POZNAJ SWÓJ KRAJ ...

POZNAJ SWÓJ KRAJ ...

CZARNY PIES Z OGRODZIEŃCA... Czytaj dalej »

OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI:

OSOBOWOŚĆ ŻYCIA I PASJI:

O WSPÓŁCZESNYM MEZALIANSIE I EFEKCIE BEZSENNOŚCI - rozmowa z Aliną Białowąs Czytaj dalej »

MAGAZYN ŻYCIE I PASJE POLECA:

MAGAZYN ŻYCIE I PASJE POLECA:

CÓRKA OPIEKUNA WSPOMNIEŃ, Kim Edwards Czytaj dalej »

DZIECKO I WYCHOWANIE :

DZIECKO I WYCHOWANIE :

BAGAŻ KOLONISTY - jak sprytnie spakować dziecko na wakacje Czytaj dalej »

WAKACYJNE PORADY:

WAKACYJNE PORADY:

ZABAW SIĘ W SURWIWAL, CZYLI WAKACYJNA FRAJDA PRZY OGNISKU Czytaj dalej »

PRZEPISY:

PRZEPISY:

OBIAD NA DZIAŁCE? MNIE TO RYBKA! Czytaj dalej »

TRUDNE TEMATY:

TRUDNE TEMATY:

GDY ON WYJEŻDŻA BEZ CIEBIE.... Czytaj dalej »

ZDROWE PRZETWORY - BLOG:

ZDROWE PRZETWORY - BLOG:

WARIACJA NA TEMAT OGÓRKA Czytaj dalej »

AUDIOBOOK NA WAKACJE:

AUDIOBOOK NA WAKACJE:

MORALNOŚĆ PANI PIONTEK, Magdalena Witkiewicz Czytaj dalej »

 

PIÓRO I PASJA: Joanna Maria Chmielewska

_MG_7994 kopiaMa życzliwe nastawienie do świata. W każdym człowieku szuka czegoś dobrego, nawet jeśli trudno to dostrzec na pierwszy rzut oka. Stara się nie oceniać ludzi, tylko ich zrozumieć. Pewnego razu napisała opowiadanie o… pudrze w kremie Dr Eris i znalazła się wśród dwudziestu laureatek, które wygrały wyjazd do SPA. Tak zaczęła się jej literacka droga. Teraz ma na swoim koncie utwory dla dzieci oraz powieści dla dorosłych, za które pokochało ją wielu czytelników. Jej najnowsza książka ujmuję niepowtarzalnym klimatem historii pięknego miejsca, spotkań z pięknymi ludźmi przeplatającym się z codziennością. Moim i Państwa Gościem jest pisarka Joanna Maria Chmielewska.

Dzień dobry. Wielu czytelników przyznaje, że czuje w Pani książkach duszę. Czy sprawia to sympatia do ludzi w ogóle, czy rzetelne przygotowanie się do napisania danej powieści? Jednym słowem, parodiując znaną reklamę, rozum czy serce?

Witam serdecznie wszystkich Czytelników Życia i Pasji. Serce czy rozum? Chyba serce, co nie wyklucza oczywiście rzetelnego przygotowania do pisania powieści. Mam życzliwe nastawienie do świata, w każdym człowieku szukam czegoś dobrego, nawet jeśli trudno to dostrzec na pierwszy rzut oka. Staram się nie oceniać ludzi, tylko ich zrozumieć.

A propos serca. Swego czasu bywała Pani często w jednej z palarni kawy w Jeleniej Górze, aby tam nazbierać kilka garści smaków i opowieści do Sukienki z mgieł. Ile miejsc, smaków oraz osób inspirowało Panią do napisania najnowszej powieści Pod Wędrownym Aniołem?

Z wędrówek po Szklarskiej. Koło Chaty Izerskiej, miejsca pełnego dobrej energii. Prowadzą ją świetni ludzie, a grzane wino nigdzie nie smakuje tak jak w Chacie!

Z wędrówek po Szklarskiej. Koło Chaty Izerskiej, miejsca pełnego dobrej energii. Prowadzą ją świetni ludzie, a grzane wino nigdzie nie smakuje tak jak w Chacie!

Kiedy przeprowadziłam się do Szklarskiej Poręby, wszystko było dla mnie nowe. Nie wiedziałam nawet, dokąd prowadzą drogi spod mojego własnego domu! Obojętnie, którą ścieżką poszłam, zawsze odkrywałam coś nowego. I coraz bardziej fascynowało mnie to miejsce, ludzie, którzy tu mieszkają, i ci, którzy kiedyś tu żyli. Szklarska Poręba przed wojną była kolonią artystyczną, przewijało się tu wiele barwnych postaci, a i obecnie przyciąga ona różne niespokojne duchy, artystów, poszukiwaczy, więc zbieranie materiałów było dla mnie niesamowitą przygodą. Nie mogłam skończyć tej książki, bo co rusz trafiałam na jakieś nowe tropy, inspirujące opowieści, ludzi z pasją, o których po prostu musiałam napisać.

