. To bardziej samoobrona niż szaleństwo, choć bardzo odbiega od normy.

"Chwast", "Pokonać strach" oraz "Pocałunek Fauna"- to książki o poważnej tematyce.

Obok dwóch powieści komediowych – książki o poważnej tematyce.

A.G.: Jak długo powstawała ta znakomicie skomponowana, kunsztownie zawikłana, dwutorowa fabuła?

Ta książka ma dość nietypową historię. W 2011 roku została „pożarta” przez twardy dysk. Byłam na tyle głupia, że nie robiłam kopii zapasowych. Po tej katastrofie zniknęła cała gotowa powieść, (tylko oszaleć), na szczęście zostały te fragmenty, które w książce są napisane kursywą, bo były przeniesione do sprawdzenia na inny komputer…
Musiałam więc odtwarzać wszystko co przepadło, ale się nie dało. To było po prostu niemożliwe. Powstała zupełnie inna powieść. Może to dobrze? Ta wydaje mi się ciekawsza i dojrzalsza.
Tak więc nie jestem w stanie powiedzieć, ile czasu była pisana. I krótko, bo „pierwsza wersja” była pisana około miesiąca, i długo, bo po komputerowej katastrofie nie umiałam się pozbierać i wróciłam do tematu dopiero po kilku latach.

A.G.: Czy po napisaniu Masek zła musiała Pani jakoś odreagować? Ja po przeczytaniu długo nie mogłam ochłonąć. Trudno się otrząsnąć po takich przeżyciach.

I.B.: Było odwrotnie. To właśnie ta książka była dla mnie czymś w rodzaju odreagowywania. Tyle się widzi strasznych rzeczy i to w człowieku zostaje, tu dziecko w śmietniku, tu gwałt na ośmiomiesięcznej dziewczynce, tu pobity trzylatek… To we mnie siedzi i napisanie takiej książki pomaga mi odreagować rzeczywistość. Nie to, że przestanę o tym myśleć, ale jakoś wyrzucam to z siebie.

A.G.: Wiem, że lubi Pani wyzwania, ale czy są tematy i gatunki, których wolałaby nie podejmować?

I.B.: Nie wiem tego z cała pewnością, ale nie sądzę, żebym umiała napisać erotyk. Nie wiem też, czy bym chciała umieć. Nie napiszę romansu, bo nie lubię ckliwości łez i bzów, pewnie nie napiszę obyczajówki, bo jak tylko zaczynam pisać coś obyczajowego, to któryś z moich bohaterów natychmiast ma ochotę kogoś zamordować i to wydaje mi się o wiele ciekawsze niż dylematy moralne związane ze zdradami czy miłością.

Powieści komediowe ukazały się w serii "Babie lato"

Powieści komediowe ukazały się w serii „Babie tato”

A.G.: Czytelnicy, w tym ja, oczekują z ciekawością na kolejne książki Pani autorstwa. Tym razem czego możemy się spodziewać?

I.B.: Nie wiem. W tej chwili tłumaczę książkę dla wydawnictwa i to zajmuje mi mnóstwo czasu, więc mam małe szanse na pisanie, poza tym jestem na rozdrożu. Nie wiem, co pisać, śmieszyć czy straszyć? Takie rozdroże jest czymś paskudnym, bo nie chcę pisać do szuflady więc muszę się poważnie zastanowić. W głowie coś tam jest, ale na papier jeszcze się nie wybiera…

A.G.: Jest Pani tłumaczką z języków włoskiego francuskiego, z kilkunastoma już książkami w dorobku translatorskim. Co sprawia największą trudność podczas pracy nad przekładem? Odczuwa Pani czasem pokusę, by co nieco poprawić autora?

