OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI ...

Jestem zauroczona cudem żucia - rozmowa z Bożeną Mazalik, autorką powieści Ciosy słonia Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Przygoda w tebańskich górach - fotoreportaż Danuty Baranowskiej Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO ... O MIŁOŚCI

ZAKAZANA MIŁOŚĆ – recenzja audiobooka /Dziedzictwo von Becków/ Joanny Jax Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Klasyka dla dzieci w wersji audio. Mitologia w znakomitej interpretacji Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Dla fanów futbolu i nie tylko – /Czerwona kartka dla Sprężyny/ Jacek Podsiadło, Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Co polecamy na zimę? ANIELSKA ZIMA, ALEKSANDRA TYL Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Klasyka klasyki: KSIĄŻĘ, NICCOLO MACHIAVELLI w pięknej oprawie Czytaj dalej »

 

TUŻ ZA PROGIEM… – wywiad z Krystyną Wasilkowską-Frelichowską, autorką książki „Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer”

„Kiedy trzymam w ręku np. Księgę miejską z XV wieku z dokumentami Nieszawy, to najpierw mnie to rozczula, następnie zachwyca, a na końcu stwierdzam: to jest skarb!” – tak mówi o pasji do zgłębiania historii i kultury swojej małej ojczyzny Krystyna Wasilkowska-Frelichowska, autorka książki „Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer”. Oto kolejna odsłona cyklu: Emerytura z pasją, zapraszam – redaktor naczelna Klaudia Maksa.

Marta Korycka: Dzień dobry… Kim jest Krystyna Wasilkowska-Frelichowska? Kim zamierza jeszcze być?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: To jest trudne pytanie, a odpowiedz jest tylko pozornie łatwa. Od wielu lat jestem emerytką, ale nigdy nie pogodziłam się z tym, że nie pracuję już zawodowo. Kiedyś byłam panią „od kultury” – jak humorystycznie nazywała mnie nieszawska młodzież. Dziś nie ma już wyjść do pracy, ale w mojej głowie nadal kłębią się dziesiątki pomysłów. I niepoprawnie zdaje mi się, że jestem niezastąpiona. Daję więc upust energii i piórem kompensuję nadmiar wolnego czasu. Kim więc jestem? Kobietą, która wierzy słowom piosenki Grechuty, że „…ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”.

M.K.: Urodziła się Pani w Nieszawie i kocha swoją małą ojczyznę. To da się odczuć, kiedy czyta się Pani książki. Kiedy zaczęła się Pani interesować historią miasta i jego mieszkańców?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Dwadzieścia pięć lat temu zostało wznowione wydawanie lokalnego miesięcznika „Głos Nieszawski”. Prowadziłam tam m.in. rubrykę „Z naszych korzeni”, w której pisałam o nieszawianach rozsypanych po świecie. To właśnie wtedy na dobre rozkochałam się w historii mojego miasta. Wielowiekowa przeszłość Nieszawy to jedno, ale mnie szczególnie zainteresowali ludzie i ich wkład w tworzenie miasta. To właśnie mieszkańcy są najbardziej twórczym elementem każdej wsi, miasta czy miasteczka. Ich troski i radości to cegiełki, z których budują rodzinne gniazdo. Tymczasem mieszkańcom Nieszawy od wieków towarzyszyły raczej troski. Złą passę rozpoczął rok 1460, w którym zmieniono lokację miasta i przeniesiono je spod Torunia w górę rzeki, potem ludność dwukrotnie dziesiątkowały zarazy, nie ominął „potop szwedzki”, a w latach 1806-07 Nieszawa przeżyła przemarsze wojsk napoleońskich, w czasie II wojny światowej zginęła nieszawska inteligencja i duchowieństwo. Współczesna Nieszawa także boryka się z kłopotami – w minionym trzydziestoleciu zlikwidowano zakłady pracy: dziewiarski, rybny, przetwórstwa owoców i warzyw, sklepy i restaurację, gorzelnie, liceum, zakład gospodarki komunalnej. Wielu młodych ludzi wyjechało z Nieszawy w poszukiwaniu lepszego życia.

Lew Tołstoj w Annie Kareninie napisał: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. Można sparafrazować jego słowa i rzeczywiście – każde nieszczęśliwe miasteczko jest nieszczęśliwe na swój sposób. Nie inaczej jest z Nieszawą. Może właśnie dlatego jej historia i ludzie są dla mnie nieustającą inspiracją.

