FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

PIĘKNA KOBIETA Z GENEM SPOŁECZNIKA – rozmowa z Dorotą Raczkiewicz o pomaganiu innym i zdobywaniu górskich szczytów

Są tacy, którzy rodzą się z genem społecznika,  nie tylko z zapałem pomagają innym, ale też zarażają dobrocią. Jedną z takich “zwyczajnych niezwyczajnych” osób jest pomysłodawczyni, założycielka i szefowa Drużyny Szpiku, prezes Fundacji Anny Wierskiej „Dar Szpiku”, a prywatnie – pasjonatka chodzenia po górach,  Dorota Raczkiewicz. Zapraszam do lektury wywiadu, przeprowadzonego przez redaktor Martę Korycką.

Marta Korycka: Witaj Dorota! Jesteś wiruskiem zarażającym dobrocią… Czym dla Ciebie jest pomaganie?

Dorota Raczkiewicz: Nie wiem, tak naprawdę nie wiem, jest częścią mojego życia. To coś zwykłego, codziennego.

MK: Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wyciągnęłaś do kogoś pomocną dłoń? I gdy do Ciebie ktoś ją wyciągnął?

DR: Hm, mam taką teorię, że każdy rodzi się z jakimś genem, ja z genem społecznika. Od zawsze w coś się włączałam, coś robiłam, organizowałam i pomagałam. A jeśli chodzi o dłoń wyciągniętą do mnie, oj często to czuję i jestem Bogu wdzięczna za to, że stawia na mojej drodze ludzi, którzy czasem „niosą mnie na drugi brzeg”.

3

MK: Jesteś prezesem Fundacji Anny Wierskiej „Dar Szpiku”. Jesteś również pomysłodawczynią, założycielką i szefową Drużyny Szpiku. Pomagasz na różne sposoby i trzymasz wszystko w garści. Na czym konkretnie polega niesienie pomocy w Drużynie Szpiku?

logo Drużyny Szpiku

Kliknij w logo i wejdź na stronę Drużyny!

DR: Różne są rodzaje pomagania, tak  jak i potrzeby. Od tych najważniejszych jak zakup jedzenia, ubrań, ogarnięcie transportu, leków. Ale także, a może przede wszystkim takie zwykłe bycie w chorobie czy w przechodzeniu na drugą stronę. Dla chorych i ich bliskich to czasem najważniejsza pomoc – obecność, wysłuchanie bez dawania recept i gotowych rozwiązań. Wydaje się, że to proste, ale to pozór. To najtrudniejsze być przy umierającym, oswajać jego strach.

Innym rodzajem pomocy jest organizowanie zbiórek krwi i rejestracji dawców szpiku. Dzięki naszej działalności kilkadziesiąt osób żyje. To pokazuje, że działalność drużyny nie jest wirtualna czy facebookowa, a prawdziwa i bardzo potrzebna.

Szefowa Drużyny Szpiku z ambasadorką Katarzyną Bujakiewicz

Szefowa Drużyny Szpiku z ambasadorką Katarzyną Bujakiewicz

MK: Czego najbardziej oczekują chorzy i ich rodziny od wolontariuszy?

DR: Najbardziej obecności, takiej zwykłej, codziennej. Potrzebują rozmowy, czasu i naszej życzliwości. Potrzebują, aby wyrwać ich z tego nowotworowego świata, np.: zabrać na kawę, ryby, do fryzjera. Oczekują duchowego wsparcia.

MK: Wolontariat to nie tylko chęć niesienia pomocy, ale przede wszystkim ciężka praca. Jakimi cechami powinien wyróżniać się wolontariusz Drużyny Szpiku?

DR: Musi mieć otwarte serducho. Teraz świat pędzi, najważniejsza jest kasa, kariera. My nie mówimy, że to nieważne, ale że warto zrobić coś jeszcze, warto pochylić się nad drugim człowiekiem. Wbrew pozorom i nas to ubogaci i nam pomoże znaleźć azymut, przypomnieć sobie, co w życiu jest ważne i najważniejsze

MK: Zdradź, proszę, naszym czytelnikom, jak zostać wolontariuszem Drużyny Szpiku.

DR: Napiszcie do nas wolontariat@druzynaszpiku.pl. Mail odbierze Kasia Adamska. Ona Was wypyta, co chcielibyście robić, jakie macie zdolności – dla każdego znajdziemy pracę. Ona wprowadzi Was w nasze  szeregi. Bardzo Was potrzebujemy!

Z rodziną

Z rodziną

MK: Czy istnieje różnica między pomaganiem innym z własnej woli od pomagania innym zawodowo. Jeśli tak, to czym?

DR: To jest tak, że zazwyczaj ta droga profesjonalnego pomagania zaczyna się tym z własnej woli, ale jeśli np. fundacja się rozrasta, pracy jest mnóstwo. Nie można oczekiwać, że ktoś będzie poświęcał każdego dnia kilka godzin za darmo. Wtedy często przechodzi się do uzawodowienia. Ja nie widzę w tym nic złego, wręcz przeciwnie, przypominam wolontariusz to nie jeleń!

MK: Nie czujesz czasem “przymusu” pomagania?

DR: Czasem tak, bo jeśli dzwoni do mnie mama chorego nastolatka i mówi: „Pani Doroto, nie mamy co jeść”, muszę zareagować.

MK: Pomaganie innym bywa wyczerpujące, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Jak Ty sobie radzisz ze stresem w pracy?

