FOTOREPORTAŻ Z PODRÓŻY ...

Śladami Bergman i Bogarta Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

Pierwsza noc pod gołym niebem - Dwoje na gigancie, Agata Mańczyk Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

Milion smutnych atomów, Jagoda Wochlik Czytaj dalej »

WYDAWNICZA OSOBLIWOŚĆ :

NIEWIDZIALNE WIĘZIENIE, Adrian Prościak Czytaj dalej »

LETNE PRZEPSY:

Jak upiec sernik i nie rozpuścić się w kuchni z upału Czytaj dalej »

 

DIETA NASZEJ PANI STASI, KTÓRA NAWET GŁÓD UGASI

źródło: pixabay/foto: kur0shiroWraz z wiosną niejedna z pań łapie się za głowę widząc przed lustrem zimowy zapas tłuszczyku w różnych miejscach swojej sylwetki. Niejedna też zaczyna rozpaczliwie zaczyna wertować kobiece czasopisma w poszukiwaniu diety cud. A my dzisiaj mamy na to radę – dietę pani Stasi, która nawet głód ugasi. Jest to nic innego, tylko domowy, sprawdzony sposób na pozbycie się kilku niepotrzebnych kilogramów. Spokojnie, bez głodówek i stresu. Spróbuj i ty!

– Ale się zapuściłam – rozległ się z przymierzalni głos Doroty – Normanie mam już trudności z dopięciem spódnicy w moim rozmiarze.
– Wyobraź sobie, że cię rozumiem – wsparłam zdołowaną koleżankę – Wczoraj pożegnałam się z moją ulubioną bluzką w tym sezonie. Z tej samej przyczyny. Chyba nie mamy innego wyjścia, jak wziąć się za jakąś dietę. A tak w ogóle, pospiesz się, przecież o 17.00 mamy się spotkać z Moniką.
– O rany, rzeczywiście. Gdzie się z nią umówiłaś?
– W tej… no…
– Klaudia!
– W cukierni …… .
– Aha…. Dołóżmy sobie jeszcze tak z 1000 kalorii. W sumie dobra bita śmietana, nie jest zła.
– Albo lody…. . No chodźmy, chodźmy. O diecie pomyślimy jutro.
– Może nie przyjdzie. Jest 17.15. – Dorota stuknęła palcem w zegarek
– Doris, nie bądź taką formalistką! Przecież ty się ciągle spóźniasz. Trochę wyrozumiałości wobec innych.
– Nie chodzi mi o wyrzuty. Monika jest histerycznie punktualna, więc dziwi mnie to spóźnienie.
– Nie przesadzaj. O, właśnie idzie.

– Cześć dziewczyny. Przepraszam was. Wpadłam w straszny korek. Ale widzę, że pocieszacie się pyszną wuzetką. Ja też poproszę to samo – Monika zaczepiła kelnerkę.
– Przynajmniej ty możesz jeść takie wuzetki bez wyrzutów sumienia, że ci się ciacho zamieni w dodatkową fałdkę na brzuchu… .
– Monika, ty się nie dziw Dorocie. Ona odreagowuje traumę z przymierzalni….
– Doris, zamiast się dołować weź się za jakąś dietę.
– Yhyy… Przerobiłam już jakieś osiem. I skutek jest żałosny. Ciągle walczę z „jojem”.
– Może zmień taktykę. Ile czasu trwały te diety.
– Dwa, trzy tygodnie.
– Właśnie. Może powinnaś zastosować dietę, którą ja stosowałam. Tylko jest to dieta dla cierpliwych i trwa 3 miesiące. Ja zgubiłam 7 kilogramów i nie miałam efektu jo-jo. No może „złapałam” jakieś dwa kilo, ale pięć już nie wróciło. A najważniejsze, że nie wyjaławiasz się z mikroelementów, że tak powiem. I nie jesteś ciągle głodna.

– Jakaś dieta „cud”, czy co?
– Nie. Dieta pani Stasi.
– To jakaś znajoma lekarka, albo dietetyczka?
– Nie. Nasza sąsiadka z domku na wsi.
– I co? Taka dieta sąsiadki zza płotu ma być lepsza od diet opracowywanych przez profesjonalistów?
– Oj nie wiem, czy lepsza, czy gorsza. Mnie pomogła się odchudzić, Pani Stasia też ją stosowała za młodu, jej matka również.
– O! To widać jest jakaś tradycja rodzinna. A można prosić o szczegóły tej diety pani Stasi, co nawet głód gasi?
– Oczywiście.

Dziennie trzeba zjeść minimum:
½ kg ziemniaków
½ kg marchwi
½ kg pietruszki
½ małej główki kapusty
1 duży burak
pół selera naciowego
łyżkę posiekanej natki pietruszki
łyżkę tłuszczu (olej roślinny lub masło)
mały kubek jogurtu naturalnego(najlepiej) lub zsiadłego mleka lub mleka

To wszystko jemy tak, jak i kiedy lubimy. Ilość warzyw (oprócz ziemniaków) można zwiększać do woli.
Do tego woda niegazowana minimum litr dziennie oraz owoce bez ograniczeń
Na obiad spożywamy 200 gramową porcję ryby, drobiu lub chudego mięsa wieprzowego. Jeśli możemy, nie łączmy mięsa z ziemniakami.
Raz w tygodniu jemy 100 gram kaszy i 100 gram ryżu.
Przynajmniej raz dziennie pijemy kubek czerwonej (najlepiej) lub zielonej herbaty.

Ograniczamy prawie do zera słodycze. Jeśli musimy, słodzimy miodem albo stewią.
– To znaczy, że możemy jeść ile chcemy?
– Niezupełnie. Ograniczamy ziemniaki i jemy mało w kilku porcjach, żeby nie rozciągać żołądka (w „wielkości” dwóch, trzech garści po pogryzieniu) Ale warto spróbować. Chociażby dla tego, że dieta nie jest tak bardzo dokuczliwa. A! I bardzo ważne. Trzeba włączyć wysiłek fizyczny przynajmniej trzy razy tygodniowo, po pół godziny.
– No to spróbujemy.
– Powodzenia.

Klaudia Maksa
materiał chroniony prawami autorskimi

źródło: pixabay/foto: kur0shiro

źródło: pixabay/foto: kur0shiro

Podziel się
FacebookTwitterGoogle+

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>