I.B.: Kocham tłumaczyć i kocham trudne tłumaczenia, wymagające gry słowne, ciekawe idiomy, niespotykane zwroty, więc im tłumaczenie trudniejsze tym praca ciekawsza, najbardziej wymagające są jednak idiomy, bo nie można ich tłumaczyć dosłownie, trzeba znaleźć coś, co je zastąpi w języku polskim, a nie zawsze łatwo coś takiego znaleźć (choć jak się bardzo chce, to się zawsze coś znajdzie).
Co do poprawiania autora, to nawet gdybym chciała, to nie mogę, tego się po prostu nie robi, ale mam to szczęście, że jednak literatura francuska i włoska stoi na bardzo wysokim poziomie i książki, które tłumaczę to prawdziwe perełki.

Wybrane książki w przekładzie Iwony Banach

Wybrane książki w przekładzie Iwony Banach

A.G.: Chciałaby Pani przetłumaczyć kiedyś swoje własne powieści? Zastanawiam się nad komediami, ale wydaje mi się, że Maski zła spokojnie by się przyjęły w innych krajach.

I.B.: Sama oczywiście bym nie tłumaczyła (uważam, że literaturę powinien tłumaczyć człowiek z sercem i korzeniami w kulturze języka na który tłumaczy, bo literatura to jednak coś więcej niż li tylko język), ale gdyby była taka możliwość to jasne, taka możliwość to wielkie marzenie każdego autora. Ma pani rację Maski dałoby się przetłumaczyć, bez większego kłopotu natomiast te śmieszne mogłyby być trudniejsze do przetłumaczenia, szczególnie Klątwa utopców i Lokator do wynajęcia, bo jest tam dużo gwary i dowcipu językowego, który często bywa w ogóle nieprzetłumaczalny.

A.G.: Zagaję jeszcze o pasje. Podobno jest Pani szydełkoholiczką… Co ciekawego Pani ostatnio wydziergała?

I.B.: Jestem szydełkoholiczką na odwyku… Mam tony włóczek, nici i różnych cudnych materiałów, ale nie mam czasu. Czas to przy takiej pasji czynnik nieodzowny. Tak więc ostatnio zdradziłam szydełko, druty i wszelkie robótki, może zimą wrócą?
Mam też kilka innych pasji, które to cichną, to znów się uzewnętrzniają. To zależy od wielu czynników, no i bardzo dużo czytam.

A.G.: Mam nadzieję, że wydzierga Pani jeszcze wiele powieści, o których będziemy mogły porozmawiać. Dziękuję serdecznie za poświęcony czas.

I.B.: Ja też mam nadzieję, bo nic mnie nie przeraża bardziej niż myśl, że nigdy więcej nie uda mi się napisać niczego sensownego. Dziękuję za ciekawe pytania i patronat. Było mi bardzo miło.

Nie wiem, co pisać, śmieszyć czy straszyć? - zastanawia się autorka.

Nie wiem, co pisać, śmieszyć czy straszyć? – zastanawia się autorka.

Iwona Banach – rodowita mieszkanka Bolesławca, absolwentka filologii romańskiej i resocjalizacji, językowiec, tłumaczka literatury włoskiej i francuskiej, miłośniczka komputerów, szydełkowania i czytania, poszukująca nowych wyzwań marzycielka.

 

Opracowała: Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawem autorskim

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

3 Responses to „JESTEM SKRAJNIE TWÓRCZA” – rozmowa z Iwoną Banach

  1. […] bywa kosztowny…” A DZISIAJ NAPISZĘ WAM… CZ. 2 „Zuzka” A DZISIAJ NAPISZĘ WAM… CZ.1 JESTEM SKRAJNIE TWÓRCZA – rozmowa z Iwoną Banach DLACZEGO IWONA BANACH PRZEGONIŁA WYJĄCE […]

  2. […] TAKŻE: JESTEM SKRAJNIE TWÓRCZA – rozmowa z Iwoną Banach DLACZEGO IWONA BANACH PRZEGONIŁA WYJĄCE […]

  3. […] TAKŻE: JESTEM SKRAJNIE TWÓRCZA – rozmowa z Iwoną Banach DLACZEGO IWONA BANACH PRZEGONIŁA WYJĄCE […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>