DR: Pomaganie śmiertelnie chorym jest trudne. Czasem płaczę z chorymi, martwię się o nich, myślę, śnię, mam ich na ramieniu całą dobę. Czasem mam dość tej bezradności, bezsilności i zwyczajnie sobie nie radzę. Szczególnie gdy ktoś umiera. Ale pamiętam rozmowę z zaprzyjaźnioną lekarką, która powiedziała mi: „Wasze zadanie to być na chwilę, na chwilę odczarować ten nowotworowy świat”. To pomaga, ale ciągle uczę się, jak sobie z tym radzić. Jak jest mi źle, włączam Dżem i tańczę.

MK: Dorota, jak Cię znam, jesteś bardzo energiczną osobą, “nosi Cię”, wszędzie jesteś i nad wszystkim czuwasz. Do tego 4 dzieci, w tym 1,5-roczna Antosia. Gdzie ładujesz swoje baterie, co daje Ci energię?

DR: Mam chyba ADHD. Nie umiem odpoczywać, uczę się wyłączać telefon i łapać oddech. Mam swoje miejsce – to góry, to Tatry. Tam jadę wietrzy głowę, robić porządek w moim życiu i przeżywać swoje rekolekcje. Jestem szczęśliwa, bo miłością do gór zaraziłam moje starsze dzieci. I w każde wakacje razem z nimi zdobywam szczyty, razem z nimi pokonuję lenistwo i słabości – to święty czas.

Na szczycie z dzie¦çmi

MK: To które góry pokonałaś, zdobyłaś?

DR: Tatry, tam na starość będę mieszkać. A marzę o Nepalu, no nie o zdobyciu Himalajów, ale o takim trekkingu. Chyba zacznę zbierać pieniądze na to marzenie. Ostatnio dowiedziałam się, że kilka osób z moich bliskich „ma mało życiowego czasu”. To uświadomiło mi, że nie ma co czekać, szkoda czasu!

MK: Wspinaczka górska do łatwych nie należy, droga jest długa i męcząca, myśli płyną swobodnie…

DR: Uwielbiam to! Nie uwierzysz, ale właśnie w górach nie gadam, tylko idę, myślę, planuję, wspominam, marzę, modlę się. To czas mojego spotkania z Panem Bogiem, zawsze czuję Jego potęgę.

MK: Stajesz na szczycie. Co widzisz? Co czujesz?

DR: Yes, mam chory kręgosłup. Miałam już dwie operacje, kolejna przede mną i tak naprawdę nie powinnam na te szczyty wchodzić. Ale co tam, dałam radę, pokonałam marudzenie i malkontenctwo. I uwielbiam to poczucie, że jeszcze mogę, że jeszcze nie jestem do niczego.

MK: Zazdroszczę Ci tych widoków. A tam na szczycie to jesteś dalej od problemów czy bliżej słońca?

DR: Bliżej słońca, tam jakby rozwiązania były prostsze do znalezienia, tylko potem czasem trudno je wprowadzić w życie. Chyba muszę tam zamieszkać i wszystko od razu byłoby prostsze.

MK: To które górskie szczyty są teraz na Twoim celowniku do odhaczenia na liście do zdobycia?

DR: Moje dzieci mobilizują mnie do zdobywania szczytów, ale dla mnie od tych szczytów ważniejsza jest droga na nie i to że jestem tam z Kubą, Julką i Martyną. A za rok mam nadzieję, że dołączy już Tosia, no i mój Adam.

Bli+-ej s+éo+äca

MK: Dorota, wirusku zarażający dobrocią, życzę Ci przede wszystkim siły i wytrwałości w pomaganiu innym oraz w zdobywaniu górskich szczytów. Zarażaj! Zdobywaj! Bądź!

DR: Marta, dziękuję za tę rozmowę. Dobrze było na chwilę zwolnić, pomyśleć o ważnych rzeczach i zamarzyć. Jak chcesz, zabiorę Cię kiedyś w góry. A i dziękuję, że razem ze mną tworzysz Drużynę Szpiku, że i Ty zarażasz dobrem. Ściskam i mocno wszystkich pozdrawiam. A na koniec taka myśl – nie ma co czekać na lepszy czas, ten tu i teraz jest najlepszy.

MK: Za góry serdecznie dziękuję, podziwiam je od dołu.  Ale tę ostatnią myśl zapamiętam sobie.

Dorota Raczkiewicz - zalożycielka i szefowa Drużyny Szpiku

Dorota Raczkiewicz – założycielka i szefowa Drużyny Szpiku

Opracowała: Marta Korycka
zdjęcia: materiały prasowe Drużyny Szpiku i archiwum prywatne

materiał chroniony prawem autorskim

Marta PASJAMarta Korycka – absolwentka filologii polskiej i bibliotekoznawstwa z informacją naukowo-techniczną na UWM. Zodiakalna łuczniczka uwielbiająca niebieskości. Bardzo zawyża średnią czytelnictwa w Polsce i jest z tego dumna. Humanistka kochająca literki we wszelkiej postaci, kształcie, formie, kolorze etc. Ma wiele pasji, ale literki to ta główna, stąd literkowy blog o literkach cudzych i swoich. Czasami coś piśnie, gdy ją psiapsiółka Wena raczy nawiedzić. Ceni inteligencję i poczucie z humorem, uwielbia żonglerkę słowną i ogień. Cechy charakterystyczne: cm, pieprzyki, szkiełka.

Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *