WYWIAD:

WYWIAD:

Gimnastyka mózgu smyka - czyli w królestwie szachowym Czytaj dalej »

FOTOREPORTAŻE Z PODRÓŻY

FOTOREPORTAŻE Z PODRÓŻY

Setki fotoreportaży z różnych zakątków kraju i ze świata Czytaj dalej »

POLECAMY SETKI KSIĄŻEK!

POLECAMY SETKI KSIĄŻEK!

Wybierz spośród ogromnego katalogu książkę dla siebie Czytaj dalej »

PORADY

PORADY

Znajdziecie tutaj naprawdę wiele praktycznych i ciekawych porad Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO

POCZYTAJ MI NA UCHO

Audiobook - jaki wybrać? Sto kilkadziesiąt propozycji! Wybierz i słuchaj. Czytaj dalej »

NAJLEPSZE KSIĄŻKI DLA DZIECI I MŁODZIEŻY

NAJLEPSZE KSIĄŻKI DLA DZIECI I MŁODZIEŻY

Kilkadziesiąt tytułów książek polecanych przez naszych ekspertów Czytaj dalej »

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

SZPIEG Z KSIĘGARNI NADAJE:

LISTA NIEOBECNOŚCI, Michał Paweł Urbaniak - jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku Czytaj dalej »

POCZYTAJ MI NA UCHO:

POCZYTAJ MI NA UCHO:

Druga strona mocy, Joanna Jax Czytaj dalej »

 

WYZNANIA BARDZIEJ OSOBISTE, CZYLI MÓJ PRYWATNY PROZAC – felieton pisarza Marcina Pałasza

Hits: 4015

MPalasz1Ja wiem, że często mówi się „dobrani jak w korcu maku”. Ale u nas to jest najprawdziwsza prawda! Podczas podróży Elf ponoć co chwila dosłownie starał się uciekać, był niespokojny… Gdy wysiadł z samochodu, serce mi niemal pękło – szedł z podkulonym ogonem, brzuchem niemal szorując po ziemi. A wtedy ja usiadłem na chodniku niedaleko niego i zacząłem mu opowiadać bajkę. Bajkę o Elfie, który będzie miał swój domek i swojego człowieka. O Elfie, który wreszcie będzie miał swoje posłanie, zabawki i mnóstwo dobrego jedzenia… I tak mówiłem, mówiłem, często wplatając w opowieść jego imię, a on przysuwał się do mnie coraz bliżej. Ludzie, którzy go przywieźli, patrzyli na to z początku dość sceptycznie, jednak gdy wstałem – Elf wstał również, patrząc na mnie uważnie. Zrobiłem krok w bok – on też. Krok do przodu – pies postąpił za mną. Dostałem smycz do ręki i polecenie „Zmykajcie do domu! Cud jakiś…! Papiery podpiszemy kiedy indziej!”

Podobno Polacy to jeden z najbardziej „psich” narodów na świecie. Tak przynajmniej wynika z badań i statystyk. Co prawda, te nasze psiaki żyją czasem nie w takich warunkach, w jakich żyć powinny… o tym jednak w innym tekście będzie. Tak czy inaczej, Polacy jako nacja, kochają psy – i koniec! A ja wyjątkiem nie jestem.

Po dzieciństwie spędzonym u babci i dziadka w Kudowie, w otoczeniu zwierzaków, przez ładnych parę lat byłem bez własnego zwierza. W sumie da się to zrozumieć – jako student mieszkający w wynajętym pokoju, potem jako pracownik wrocławskiej agencji reklamowej mieszkający w wynajętym małym mieszkanku… A i tryb pracy był taki, że za żadne skarby nie dało się pogodzić posiadanie psa z taką pracą. Bo bywało i tak, że przychodziło się do firmy w czwartek wieczorem, a wychodziło w poniedziałek nad ranem. Cóż – wyścig szczurów pełną gębą. Ale trzeba było z czegoś żyć…

Przy takim trybie pracy nadeszło w końcu to, co nieuniknione – organizm odmówił posłuszeństwa. Miotałem się między internistą a psychologiem, załamanie nerwowe nadchodziło wielkimi krokami… I wtedy stał się pierwszy z dwóch cudów w moim życiu: nieoczekiwanie zostałem pisarzem. Moja książka, którą napisałem dla chrześniaka Krzysia, znalazła wydawcę. Zacząłem pisać kolejne. Życie wróciło na spokojniejsze tory.