Co było decydującym bodźcem, że zdecydowała się Pani na napisanie powieści, która dotyka w jakimś sensie Pani prywatności?

Na schodkach drewnianego domku w Parku Ducha Gór

Na schodkach drewnianego domku w Parku Ducha Gór

Tych bodźców było kilka i pojawiały się co jakiś czas. Najpierw dr Przemysław Wiater (autor monografii Szklarskiej Poręby) zaproponował, że jeśli pisałabym jakąś książkę związaną ze Szklarską Porębą i potrzebowała materiałów, to chętnie mi pomoże. Potem szefowa wydawnictwa MG, Dorota Malinowska-Grupińska, poznając historię przeprowadzki naszej rodziny, stwierdziła, że to byłby świetny materiał na książkę. Za jakiś czas dostałam sms od mojej przyjaciółki Doroty, że ma już dość opowieści o ludziach, którzy przeprowadzili się do Toskanii i Prowansji, ale chętnie przeczytałaby o przeprowadzce do Szklarskiej Poręby. Powoli zaczęłam przekonywać się do tego pomysłu, ale barierą była obawa przed odsłonięciem swojej prywatności. Moje poprzednie książki są fikcją literacką. Oczywiście, że czerpię inspirację również z rzeczywistości, ale rzeczywiste zdarzenia przetwarzam i wplatam w fikcję. Kiedy zdecydowałam się opisać naszą historię, zastanawiałam się, jak to ująć. Czy pisać w pierwszej osobie, czy ukryć się za fikcyjną bohaterką, która przeprowadza się z rodziną do Szklarskiej Poręby i podarować jej swoje przeżycia? Ale doszłam do wniosku, że fikcyjna bohaterka odebrałaby opowieści autentyczność.

A wierzy Pani w przeznaczenie? Że to akurat to miejsce Was zaczarowało? Do Was przemówiło: „Zostańcie”?

Na drodze poszukiwań domu Hannsa i Hannah Fechner. W tle Dolina Szczęścia , dalej Karkonosze.

Na drodze poszukiwań domu Hannsa i Hannah Fechner. W tle Dolina Szczęścia , dalej Karkonosze.

Nie wierzę w przeznaczenie jako coś, co zdarzyć się musi, że to z góry zapisany los człowieka, który będzie taki, a nie inny. Wierzę natomiast w Opatrzność, w sploty zdarzeń, impulsy, szanse, które spotykamy na swojej drodze. Ale ostateczny wybór należy do człowieka. Można skorzystać z szansy albo nie. A czy Szklarska Poręba była nam przeznaczona? Odpowiem ostatnimi słowami mojej książki: „ciągle szukam odpowiedzi na pytanie, czy to ja wybrałam to miejsce, czy też to ono mnie wybrało.”

Ale coś w tym jest, że jak człowiek kieruje się sercem, to nie dość, że ma siłę za dwóch, to jeszcze emanuje wewnętrznym blaskiem i ciepłem. Ja sobie gdybam, ale inni widzą to naprawdę. Znana i lubiana pisarka, zainspirowana Pani osobowością, dała Pani miejsce w swojej powieści…

Wejście do domu, gdzie mieszkał kiedyś Hanns Fechner (malarz, który stracił wzrok) i Hannah Fechner - jego żona, wiele lat była na misjach w Indiach, zakładała tam szkoły i szpitale, pisała eseje, spisywała wspomnienia męża o ludziach, których malował.

Wejście do domu, gdzie mieszkał kiedyś Hanns Fechner (malarz, który stracił wzrok) i Hannah Fechner – jego żona, wiele lat była na misjach w Indiach, zakładała tam szkoły i szpitale, pisała eseje, spisywała wspomnienia męża o ludziach, których malował.


Jeżeli marzenie nie jest tylko wyobrażeniem, że fajnie by było, gdyby… (tu każdy może wstawić, co chce), ale jest pragnieniem serca, takim wewnętrznym przekonaniem, że to właśnie jest moja droga i moje miejsce, wtedy człowiek gotów jest na wiele, bo czuje, że to ma sens. A Kasia Enerlich, wrażliwa na genius loci, miłośniczka prowincji, która gromadzi w swoich książkach różne ludzkie historie, sprawiła mi miłą niespodziankę miejscem dla mnie w swojej powieści.

