FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

OPIUMOWYM SZLAKIEM – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

Bilao17Mówią, że Birma jest jednym z najpiękniejszych krajów Azji. Uroczy zakątek świata z niezliczonymi zabytkami, z przepiękną tropikalną przyrodą, uśmiechniętymi, otwartymi i niezwykle gościnnymi ludźmi, którzy mimo biedy i twardego reżimu, wydają się być szczęśliwi. Oni się cieszą, że przeżyli spokojnie następny dzień, że nie było zamieszek zbrojnych o narkotyki.

Kiedy mój niezastąpiony przewodnik Szon zapytał mnie, czy mam ochotę na wypad do Birmy, mimo zdumienia, nie wahałam się nawet sekundy.

Wiedziałam, że do tego rządzonego przez juntę wojskową kraju, wyprawa drogą lądową jest prawie niemożliwa. Praktycznie biorąc, przejścia drogowe z Tajlandii do Birmy są niedostępne dla turystów. Wyjątek stanowi Tachileik, gdzie wszystko jest możliwe. Pieniądze i przewodnik tajski otworzyły drogę. Szon pokręcił się koło pograniczników, coś tam zagadał i po chwili wrócił do mnie z przepustką na jednodniowy pobyt.

W Birmie (obecnie Myanmar), gdzie istnieje reżim wojskowy, rząd zgadza się na utrzymywanie wielkich plantacji narkotyków, których sprzedaż jest źródłem dewiz dla kraju. Ale to najbiedniejszy kraj w tej części świata. Niektóre rejony Myanmar kontrolowane są przez bossów narkotykowych lub przywódców plemiennych. Wielu Birmańczyków, zwłaszcza z plemion prześladowanych przez rząd, ucieka do sąsiedniej Tajlandii.

Bilao24

Mówią, że Birma jest jednym z najpiękniejszych krajów Azji. Uroczy zakątek świata z niezliczonymi zabytkami, z przepiękną tropikalną przyrodą, uśmiechniętymi, otwartymi i niezwykle gościnnymi ludźmi, którzy mimo biedy i twardego reżimu, wydają się być szczęśliwi. Oni się cieszą, że przeżyli spokojnie następny dzień, że nie było zamieszek zbrojnych o narkotyki.

Granicę przeszliśmy pieszo i zaraz porwał nas tłum ludzi. To słynny targ graniczny, jeden z największych w tej części Azji. Tutaj można kupić wszystko. Znane marki Sony, Philips, Coco Chanel, Armani, Gucci, Puma, Nike, aż biją w oczy. Tylko, że te marki, to wszystko doskonałe podróbki. Nie różnią się na pierwszy rzut oka niczym od prawdziwych.

Bilao14

Gwar, hałas, muzyka, jedzenie, przyprawy, owoce. Kolorowy zawrót głowy. I wszystko to tonie w słodkawym, dziwnym zapachu.

To opium – powiedział Szon i szybkim krokiem skierował się na parking, gdzie smród spalin i hałas pracujących silników był prawie nie do wytrzymania.

Tak hałasują motorowe riksze, zwane songthaewami i zatruwają przy okazji i tak zatrute już powietrze,. Po niedługiej chwili jedną z  nich opuściliśmy miasto.

Rikszarz kierował się do starej kmerskiej świątyni poświęconej duchom Nat. Według birmańskich wierzeń duchy Nat to legendarne postacie, które po śmierci postanowiły nie opuszczać tego świata, lecz pozostać na nim by pomagać żywym.

Wejścia do Świątyni strzeże przepiękny biały słoń. Buty należy zostawić na zewnątrz, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż chłód posadzki sprawia szaloną przyjemność bosym stopom, ponieważ upał tutaj był wprost niewiarygodny. Aż wierzyć się nie chce, że to pora chłodna.

Na dziedzińcu otoczonym murem, ozdobionym motywami religijnymi, gdzie biała marmurowa posadzka cudownie kontrastuje z niesamowicie błyszczącą w słońcu złotą stupą (kopiec, szczyt, najprostszy typ sakralnej budowli buddyjskiej) i pochodem posągów złotych mnichów jako uczniów Buddy z misami ofiarnymi (tam mnisi jedzą i mają to, co dostaną od ludzi), sprawia, niezwykłe wrażenie.

Bilao19

We wnętrzu świątyni znajduje się posąg Buddy obsypany mnóstwem kwiatów, na ścianach widnieją malowidła przedstawiające życie mnichów. Mnisi w pomarańczowych szatach, w ciszy i skupieniu spacerują, szepcząc modlitwy. Odwiedzający świątynię mieszkańcy składają ofiary z kwiatów, pożywienia, napojów, palą kadzidełka, kontemplują…

Taka cisza, spokój i natchnienie sprawiają, że człowiek czuje się w tym miejscu bardzo mały.

Jak okiem sięgnąć widać wzgórza porośnięte zielenią. To dżungla. Bujna, kipiąca, żyjąca swoim życiem.

Gdzieś w tych górach, są ukryte, zapomniane wioski i plantacje maku, przy których ciężko pracują  ludzie za miskę ryżu oraz wytwórnie opium. Tam kilogramy opium przetwarza się na czystą heroinę. Z hektara maku można otrzymać nawet dziesięć kilogramów czystego opium. A plemiona górskie wciąż mogą go wytwarzać oficjalnie.

Twarze birmańskich kobiet i dzieci pokrywa beżowy makijaż wykonany startą na proszek korą drzewa thanaka, który zdobi oraz chroni przed słońcem.