Kilka lat później miejsce miał drugi cud. Nie chodzi o sam fakt, że znowu wróciła tęsknota za posiadaniem psa – ta tkwiła we mnie cały czas, gdzieś głęboko… Cudem był fakt, że przeglądając strony internetowe w poszukiwaniu szczeniaka, konkretnie wyżła – trafiłem na Elfa. Z monitora spoglądał na mnie psiak schroniskowy, za symboliczną złotówkę, przepiękny, choć do wyżła ani trochę niepodobny. Zamiast uszu kłapciatych – wielkie sterczące uszyska. I cała reszta, nieodparcie przypominająca raczej owczarka niemieckiego, aniżeli zacnego weimarskiego dżentelmena o zacięciu łowczym. A w dodatku ów pięciomiesięczny wówczas szczeniak miał na imię Elf. Czyż można marzyć o lepszym imieniu dla psa bajkopisarza?!

Karmy i akcesoria dla psów - sprawdź opinie

Miałem poważne wątpliwości, czy w obecnym stanie psychicznym – przechodząc potężną traumę po ledwo co zakończonym związku, który traktowałem bardzo poważnie – będę w stanie solidnie i odpowiedzialnie zająć się psem. Jednak te kasztanowe, proszące oczy na zdjęciu poruszyły coś w moim świeżo dochodzącym do siebie sercu. Przypomniała mi się bezwarunkowa wierność i miłość Wajusia – mojego pierwszego psiaka. I pomyślałem, że może jednak warto…?

Problem był jeden: Elf mieszkał w schronisku razem z siostrą bliźniaczką. Byli bardzo zżyci. Ja zaś po prostu nie mogłem do mieszkania tej wielkości wziąć dwóch dużych psów. Po krótkim namyśle jednak stwierdziłem optymistycznie, że i dla siostry znajdę dom. A co…!

Lekkim szokiem była dla mnie konieczność wizyty przedadopcyjnej. Przyszła do mnie sympatyczna Pani działająca w imieniu fundacji, pod której opieką w domy tymczasowym przebywał Elf. Pani przyszła do mnie ze swoim psem, siedziała dobrą godzinę, wypytywała dosłownie o wszystko. Potem zerknęła na zabawki (już czekające na Elfa), na psie legowisko, z aprobatą kiwnęła głową patrząc na karmę, którą dla niego miałem… i niedługo potem ELF PRZYJECHAŁ DO WROCŁAWIA 🙂

Ja wiem, że często mówi się „dobrani jak w korcu maku”. Ale u nas to jest najprawdziwsza prawda! Podczas podróży Elf ponoć co chwila dosłownie starał się uciekać, był niespokojny… Gdy wysiadł z samochodu, serce mi niemal pękło – szedł z podkulonym ogonem, brzuchem niemal szorując po ziemi. A wtedy ja usiadłem na chodniku niedaleko niego i zacząłem mu opowiadać bajkę. Bajkę o Elfie, który będzie miał swój domek i swojego człowieka. O Elfie, który wreszcie będzie miał swoje posłanie, zabawki i mnóstwo dobrego jedzenia… I tak mówiłem, mówiłem, często wplatając w opowieść jego imię, a on przysuwał się do mnie coraz bliżej. Ludzie, którzy go przywieźli, patrzyli na to z początku dość sceptycznie, jednak gdy wstałem – Elf wstał również, patrząc na mnie uważnie. Zrobiłem krok w bok – on też. Krok do przodu – pies postąpił za mną. Dostałem smycz do ręki i polecenie „Zmykajcie do domu! Cud jakiś…! Papiery podpiszemy kiedy indziej!”