M.K.: Co według Pani definiuje ludzi?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Ludzie to jedyne istoty na ziemi, które potrafią kultywować tradycję oraz pielęgnować pamięć o historii. To nasz przywilej, ale i obowiązek. Co nie znaczy, że trzeba żyć tylko świetlaną przeszłością. Odwrotnie – powinniśmy wychodzić z naszej strefy komfortu, własnych czterech ścian, żeby współtworzyć nasze lokalne społeczności, bo nasze „tu i teraz” ocenią następne pokolenia.

M.K.: Od lat prężnie Pani działa na rzecz Nieszawy. Owocem tego są między innymi dwie książki: Zapach świeżych malin. Historie ze smakiem oraz Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Te dwa tytuły, trzy części Nieszawskiego kalejdoskopu, który ukazał się pod moją redakcją, przez dwadzieścia lat współtworzenie lokalnej gazety „Głos Nieszawski” to właśnie mój swoisty pomnik, jaki postawiłam mieszkańcom miasta. Uważam bowiem, że wszystko, co wartościowe, należy ocalić od zapomnienia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

M.K.: Zbieranie materiałów do książek to żmudne i pracochłonne zajęcie. Nie miała Pani czasami dość? Co Panią motywowało do pracy?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Uwielbiam pracę w archiwach. Jestem częstym gościem w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Z zainteresowaniem przeglądam księgi miejskie, mikrofilmy z aktami i mapami. Kiedy trzymam w ręku np.: księgę miejską z XV wieku z dokumentami Nieszawy, to najpierw mnie to rozczula, następnie zachwyca, a na końcu stwierdzam: to jest skarb! Ostatnio zaintrygowały mnie materiały dokumentujące działalność nieszawskiej komory celnej sięgające 1656 roku.

M.K.: Format książki i jej okładka przypominają stary album fotograficzny. Kto wpadł na pomysł, aby Wysokie progi miały właśnie taki wygląd, taki kształt?

W rodzinnych progach dworku Bacciarellich

W rodzinnych progach dworku Bacciarellich

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Teraz zdjęcia najczęściej przechowujemy na twardych dyskach albo na przenośnej pamięci USB, a albumy powoli stają się reliktem przeszłości. Szkoda, bo przeglądanie rodzinnych albumów ma swój wielki urok. Wspólnie z córką Kingą zastanawiałyśmy się, jak powinna wyglądać obwoluta Wysokich progów i to właśnie ona wpadła na pomysł okładki stylizowanej na retro album – z miejscem na zdjęcie i ozdobnikami w formie okucia. Natomiast nietypowy, poziomy format zaproponował redaktor techniczny książki – pan Ryszard Kurasz. Piękny projekt okładki zrealizował Krzysztof Galus. Myślę, że ta okładka doskonale oddaje treść książki, bo Wysokie progi to nic innego jak Nieszawian portret własny.

o. Klimuszko

o. Klimuszko

M.K.: Czarno-białe zdjęcia najszybciej wpadają w oko i przyciągają uwagę czytelnika. Ile jeszcze zdjęć mogłoby ujrzeć „światło dzienne”? Czym się Pani kierowała przy ich wyborze, bo domyślam się, że było to trudne zadanie?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Przede wszystkim zależało mi na tym, żeby w książce znalazły się zdjęcia dotychczas niepublikowane. Takich perełek jest rzeczywiście jeszcze sporo. Nieszawa międzywojenna miał trzech wspaniałych kronikarzy fotograficznych: Józefa Spornego, Czesława Świeczkowskiego i Ludwika Galińskiego. Schedą po nich opiekują się oddani miłośnicy Nieszawy, państwo Małgorzata i  Lechosław Zborowscy. Cenne okazy, np.: prywatne fotografie z F.A. Ossendowskim, członków rodziny Bacciarellich, o. Czesława Klimuszki czy nieistniejącego wystroju kaplicy w nieszawskim klasztorze, pochodzą ze zbiorów prywatnych potomnych bohaterów publikacji.