Urocze dziecko podbiega do Szona, który bierze je na ręce. Jemu wolno, ale mnie jako białej raczej taki kontakt jest nie wskazany. Dziecko jest uważane za najważniejsze dobro i obcy nie powinien go dotykać, a na pewno nie wolno wykonać gestu tak normalnego u nas, a uważanego za niedopuszczalny w Birmie, Tajlandii i Laosie, a mianowicie: nie wolno głaskać dziecka po głowie. Dla wyznawców buddyzmu głowa jest pewnego rodzaju tabu.

Mimo że ludzie tutaj są biedni, mimo że często całodniowym pożywieniem jest garść ryżu, to nie żałują pieniędzy na klasztory i świątynie. Na ołtarzach leżą zawsze świeże owoce, napoje, papierosy, kwiaty, ale oni wierzą, że to jedyny sposób, aby zapewnić sobie materialne powodzenie w następnym wcieleniu. Że to co ofiarują świątyni w tym życiu, wróci do nich w następnym.

Bilao17

W ciszy grupka wyznawców buddyzmu fotografuje się na tle posągu złotego Buddy. To młodzież z nauczycielkami. Takie zdjęcie jest wielką pamiątką, a wycieczka najwspanialszą przeżyciem. Te dzieci nie mają wiele radości w życiu. Kiedy skończą szkołę, o ile skończą, jeżeli rebelianci nie zniszczą wioski i szkoły, rozpoczynają pracę na plantacji maku. Idą pracować do wytwórni opium.

– Wielu z nich skończy jako wynędzniali narkomani – stwierdził Szon, przywołując ręką rikszarza.

Po chwili cuchnąca spalinami riksza ruszyła w góry. Być tutaj i nie zobaczyć wioski birmańskiej, to tak jakby nie widziało się nic. Zostawiliśmy za sobą miejski tłum i gwar. Asfalt się skończył i rykszarz zatrzymał swój wehikuł. Dalej poszliśmy pieszo. A uśmiechnięty Birmańczyk miał czekać na nas w upalnym słońcu nawet kilka godzin. Wiedział, że taki zarobek nie trafia się często.

Droga stała się piaszczysta, wokół pleniła się rozbuchana zieleń. Gdzieś krzyknął spłoszony ptak. Dał się słyszeć szum wody. Niewielka rzeczka toczyła swoje bure wody przez dżunglę. Po drugiej stronie rzeki widniały zabudowania. Drewniany most kołysał się niebezpiecznie. Po chwili weszliśmy do wsi. Zobaczyliśmy maleńkie chaty na palach służące właściwie tylko do spania, z dachami wystającymi daleko nad uliczkę, chroniąc od słońca i deszczu.

Całe życie i egzystencja mieszkańców wsi toczy się na ulicy. Tutaj znajdują się prymitywne warsztaty tkackie, tutaj z trzciny wyplata się kapelusze, tutaj bawią się dzieci, gospodynie gotują posiłek. Mnóstwo orzeszków arachidowych na płachtach schnie w słońcu. Bo orzeszki bezpośrednio po zbiorze są miękkie i mają smak gotowanej fasoli, dopiero po wysuszeniu są takie jak my znamy z naszych sklepów.

Bilao11

Bilao13

Bezzębna staruszka poczęstowała mnie nimi uśmiechając się serdecznie, inna na liściu podała mi kilka gorących sajgonek. Ludzie są niezwykle gościnni, mimo ogromnej biedy, próby płacenia poczytali by za obrazę. Żeby jakoś się odwdzięczyć kupiłam pięknie tkany pasek do sukienki i plemienną fajkę. Udało mi się także kupić odważnik do opium. Jest bardzo stary ma ze dwieście lat i tak maleńki, że musiałam bardzo uważać, żeby go nie zgubić. Ma wielkość około dwóch centymetrów.

Niedaleko w dżungli znajduje się wytwórnia opium, więc we wsi panuje słodkawy zapach. Dalej są pola makowe, ale tam nawet nie wolno było nawet zerknąć, nie mówiąc o robieniu zdjęć..

Dzień powoli zbliżał się ku końcowi. Rykszarz czekał na nas drzemiąc w cieniu kokosowej palmy. Po niedługim czasie zatrzymał się na granicznym parkingu. Jeszcze tylko kilka chwil wśród straganów, parę zdjęć i trzeba wracać. I znowu pieszo przez bramę – most graniczny i Birma została za nami. Dzień spędzony w Myanmar był niezwykły, a zapach opium pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

Tekst i zdjęcia Danuta Baranowska
materiał chroniony prawami autorskimi

 

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

5 Responses to OPIUMOWYM SZLAKIEM – fotoreportaż Danuty Baranowskiej

  1. Grazyna M.Mamaj pisze:

    Love it! Swietnie oddana atmosfera. Ciekawa jestem czy od zapachu opium mozna zrobic sie high?

  2. Liliana pisze:

    Jak zwykle pieknie i ciekawie :)

  3. jagajaga pisze:

    Piękne to opisałaś

  4. jagajaga pisze:

    Pięknie opisałaś

  5. Marietta pisze:

    Piękne wspomnienia,nawet czytając przeszył mnie dreszczyk adrenaliny. Podziwiam odwagę w zwiedzaniu takich miejsc i dziękuję że mogę przynajmniej przeczytać ,bo pewnie nigdy się nie wybiorę w takie strony,przyznam się szczerze ze strachu.Dziękuję że mogę chociaż na trochę oderwać się od i przeczytać piękne artykuły. proszę o więcej. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>