I tak zaczęła się nasza wielka miłość. Po prostu – od pierwszego wejrzenia 🙂 Prędko minęły moje obawy, że świeżo zranione serce nie pozwoli odpowiednio zająć się psem; wręcz przeciwnie! Pies w błyskawicznym tempie zaczął leczyć moje rany. Oczywiście nie od razu było idealnie; trochę potrwało, zanim Elf odważył się załatwiać poza domem. Z początku też wył rozpaczliwie pod drzwiami łazienki, gdy ośmieliłem się w niej zamknąć. Prawdopodobnie podejrzewał, że zostanę pożarty przez pralkę lub muszlę klozetową i zostawię go (znowu!) samego na świecie…

Były i inne szczęścia: siostrę Elfa przygarnęła moja ciocia!

Były i nieszczęścia: by uniknąć samotności, wolny pokój podnająłem znajomemu, wcześniej dobremu przyjacielowi, człowiekowi wykształconemu, nauczycielowi w gimnazjum. Zdawało się, że Elfa lubił, ale gdy stosunki przyjacielskie zaczęły się dziwnie przeobrażać na niekorzyść, pewnego wieczoru doszło do tego, że w przypływie złego humoru kopnął mojego psa. Nie, nie zrobiłem niczego głupiego; po prostu – gdy zniknęła mi już biel sprzed oczu – zakomunikowałem mu, że do jutrzejszego wieczora ma zniknąć z mojego domu.

– A kto ci w tym pomoże? – spytał wtedy mój były przyjaciel pogardliwie.

– Przekonasz się jutro – odparłem spokojnie, choć w środku się we mnie gotowało. Elf stał za mną, ze zwieszoną głową i podkulonym ogonem. – Jak mówię, masz czas do jutra.

Następnego dnia, gdy wrócił z pracy w szkole, w domu czekało pięciu dużych panów. Dwóch z rodziny, dwóch moich znajomych oraz ja – też nie taki ułomek.

Filmy na Ceneo.pl

Mój współlokator zastygł na moment.

– Jeśli będziesz potrzebował pomocy przy pakowaniu, to my ci pomożemy – oznajmiłem spokojnie. – Mówiłem Ci przecież, że ktoś przyjdzie…

Dwie godziny później było po wszystkim.

Chyba się nie dziwicie? Wybrałem po prostu PRAWDZIWĄ przyjaźń.

Do tej pory zagadką dla wszystkich, którzy poznali „na żywo” mnie i Elfa, jest jedna rzecz: jakim cudem tak piękny pies spędził pięć miesięcy w schronisku i nikt go wcześniej nie przygarnął?! Bo naprawdę jest piękny; wielu ludzi, nawet znających się na rzeczy, bierze go za rasowego owczarka belgijskiego malinois. Kiedyś – przysięgam, to prawda! – stałem z Elfem na przejściu dla pieszych, czekając na zielone światło. A wtedy pani ze stojącego również na światłach samochodu krzyknęła do nas przez uchylone okno: „Pięknego ma pan psa!”.

Wyjaśnienie zasugerowała moja ukochana Babcia. Gdy wreszcie poznała Elfa osobiście (choć wcześniej była zaciekłą przeciwniczką psów w domu), gdy ujrzała jego oddanie i bezwarunkową miłość do mnie, zawyrokowała: „Marcinku, po prostu Pan Bóg zasłaniał ludziom oczy, gdy przechodzili obok jego klatki. Bo Bóg wiedział, że Elf czeka na ciebie.”

I niech słowa mojej świętej pamięci Babci będą zakończeniem tego tekstu.

Miała rację. Wierzę w to głęboko.

c.d.n.
Marcin Pałasz

Książki Marcina Pałasza w dobrej cenie znajdziesz TUTAJ

Artykuł chroniony prawami autorskimi!