M.K.: Małe miasteczko, a tak bogata historia! Tacy znani ludzie mieszkali i bywali w Nieszawie. O ilu jeszcze czytelnicy nie wiedzą?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Zabawmy się w futurologów: gdybym w banku miała możliwość wzięcia kredytu… z czasem, na okres trzydziestoletni – spłaciłabym kilkunastoma publikacjami, w których z radością portretowałabym bardzo wielu Nieszawian.

M.K.: W książce pojawiają się prawdziwe „smaczki”, np. recepta o. Klimuszki, pierwowzór małpki Fiki-Miki Kornela Makuszyńskiego. Prosiłoby się o więcej…

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Bardzo proszę, zacznę od niechlubnego horroru: w 1721 roku odbył się ostatni proces zakończony spaleniem nieszawianek, zwanych czarownicami. Były też ważne, szczęśliwe lub nietuzinkowe wydarzenia – w 1896 roku urodził się Stanisław Noakowski, pedagog, malarz, wizjoner; w 1900 miasto liczyło 4 200 mieszkańców, a 20 tysięcy rocznie przekraczało komorę celną; w 1920 powstał pierwszy w Polsce pomnik poświęcony J. Piłsudskiemu; w 1929 uruchomiono Seminarium Nauczycielskie Męskie im. W. Łokietka; w 1974 reżyser Tadeusz Chmielewski nakręcił w Nieszawie kultową komedię Wiosna, panie sierżancie; w 1975 Edward Stachura w powieści Cała jaskrawość sportretował miasto, a bohater na pagórku Przypustu zobaczył ową tytułową „jaskrawość”; w roku 2009 Rafał Kapeliński osadził tu akcję Ballady o Piotrowskim; w której główną rolę zagrał Krzysztof Kiersznowski.

M.K.: Przy czytaniu tej książki można zgłodnieć, choć nie tak bardzo, jak przy Zapachu świeżych malin. Zamieściła Pani kilka przepisów z intrygującymi nazwami, jak choćby „macuń z grzybków Kefira” czy „węgierki na rauszu”.

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: To prawda, w moich książkach pojawiają się przepisy kulinarne. Uważam bowiem, że stół i spotkania rodziny, czy przyjaciół przy tym meblu były, są i będą istotnymi momentami w naszym życiu. Przysłowiowa herbatka jest czymś, co łączy ludzi. Nasze kubki smakowe potrafią przechować przez dziesiątki lat niezapomniane, wyjątkowe smaki. Drożdżówka babci Władzi, żurek pani Łykowskiej, kiełbasa z masarni Głowackiego, chleb z piekarni Spornego, susz pani Kluzowej – to smaki, które ja zapamiętałam. Dania, których przepisy zamieściłam w książce, były bardzo ważnymi elementami życia moich bohaterów.

M.K.: Ale najbardziej pod względem kulinarnym zaciekawiają zeszyty z przepisami pani Alfredy Słomińskiej. Receptury to jedno, ale rysunki prezentujące ułożenie potraw na talerzach, to już „rarytas”. Może owe zeszyty należałoby wydać jako nieszawską książkę kucharską?

Przepisy pani Alfredy

Przepisy pani Alfredy

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Dziękuję, to jest doskonały pomysł, muszę pomyśleć nad koncepcją…

M.K.: Był Zapach świeżych malin, były Wysokie progi. A teraz na co kolej?

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska: Z dumą odpowiem: ukończyłam moją pierwszą powieść. Tym razem nie jest to książka historyczna, ale beletrystyka. Tekst jest już zredagowany przez moją córkę Kingę Frelichowską. Ta książka to saga rodzinna. Nazywam ją trochę na wyrost – prozą szkatułkową ze względu na jej konstrukcję, a i nie brakuje w niej szkatułek w dosłownym tego słowa znaczeniu (śmiech). Akcję osadziłam w 1990 roku, a więc w czasie przełomowym dla Polaków. Wichry wielkiej historii zazębiają się z rodzinnymi perypetiami moich bohaterów. Nie zdradzę jeszcze tytułu, ale wyjawię, że na początku powieści zamieściłam dopisek – „wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zupełnie przypadkowe…”.

M.K.: W takim razie czekam na ową powieść i być może na pierwszą nieszawską książkę kucharską. Dziękuję za wywiad.

opracowała Marta Korycka
zdjęcia: archiwum prywatne Autorki

materiał chroniony prawami autorskimi

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>