Książka książką, ale czy nie budziły Panią w nocy koszmary typu: „Z czego tu żyć?” A może jest Pani rasową optymistką? W sumie jest Pani wprawiona w „debiutach inaczej”. Osoby, które pragną zaistnieć w literaturze, chcąc zaistnieć, biorą udział w różnych konkursach. Pani też wzięła, owszem, z tym że nie był to konkurs stricte literacki. 🙂

To był konkurs Twojego Stylu i Dr Irena Eris na zareklamowanie dowolnego kosmetyku tej firmy w dowolnej formie. Napisałam opowiadanie o… pudrze w kremie i znalazłam się wśród dwudziestu laureatek, które wygrały wyjazd do SPA Dr Irena Eris w Krynicy. Tam od jednej z jurorek usłyszałam, że mam lekkie pióro. To był dla mnie moment przełomowy. Zadzwoniłam wtedy do mojego męża i powiedziałam: „A ja napiszę książkę!”. Udało się. Napisałam i znalazłam wydawcę. A spełnienie tego marzenia dodało mi odwagi do porzucenia tego, co znajome, i poszukiwania nowych ścieżek. Jestem optymistką, ale zdarzały się takie dni i noce, kiedy nie mogłam opędzić się od obaw: „A co będzie, jeśli się nie uda? Jeśli przeliczyliśmy się z siłami, z finansami, z oceną sytuacji?”. Lecz nawet w najtrudniejszych chwilach ani przez moment nie żałowałam tej przeprowadzki. Mieszkam w niezwykłym miejscu, robię to, co lubię. A że bywa ciężko? Bywa. Jak to w życiu. 🙂

Domyślam się, dlaczego odnosi Pani sukcesy. Pani uwaga jest skierowana na inspirację twórczymi osobami, zjawiskami, pięknem natury, a nie na siebie i swoją twórczość. To się czuje…

Dziękuję… Poszukuję takich ludzi, miejsc, opowieści. A w Szklarskiej i okolicach ich nie brak. Nie mam wpływu na wielką politykę, ale mogę wybierać ludzi, jakimi się otaczam, i rzeczy, którym poświęcam uwagę. Szukam w życiu pozytywów i staram się przekazywać je dalej. Ta najnowsza książka jest takim bezpośrednim zapisem moich odkryć i fascynacji.

Prowadzi Pani kursy kreatywnego pisania. Takie kursy są ostatnio coraz bardziej modne wśród młodych, debiutujących autorów, którzy myślą, że nabyte na nich umiejętności pisarskie pomogą im się wybić z tłumu. Czy w literaturze chodzi jedynie o techniczne opanowanie sztuki pisania powieści? Czy o coś więcej?

Zgadzam się ze Stephenem Kingiem, który powiedział, że opowieści są szczątkami nieodkrytego jeszcze, istniejącego przed naszym świata, są jak skamieliny znajdowane w ziemi, a zadaniem pisarza jest wydobyć je tak, żeby ich nie uszkodzić. I temu właśnie służy warsztat . Wydobywaniu opowieści.

Lubi Pani towarzyszyć ludziom w odkrywaniu ich mocnych stron…

Bardzo… Dlatego tak lubię prowadzić warsztaty twórczego pisania, patrzeć, jak ludzie odblokowują się, nabierają odwagi, eksperymentują ze słowem i inspirują się nawzajem.

Nie pytam, co chciała Pani przekazać w swojej najnowszej powieści, jak chciałaby Pani, aby Wędrowny Anioł był odebrany. Jeśli pisarz wydaje książkę z pieśnią na ustach: „Moja powieść niesie taki a taki przekaz”, to nie jest z niego żaden twórca, tylko pospolity „megalo”, ponieważ książką ma tyle żyć, ile ma czytelników. Ale zapytam, czy było jakieś „życie” Pani książki, które Panią zaskoczyło albo wzruszyło?

442665-352x500

Dotarła do mnie historia kobiety, która mając kilka lat, straciła matkę. Trafiłaby do domu dziecka, gdyby nie ciotka, która wystąpiła z zakonu, żeby się nią zaopiekować. Historię osieroconej dziewczynki i ciotki, która nieporadnie próbuje do niej dotrzeć (Poduszka w różowe słonie) czytała przez pryzmat własnych doświadczeń. Kiedy skończyła książkę, długo szukała materiału w różowe słonie, a potem uszyła z niego poszewkę na poduszkę, żeby się w nią wypłakać…Innym razem dostałam list, taki prawdziwy, w kopercie, od kobiety, która napisała, że Sukienka z mgieł stała się dla niej impulsem, by wrócić do pasji, którą zagubiła gdzieś w codzienności, i że jeszcze dziś siada do komputera, by rozpocząć cykl opowieści. O większości spotkań czytelników z moimi książkami nigdy się nie dowiem, więc bardzo się cieszę, gdy ktoś zechce podzielić się ze mną refleksjami i wrażeniami z lektury.

W takim razie życzę tysięcy czytelników utożsamiających się z Pani książkami. Dziękuję za rozmowę.

Ja również bardzo dziękuję, a wszystkim czytelnikom Życia i Pasji życzę radości z odkrywania pasji i wytrwałości w ich realizacji.

rozmawiała Klaudia Maksa
fotografie: prywatna galeria Autorki

materiał chroniony prawami autorskimi

Podziel się
Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close