 

 

mpalasz2

 

MPalasz1Marcin Pałasz, urodzony w 1971 roku jest autorem książek i słuchowisk dla dzieci. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. Członek Polskiej Sekcji IBBY. Nominowany do nagrody w konkursie Książka Roku 2004 Polskiej Sekcji IBBY za książkę „Straszyć nie jest łatwo”. Laureat wyróżnienia w konkursie na literacką nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego w roku 2007 za książkę „Wakacje w wielkim mieście”. W 2008 r. otrzymał nominację do nagrody literackiej im. Kornela Makuszyńskiego za książkę „Licencja na zakochanie”. Książka „Wszystko zaczyna się od marzeń” została wyróżniona w Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Kornela Makuszyńskiego w 2009 r. Ksiażka „Sposób na Elfa” otrzymała wyrożnienie w konkursie literackim IBBY Ksiażka Roku 2012, natomiast w 2013 otrzymała Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego.

Dla magazynu Życie i pasje pisze historie i felietony pod wspólnym tytułem: „O psach sfornych i niesfornych”

 

(Visited 4007 times, 1 visits today)

3 Responses to WYZNANIA BARDZIEJ OSOBISTE, CZYLI MÓJ PRYWATNY PROZAC – felieton pisarza Marcina Pałasza

  1. Katarzyna pisze:

    Panie Marcinie,
    w lipcu tego roku zetknęłam się z Pana książkami po raz pierwszy. Szukałam “lektury” na wakacyjny wyjazd dla mojego dwunastoletniego syna – Pawła. Wybraliśmy się do biblioteki i wybór padł na jedną z książek z serii o Elfie (tę o skarbie wuja Leona). Syn – pasjonat Minecrafta i ogólnie internetu z zainteresowaniem słuchał fragmentów Pana książki (sam również zabrał się do czytania:)).
    Książka – napisana lekkim stylem, pokazuje w “prosty” sposób przyjazne, życzliwe relacje międzyludzkie, z przymrużeniem oka traktując przywary.
    Młody – inteligentny, oczytany a przy tym zwyczany nastolatek “bez zadęcia” bardziej przemawia do wyobraźni młodzieży niż dzieło jakiegoś mentora z garścią “dobrych rad” jak należy postępować. Chętnie wraz z synem sięgnę po Pana kolejne książki.
    Elf, oczywiście – kochany. Dobrze wiedzieć, że jest “prawdziwy” i trafił w Pana dobre ręce.
    Życzymy Wam wszystkiego dobrego.
    Katarzyna i Paweł

  2. Mort pisze:

    Bardzo mnie poruszyła historia o Elfie. Z zasady nie zamieszczam żadnych komentarzy w internecie, ale chciałam Panu i Elfowi życzyć wszystkiego najlepszego. Cóż za piękna przyjaźń!

    • Katarzyna pisze:

      Panie Marcinie,
      w lipcu tego roku zetknęłam się z Pana książkami po raz pierwszy. Szukałam “lektury” na wakacyjny wyjazd dla mojego dwunastoletniego syna – Pawła. Wybraliśmy się do biblioteki i wybór padł na jedną z książek z serii o Elfie (tę o skarbie wuja Leona). Syn – pasjonat Minecrafta i ogólnie internetu z zainteresowaniem słuchał fragmentów Pana książki (sam również zabrał się do czytania:)).
      Książka – napisana lekkim stylem, pokazuje w “prosty” sposób przyjazne, życzliwe relacje międzyludzkie, z przymrużeniem oka traktując przywary.
      Młody – inteligentny, oczytany a przy tym zwyczany nastolatek “bez zadęcia” bardziej przemawia do wyobraźni młodzieży niż dzieło jakiegoś mentora z garścią “dobrych rad” jak należy postępować. Chętniecwraz z synem sięgnę po Pana kolejne książki
      Elf oczywiście – kochany. Dobrze wiedzieć, że jest “prawdziwy” i trafił w Pana dobre ręce.
      Życzymy Wam wszystkiego dobrego
      Katarzyna i Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Share
Close